Reklama
Kotka cierpiała, on nagrywał. Zaczął się proces rolnika
Zamiast wezwać weterynarza, trzy dni nagrywał skomplikowany poród swojej kocicy. Rolnik z Radzynia Podlaskiego odpowie teraz za znęcanie się nad zwierzęciem. We wtorek ruszył jego proces
- 14.01.2014 19:13
Mirosław R. nie stawił się na sali sądowej. Przedstawił zwolnienie lekarskie, którego sąd nie uwzględnił. Proces rozpoczął się więc w trybie zaocznym. Jako świadek zeznawała m.in. mieszkanka Białogardu, która na portalu YouTube znalazła makabryczny film z porodu. Nagranie tak nią wzburzyło, że skopiowała je i zgłosiła sprawę policji. Podczas wczorajszej rozprawy przesłuchano również biegłego weterynarza. Stwierdził on, że w przypadku kotki naturalny poród powinien trwać do 12 godzin.
- W tym przypadku trwał jednak trzy dni. W ocenie biegłego, po 12 godzinach należało więc skorzystać z pomocy weterynarza - mówi sędzia Dorota Domańska, przewodnicząca II Wydziału Karnego Sądu Rejonowego w Radzyniu Podlaskim. - Należało tez zapewnić zwierzęciu odpowiednie warunki do porodu.
Kłopoty Mirosława R. zaczęły się w lipcu ubiegłego roku. Wtedy mieszkanka Białogardu trafiła na skandaliczny film. Po zgłoszeniu sprawy policji ustalono, że autorem nagrania jest 46-latek z Radzynia Podlaskiego - rolnik z wyższym wykształceniem. Jego kotka rodziła w maju. Doszło wtedy do komplikacji. Mały kotek zaklinował się w drogach rodnych. Przyszedł na świat martwy. Mirosław R., zamiast zapewnić kotce opiekę weterynarza i ulżyć w bólu, tylko się przyglądał. Sfilmował całą akcję porodową.
Z zeznań, jakie złożył w prokuraturze nie wynika, by zdawał sobie sprawę z tego, co zrobił.
- Przyznał, że jest autorem nagrania. Wyjaśnił, że wykonał je w celach poglądowo-naukowych - mówił po skierowaniu aktu oskarżenia Janusz Syczyński, szef Prokuratury Rejonowej w Radzyniu Podlaskim.
Chociaż Mirosław R. przyznał, iż jest autorem nagrania to uważa, że nie popełnił żadnego przestępstwa. Radzyńska prokuratura oskarżyła go o znęcanie się nad zwierzęciem. Grozi za to kara grzywny lub nawet do dwóch lat więzienia.
Nie w każdej sprawie, dotyczącej znęcania się nad zwierzętami, śledczy decydują się na oskarżenie. Tak było m.in. w przypadku mieszkanki ul. Plagego i Laśkiewicza w Lublinie. Kobieta cofała samochodem i potrąciła swojego szczeniaka. Zamiast zabrać psa do weterynarza zostawiła cierpiące zwierze i wyjechała z rodziną na weekend. Pięciomiesięcznym szczeniakiem zajęli się sąsiedzi. Właścicielka psa nie poniesie żadnej odpowiedzialności. Prokuratura Rejonowa w Lublinie umorzyła sprawę.
Reklama













Komentarze