Sprawa dotyczy interwencji z 4 kwietnia ubiegłego roku. Strażnicy wystawili wówczas wezwanie kierowcy, który ich zdaniem zaparkował w niedozwolonym miejscu. Chwilę później doszło do przepychanki między mundurowymi a właścicielem mercedesa. Skończyło się na dwóch, trwających jeszcze procesach. W pierwszym zarzuty dotyczące znieważenia i naruszenia nietykalności cielesnej mundurowych usłyszał kierowca, Grzegorz T. W drugim na ławie oskarżonych zasiadają strażnicy: 35-letni Robert Z. oraz 29-letni Dariusz K. Odpowiadają za przekroczenie uprawnień.
Ich proces miał się zacząć w poniedziałek, ale nieoczekiwanie przedstawiciele obu stron zgłosili wnioski o skierowanie sprawy do mediacji. Sąd przychylił się do tej prośby. Na dojście do porozumienia będą mieli miesiąc. Jeśli im się nie uda, to w marcu proces strażników ruszy w normalnym trybie. Jak ustaliliśmy nieoficjalnie, żadna ze stron nie przedstawiła jeszcze konkretnej propozycji ugody.
Do feralnej interwencji doszło u zbiegu ul. Skłodowskiej i Grottgera. Grzegorz T. zaparkował tam swojego mercedesa. Auto zauważyli strażnicy i uznali, że stoi w niedozwolonym miejscu. Zostawili kierowcy wezwanie za wycieraczką. Po chwili zauważyli, że Grzegorz T. wraca do samochodu. Mundurowi podeszli do auta, ale mężczyzna chciał odjechać.
- Stwierdził, że nie zgadza się z oceną sytuacji dokonaną przez strażników i nie przyjmie mandatu - relacjonowała po skierowaniu aktu oskarżenia do sądu Beata Syk-Jankowska, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Lublinie. - Strażnik odpowiedział wówczas, że spotkają się w sądzie.Na tym interwencja mogła się zakończyć, ale doszło do awantury. Z ustaleń śledczych wynika, że kiedy Grzegorz T. próbował odjechać, mundurowi robili wszystko, by go zatrzymać. Jeden ze strażników otworzył drzwi auta i próbował wyciągnąć kierowcę z samochodu.
- Następnie kierowca został zakuty w kajdanki, za które oskarżeni ciągnęli go w celu zmuszenia do wyjścia z samochodu. Szarpali go za ubranie. Dwukrotnie zastosowali gaz łzawiący, rozpylając go w twarz pokrzywdzonego. Używali wobec niego słów wulgarnych - wyliczała rzecznik Syk-Jankowska.
Na miejsce wezwano policjantów. Mundurowi zastali kierowcę z kajdankami na lewym nadgarstku. Mężczyzna miał zadrapania i potłuczenia, krwawił z nosa. Grzegorz T. przedstawił policjantom swoją wersję wydarzeń. Z kolei z relacji strażników wynikało, że kierowca zamiast pokazać dokumenty, próbował ich przejechać. Robert Z. i Dariusz K. nie przyznali się do winy. Śledczym tłumaczyli, że Grzegorz T. był agresywny, nie chciał podać swoich danych ani się wylegitymować. Jeśli obie strony nie dojdą do porozumienia, strażnikom będzie groziło do 3 lat więzienia.
Reklama
Strażnicy miejscy poturbowali kierowcę? Chcą ugody
Strażnicy miejscy oskarżeni o poturbowanie kierowcy mogą uniknąć procesu. Sąd skierował ich sprawę do mediacji. Wnioskowały o to obie strony.
- Jacek Szydłowski
- 13.01.2015 17:00

Data dodania:
13.01.2015 17:00
ZOBACZ TAKŻE
Reklama
ALARM 24
Reklama
CHCESZ BYĆ NA BIEŻĄCO?
Reklama
Reklama
Komentarze