Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama

Poparzeni Kawą Trzy po trzy

Dziennikarze, organista i biznesmen. Jest ich siedmiu. Co może wyjść z takiego połączenia? Nietuzinkowy zespół muzyczny. Po koncercie w klubie Graffiti opowiedzieli nam o historii zespołu, planach na przyszłość... i o męskiej części ciała.
• Jak się zaczęła wasza przygoda z muzyką i co tak naprawdę was \"poparzyło”? Wojtek Jagielski: Kawa. Roman Osica: Co nas poparzyło? Hmm... Przeszłość kazała nam grać. Każdy z nas grał w różnych kapelach dawno temu. Innymi sprawami, czyli dziennikarstwem, zaczęliśmy się zajmować trochę później. Wojtek Jagielski za czasów \"starego” Jarocina grał m.in. w zespole Kosmetyki Mrs. Pinki. Grał, oczywiście, na bębnach, ale nieudolnie mu to szło... \"Gierszu” grał w takim zespole, którego nazwy nie pamiętam. Mariusz Gierszewski: To był zespół Afera. Potem była jeszcze Młoda Foka. RO: W ogóle nie dało się tego słuchać MG: Nieprawda. To był pierwszy w Warszawie zespół, który kopiował Red Hot Chili Peppers w 1991 roku. RO: No dobra, ale potem nie dało się już tego słuchać. Krzysiek Zasada grał w pierwszych składach u Kasi Kowalskiej. Z kolei Marian Hilla skończył w Bydgoszczy obój na akademii muzycznej. Marian Hilla: Skończyłem obój, ale gram na saksofonie. RO: Krzysiek Tomaszewski to organista z kościoła na Bielanach. Jako jedyny potrafi jednocześnie zagrać na organach i na trąbce. Jest nawet taki film na portalu youtube.com, na którym to widać. (Film nazywa się \"Mistrz Gra Na Organach i Gra na Trąbce” – przyp. red.) Krzysiek Tomaszewski: Eeee, nie wiem kto go tam zamieścił. RO: Zapomniałbym o sobie. Grałem szanty. Ciężko mi się do tego przyznać, ale, niestety, tak było. To była masakra. Kiedyś mówiliśmy, że to folk irlandzki, ale tak naprawdę sprowadzało się to do czegoś w stylu: \"hej, morze...”. KT: Najlepsze jest to, że on nienawidzi morza i jeździ zawsze w góry. RO: I tak to właśnie z nami było. Każdego ciągnęło jakoś do muzyki, więc założyliśmy zespół. Często się spotykaliśmy w tych samych miejscach. Szliśmy na te same konferencje prasowe. Siłą rzeczy staliśmy się kumplami. • Udało się Wam zaprzyjaźnić, mimo że pracujecie w konkurencyjnych stacjach radiowych. RO: Ludziom wydaje się dziwne to, że Mariusz Gierszewski, który się zajmuje tematami śledczymi w Radiu Zet, kumpluje się z Romanem Osicą, który zajmuje się tematami śledczymi w RMF FM. MG: Jak jesteśmy na próbie i Romek ma jakiegoś newsa, to wychodzi z próby, by zadzwonić na zewnątrz. Każdy to szanuje, jeśli to jest jego news i jego temat, to ja się nie wcinam. RO: Nie ma między nami rywalizacji. MG: W zespole jest podobnie. Marian chciał grać na perkusji, ale Wojtek był pierwszy. • Skąd wzięła się nazwa zespołu? WJ: Tak na serio, to trzeba się zastanowić, co ta nazwa oznacza. Ja nie mam pojęcia. KT: Mamy skrót PK3. Wybraliśmy taką nazwę, bo PKS jest już zajęty. MH: Pierwotnie mieliśmy się nazywać \"Co trzeci szparag pusty”. Została nam w nazwie tylko liczba trzy. MG: To miało być coś a la Monty Python. • Kazaliście dość długo czekać na swoją płytę. Skąd pomysł na płytę? (Płyta nosi tytuł \"Musculus cremaster” – łac. termin określający mięsień dźwigacz jądra). RO: Dłużyła nam się podróż, a Wojtek, nasz niedoszły lekarz, zaczął nam opowiadać różne historyjki z czasów, kiedy studiował medycynę. Jechaliśmy z Krynicy, przez górskie serpentyny, a Wojtek opowiadał nam to, co każdy z nas powinien wiedzieć. WJ: Czyli o mięśniu, który dźwiga jądra. Zgodziliśmy się, że tak powinna się nazywać nasza pierwsza płyta, bo jesteśmy jak ten mięsień. MH: Teksty wyszły spod pióra jednego z najlepszych tekściarzy w Polsce, Rafała Bryndala, który jest naszym ósmym nieformalnym członkiem zespołu. On, tak jak i my, był zafascynowany twórczością Sergieja Sznurowa i postanowił coś w podobnym klimacie napisać. Wydaje nam się, że znakomicie mu się to udało. Muzyka to przede wszystkim Krzysiek Zasada. On przynosi pomysły, nad którymi wspólnie pracujemy. • Macie bardzo rozbudowaną sekcję dętą. Skąd pomysł na taką formę prezentacji? MH: Sekcja dęta to wynik naszej fascynacji zespołem Leningrad, kultowej grupy z Rosji z Sergiejem Sznurowem na czele. Postanowiliśmy przenieść to na nasz rynek. Początkowo były to dwa saksofony – sopranowy i tenorowy, później dołączyły: trąbka, tuba i puzon. Sekcja jest trochę inaczej wykorzystywana niż w innych zespołach mających w szeregach dęciaki, tzn. gramy bardziej z przodu. To daje bardzo ciekawy efekt. • Podobno po waszych koncertach rozpadają się inne kapele? WJ: Uważamy, że są to pomówienia, chociaż fakty temu przeczą. Po tym jak zagraliśmy przed zespołami 5\'nizza i Leningrad, ich składy się rozpadły. RO: Leningrad, na szczęście, już się reaktywował MH: Ale nie rozmawialiśmy z nimi przez pół roku. WJ: Niedługo będziemy grać przed Edytą Górniak i Urszulą... • Jakie macie plany muzyczne? MH: Rozpoczęliśmy pracę nad nowym materiałem. Pierwsze dwa numery gramy już na koncertach. Mamy nadzieję, że jeszcze w tym roku uda nam się wejść do studia. Kto to wie, może na koniec roku wydać kolejny album?

Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama