Kogo interesuje jak grają dwie najlepsze drużyny w IV lidze, dziś powinien przyjść na stadion przy ul. Leszczyńskiego. O godz. 11 pierwsza w tabeli Lublinianka Wieniawa podejmuje drugie Orlęta Łuków. Emocje gwarantowane.
MAREK WIECZERZAK
28.10.2011 16:31
Gospodarze mogą sobie pozwolić na odrobinę luzu, bo mają już zapewnione mistrzostwo półmetka. – Ale nie zamierzamy spuszczać z tonu – zapowiada Jacek Paździor, obrońca Lublinianki Wieniawy.
– Chcemy wygrywać i na tym się skupiamy. Z Orlętami też interesują nas trzy punkty, choć oczywiście doceniamy niezłe wyniki rywala.
Trener Marek Sadowski ma problem, bo z podstawowego składu wypadło mu dwóch doświadczonych i pożytecznych piłkarzy – Łukasz Gromba i Maciej Sebastianiuk. Występ Paździora też stoi pod znakiem zapytania.
– Mam lekki uraz i to czy zagram, okaże się przed samym meczem – tłumaczy piłkarz.
Ale jak pokazał mecz z Włodawianką, rutyniarzy mogą z powodzeniem zastąpić utalentowani juniorzy: 16-letni Przemysław Gąsior i Filip Ozimek.
– Obaj pokazali się z bardzo dobrej strony, trenują z nami i zapowiadają się ciekawie. Trener powinien znowu dać im szansę – uważa Paździor.
Orlęta cały czas czują na plecach oddech najgroźniejszych rywali w walce o fotel wicelidera. Tyle samo punktów co łukowianie, zgromadziły również rezerwy GKS Bogdanka i Sparta Rejowiec Fabryczny, a przeskoczyć może ich jeszcze Omega Stary Zamość.
W tej kolejce ciekawie będzie też w dole tabeli. Zwłaszcza w Krasnymstawie, gdzie dojdzie do konfrontacji lokalnych rywali pomiędzy Startem i Włodawianką.
– Pewnie, że chcielibyśmy wygrać, bo to prestiżowe spotkanie, ale nie będzie łatwo – mówi Ryszard Nilipiuk, wiceprezes Włodawianki. – Mamy kłopoty ze składem, bo po ostatnim meczu wypadli za kartki Więcaszek i Staszczak.
We Włodawie zastanawiają się nad wystosowaniem listu otwartego do prezesa LZPN w sprawie wypowiedzi sekretarza związku Stanisława Sachajki, który kibiców Włodawianki określił jako szowinistów.
– Chcielibyśmy przeprosin. To niedopuszczalne, żeby człowiek na takim stanowisku mówił w ten sposób, nie mając ku temu żadnych podstaw – argumentuje Nilipiuk.
Komentarze