Reklama
Lubelszczyzna wciąż nie ma trzeciego europosła. Bratkowski czeka od roku
Przewodniczący sejmiku województwa Arkadiusz Bratkowski od roku czeka, by zostać europosłem. Przez ten czas mógł dostać przynajmniej 500 tys. zł uposażenia i diet.
- 12.10.2011 18:52
Teraz nasze województwo ma w Parlamencie Europejskim dwóch deputowanych: Lenę Kolarską-Bobińską (PO) oraz Mirosława Piotrowskiego (PiS). Jednak dzięki Traktatowi z Lizbony Polska powinna mieć od grudnia 2009 r. dodatkowego europosła i to właśnie z naszego regionu.
Mandatu nie zdążył objąć Edward Wojtas, który zginął w katastrofie smoleńskiej. Miejsce poselskie w PE powinien otrzymać drugi kandydat z listy Arkadiusz Bratkowski, działacz PSL z Zamojszczyzny. Ale do tej pory nie otrzymał.
– Przewodniczący PE Jerzy Buzek obiecał wiosną ubiegłego roku, że nowi posłowie zaczną pracę jesienią 2010 roku. Nadal czekam – rozkłada ręce Bratkowski (w niedzielnych wyborach bez powodzenia walczył o senatorski mandat). W jego sprawie pisało już do Buzka sześciu rektorów lubelskich wyższych uczelni. Na czym polega problem?
Traktat muszą ratyfikować wszystkie kraje Unii. Polska zrobiła to dopiero w lutym tego roku. W innych krajach głosowanie szło też jak po grudzie. Np. we Francji trzeba było zmienić ordynację wyborczą.
Jednak kilka dni temu pojawiła się dobra informacja.
– Wszyscy już ratyfikowali traktat, oprócz jednego z sześciu landów Belgii, walońskiego. Oczekujemy, że zrobią to na początku grudnia lub stycznia. Więc na początku przyszłego roku powinniśmy mieć nowego europosła. To będzie prezent na gwiazdkę – mówi Lena Kolarska-Bobińska.
Europosłanka tłumaczy, że każdy poseł w Brukseli i Strasburgu jest dla naszego regionu bardzo ważny. – Choć pewien czas zabierze nowemu parlamentarzyście poznanie siedziby Parlamentu i przystosowanie się do pracy. Kluczowy jest dobry asystent, który organizuje pracę – dodaje Kolarska-Bobińska.
Mandat deputowanego to nie tylko prestiż, ale solidne zarobki. Każdy europarlamentarzysta dostaje miesięcznie 7 665 euro brutto (5 963 euro po opodatkowaniu, po środowym kursie to 25 581 zł) oraz 298 euro diety za każdy dzień posiedzenia plenarnego lub komisji PE (ok. 16 dni miesięcznie).
Dodatkowo każdy deputowany dostaje miesięcznie do 17 540 euro na biura poselskie (w tym m.in. pensje czy zlecone ekspertyzy) – czyli w przeliczeniu ok. 75 tys. zł. Otrzymuje również 4202 euro miesięcznie na zwrot \"kosztów ogólnych”, np. rachunków telefonicznych czy opłat pocztowych.
Gdyby – zgodnie z obietnicą Buzka – Bratkowski został eurodeputowanym jesienią ub. roku to do teraz zarobiłby ok. 500 tys. zł (w sumie uposażenia i diet).
Czy Bratkowski będzie dochodził tych pieniędzy? – Nie, to nie jest możliwe. Ja nie mam żadnego dokumentu, który by potwierdzał, że jestem eurodeputowanym – mówi przewodniczący Sejmiku.
Eurodeputowanym będzie do końca obecnej kadencji, czyli do 2014 roku.
Reklama












Komentarze