Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama NOWY LEXUS RZ Odkryj Steel-By-Wire | DNI OTWARTE 4-9 MAJA

Lew w Białym Domu

Wczoraj prezydent Barack Obama podał do wiadomości, że nowym szefem personelu Białego Domu zostaje Jacob \"Jack” Lew. Jest to ortodoksyjny Żyd nowojorski, którego ojciec emigrował do Ameryki z Polski.
W 2009 roku dołączył do administracji Obamy, jako zastępca sekretarz stanu Hillary Clinton ds. zarządzania i finansów, praktycznie kierując pozapolityczną infrastrukturą amerykańskiego resortu spraw zagranicznych. Rok później stanął na czele Biura Zarządzania i Budżetu całej administracji państwowej. Obecny awans na osobę najbliższą prezydentowi i praktycznie kierująca pracą Białego Domu jest niewątpliwie ukoronowanie dotychczasowej kariery Jacka Lewa. Można przypuszczać, iż odgrywać będzie także znaczącą rolę w kampanii wyborczej Baracka Obamy. Komentatorzy uważają, że jest to także bardzo dobry gest wykonany przez prezydenta w kierunku środowisk żydowskich, które od dłuższego czasu krytycznie odnosiły się do Obamy nie akceptując jego polityki wobec Izraela i Bliskiego Wschodu generalnie. Bez poparcia żydowskiego trudno wyobrazić sobie prezydencki sukces wyborczy w Stanach Zjednoczonych. Lew w Białym Domu niewątpliwie dobrze zrobi na uspokojenie nastrojów elektoratu żydowskiego. Tym bardziej, że jest on Żydem ortodoksyjnym, przestrzegającym zasad religijnych w życiu codziennym, w tym nakazu koszerności i obchodzenia szabatu. Przypominana jest historia, kiedy Clinton nie mógł się kiedyś dodzwonić do niego w sobotę, bo Lew miał wyłączony telefon. Prezydent zostawił nagranie: "Wiesz co, ja rozumiem świętość szabatu, ale to jest naprawdę ważna sprawa i Bóg to zrozumie!”. Jacob Lew jest żonaty z Ruth, z którą ma syna i córkę. Mają dom w bardzo dobrej części nowojorskiego Bronxu i w Waszyngtonie. W obu miejscach są członkami lokalnych kongregacji żydowskich. Lew nie zapomina także o swoich korzeniach rodzinnych i wyniesionego z domu sentymentu dla naszego kraju. Nie brak nawet w Waszyngtonie i takich, którzy uważają, że nominacja ta będzie dobra dla Polski.

Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama