Obsługa pociągu kazała wysiąść. Czekali w deszczu i ciemnościach
Ponad dwie godziny w strugach deszczu i ciemnościach spędzili podróżni z pociągu "Czartoryski. Obsługa składu kazała setce podróżnych… wyjść na zewnątrz i czekać na inny transport
- 15.01.2014 20:00

Tragicznego wypadku, do którego doszło we wtorkowy wieczór między Puławami a Klementowicami nie dało się uniknąć. Na torach leżał człowiek. Nie reagował na sygnały maszynisty, który nie miał szans na wyhamowanie rozpędzonego pociągu. Mężczyzna zginął pod kołami "Gałczyńskiego”, który jechał ze Szczecina do Lublina. Wszystko wskazuje na to, że było to samobójstwo.
W takich przypadkach procedura jest jasna: pociąg trzeba zatrzymać, na miejsce przyjeżdża policja i prokurator. Ale to, co działo się później, to w opinii pasażerów samobójczy gol kolejarzy.
- Bezpośrednio po zdarzeniu załoga pociągu wyprosiła pasażerów z wagonów, uzasadniając to tym, że za kilka minut przesiądą się na stacji Pożóg do pociągu relacji Kraków-Lublin - relacjonuje pani Izabela. Było już dawno po zmroku, pogoda była nieprzyjemna, padał deszcz.
Pasażerowie stali na zewnątrz i czekali, aż będą mogli kontynuować podróż. Tyle, że czekanie bardzo się przeciągało. - PKP Intercity zamówiło autobusy, które miały zabrać pasażerów z unieruchomionych pociągów do Lublina i Puław. Jednak mimo wcześniejszej deklaracji, autobusy nie dojechały na miejsce - informuje Zuzanna Szopowska, rzecznik PKP Intercity. Twierdzi, że kierowcy zamówionych autobusów telefonicznie powiadomili kolejarzy, że nie są w stanie dotrzeć do pasażerów pociągu, bo nie mogą znaleźć miejsca jego postoju.
Podróżni z "Czartoryskiego” w dalszą podróż ruszyli dopiero 2,5 godziny później. - Przez ten czas oczekiwali w strugach deszczu. Nikt z obsługi pociągu nie zaopiekował się podróżnymi ani nie udzielił informacji, jak długo będzie trwać oczekiwanie - skarży się pasażerka.
Dlaczego nikt nie zainteresował się pasażerami, do których nie dotarła komunikacja zastępcza i dlaczego stali ponad dwie godziny w deszczu? W rozmowie z nami rzeczniczka PKP Intercity stwierdziła, że kolej wyjaśni, jaka informacja została przekazana pasażerom feralnego pociągu przez ekipę konduktorską.
W sumie w rejonie zdarzenia utknęło łącznie osiem pociągów. Ich opóźnienia wahały się od 43 minut do prawie czterech godzin.
Reklama
















Komentarze