Nie chodzili do szkoły, bo byli za granicą. Zdawali z klasy do klasy
Uczniowie Zespołu Szkół w Chodlu zdawali do następnych klas, mimo że miesiącami nie chodzili na zajęcia. Zamiast siedzieć na lekcjach, wyjeżdżali do pracy za granicę.
- 12.01.2012 17:24
Mariusz (imię zmienione) został zapisany do I klasy Policealnej Szkoły dla Dorosłych w Chodlu 15 grudnia. Rok szkolny zaczął się tam 1 września. Ale w dokumentach nie ma śladu, że przez półtora miesiąca nie było go w szkole. A w dzienniku lekcyjnym wszystkie rubryki z ocenami za pierwszy semestr są puste.
Jak ustalili kontrolerzy lubelskiego kuratorium, ucznia nie było na 78 proc. godzin lekcyjnych. Mimo to zdał. W arkuszu ocen, który nauczyciele wypełniają na koniec semestru, wszystkie noty są pozytywne. Dokument podpisała jego wychowawczyni.
Kontrolerzy wykryli też mnóstwo innych \"kwiatków”. Nie było uchwał rady pedagogicznej zatwierdzających wyniki klasyfikacji z kolejnych trzech lat. Szkoła nie prowadziła też arkuszy ocen wszystkich uczniów zapisanych w dziennikach lekcyjnych. A w tych, które były, brakowało części przedmiotów i ocen z zachowania.
Nieoficjalnie mówi się, że słuchacze Szkoły Policealnej dla Dorosłych - zamiast siedzieć na lekcjach -wyjeżdżali do pracy za granicę. Nie było ich po kilka miesięcy. – To nieprawda – mówi Janusz Kobiałka, dyrektor ZS w Chodlu. – Jeśli uczeń opuści więcej niż 50 proc. godzin, szkoła zawsze organizuje mu egzaminy klasyfikacyjne.
Tak miało być m.in. w przypadku opisanego wyżej Mariusza. – Zdał je i mógł być promowany na następny semestr – przekonuje dyrektor.
Ale w papierach, które przeanalizowali kontrolerzy, o egzaminach nie ma ani słowa. – W trakcie kontroli nie miałem tych dokumentów – wyjaśnia dyrektor. – Były w domu jednego z nauczycieli, który wziął je w celu uzupełnienia podpisów i przetrzymywał bez mojej wiedzy.
Kuratorium skierowało sprawę do prokuratury. Ale śledczy odmówili wszczęcia postępowania. – Protokoły z egzaminów odnalazły się w domu jednego z nauczycieli, który przebył udar mózgu, miał kłopoty z pamięcią. Nie pamiętał, że je miał – tłumaczy Marzena Maciąg, prokurator rejonowy w Opolu Lubelskim.
Kuratora to nie przekonuje. – Gdy w szkole byli wizytatorzy, dyrektor nie wspominał o tych dokumentach – mówi Krzysztof Babisz. – Mówimy o dokumentach klasyfikacyjnych, poważnych aktach prawnych. One nie mogą być w domu u nauczyciela. Muszą być w szkole – dodaje.
Kuratorium wystąpimy do prokuratury o kserokopię akt sprawy. – Wtedy zastanowimy się, co dalej zrobić z tą sprawą – mówi Babisz.
Reklama













Komentarze