Uczeń pobił wychowawczynię, bo nie chciał obierać ziemniaków
11-letni podopieczny placówki opiekuńczo-wychowawczej \"Mój Dom\" w Radzyniu Podlaskim rzucił się na swoją wychowawczynię. Uderzył ją w twarz i kopał. Bo zamiast pójść na spacer, musiał obierać ziemniaki.
- 16.01.2012 20:08
Matka jedenastolatka przyznaje, że jej syn jest nerwowy. Feralnego dnia przyjechała go odwiedzić. Chciała pójść z synem na spacer. – Wychowawczyni poleciła jednak, by obierał ziemniaki. Kiedy zobaczyłam, że syn się zdenerwował, zaproponowałam, że sama za niego obiorę kartofle – opowiada.
Dalszy przebieg wypadków relacjonuje Dariusz Łukasiak, rzecznik prasowy radzyńskiej policji: – Dyżurny otrzymał sygnał o agresywnym zachowaniu jedenastolatka. Chłopiec uderzył wychowawczynię w twarz, a potem kopał po całym ciele. Kobieta upadła doznając poważnego urazu głowy.
Policjanci przyjechali na miejsce zdarzenia. Ale na tym interwencja mundurowych się zakończyła. – Dzieci do 13. roku życia nie podlegają postępowaniu karnemu. Placówka sama powinna załatwić sprawę i wystąpić do sądu – tłumaczy rzecznik policji.
Dorota Bielecka, dyrektor Placówki Opiekuńczo-Wychowawczej \"Mój Dom\", przyznaje, że przez rok kiedy chłopiec był podopiecznym ośrodka, było z nim wiele problemów. A skutki grudniowego incydentu \"Mój Dom\" odczuwa do dziś. – Wychowawczyni wciąż jest na zwolnieniu lekarskim – mówi dyrektor Bielecka. – A chłopiec został przekazany do innego ośrodka w Ostrowcu Świętokrzyskim – dodaje.
– Uciekał z ośrodka, zachowywał się wulgarnie, był agresywny – mówi Stanisław Furman, wiceprezes Sądu Rejonowego w Radzyniu.
Ośrodek wielokrotnie informował radzyński sąd o nagannym zachowaniu chłopca. Ale dopiero po poturbowaniu wychowawczyni sąd postanowił umieścić chłopca w młodzieżowym ośrodku socjoterapeutycznym. W Ostrowcu Świętokrzyskim.
Matka chłopca ma żal, że syn został przeniesiony tak szybko i tak daleko. – W dniu, kiedy miał miejsce ten incydent, sama osobiście przeprosiłam wychowawczynię. Kiedy zapytała \"za co\", odpowiedziałam, że \"za wychowanie\". Teraz synkowi ciężko. Codziennie płacze. Chce wracać. Pewnie przyjedzie do nas na ferie – podkreśla matka.
W placówce \"Mój Dom\" w Radzyniu Podlaskim przebywa także jej drugi syn i dwie córki.
Reklama













Komentarze