W weekend (3-5.02) na ekrany wchodzą dwa filmy, które tak diametralnie różnie opowiadają historie dwóch kobiet i miłości, jak tylko można. Zdecydowanie po \"Róży” trzeba pójść na wypoczynkowy \"Mój tydzień z Marilyn”. A nie odwrotnie.
03.02.2012 14:19
Kadr z filmu \"Róża\"
Kto polubił styl reżysera "Wesela” i "Domu złego” nie będzie zdziwiony, w jaki sposób twórca pokazuje historię sprzed ponad 60 lat. Zabiera widzów na Mazury i opowiada losy tytułowej Róży, Mazurki, wdowy po niemieckim żołnierzu i Tadeusza, Polaka. W tle ziemie, które przed wojną należały do Niemiec, a po wojnie zostały przyznane Polsce, ludzie, którzy mieszkali tam przed 1939 rokiem, repatrianci zza Buga, żołnierze, szabrownicy…Zdecydowanie nierozrywkowy film, który trzeba zobaczyć.
Drugi biegun filmowego świata to wyprawa do Londynu latem 1956 roku. Najsłynniejsza kobieta świata przylatuje z USA, by grać z Laurencem Olivierem. Chodzi o Marilyn Monroe i film Simona Curtisa "Mój tydzień z Marilyn”.
To ekranizacja książek Colina Clarka, opisującego swoje spotkanie z aktorką podczas jej pracy nad filmem "Książę i aktoreczka”. Obsada gwiazdorska: Kenneth Branagh, Eddie Redmayne, Emma Watson. Krytycy chwalą kreacją aktorską Michelle Williams (w roli bogini seksu), która dostała już statuetkę Złotego Globu i jest nominowana do Oscara w kategorii Najlepsza Aktorka. (agdy)
Komentarze