Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama

Kotka cierpiała, on nagrywał. Zaczął się proces rolnika

Zamiast wezwać weterynarza, trzy dni nagrywał skomplikowany poród swojej kocicy. Rolnik z Radzynia Podlaskiego odpowie teraz za znęcanie się nad zwierzęciem. We wtorek ruszył jego proces
Mirosław R. nie stawił się na sali sądowej. Przedstawił zwolnienie lekarskie, którego sąd nie uwzględnił. Proces rozpoczął się więc w trybie zaocznym. Jako świadek zeznawała m.in. mieszkanka Białogardu, która na portalu YouTube znalazła makabryczny film z porodu. Nagranie tak nią wzburzyło, że skopiowała je i zgłosiła sprawę policji. Podczas wczorajszej rozprawy przesłuchano również biegłego weterynarza. Stwierdził on, że w przypadku kotki naturalny poród powinien trwać do 12 godzin. - W tym przypadku trwał jednak trzy dni. W ocenie biegłego, po 12 godzinach należało więc skorzystać z pomocy weterynarza - mówi sędzia Dorota Domańska, przewodnicząca II Wydziału Karnego Sądu Rejonowego w Radzyniu Podlaskim. - Należało tez zapewnić zwierzęciu odpowiednie warunki do porodu. Kłopoty Mirosława R. zaczęły się w lipcu ubiegłego roku. Wtedy mieszkanka Białogardu trafiła na skandaliczny film. Po zgłoszeniu sprawy policji ustalono, że autorem nagrania jest 46-latek z Radzynia Podlaskiego - rolnik z wyższym wykształceniem. Jego kotka rodziła w maju. Doszło wtedy do komplikacji. Mały kotek zaklinował się w drogach rodnych. Przyszedł na świat martwy. Mirosław R., zamiast zapewnić kotce opiekę weterynarza i ulżyć w bólu, tylko się przyglądał. Sfilmował całą akcję porodową. Z zeznań, jakie złożył w prokuraturze nie wynika, by zdawał sobie sprawę z tego, co zrobił. - Przyznał, że jest autorem nagrania. Wyjaśnił, że wykonał je w celach poglądowo-naukowych - mówił po skierowaniu aktu oskarżenia Janusz Syczyński, szef Prokuratury Rejonowej w Radzyniu Podlaskim. Chociaż Mirosław R. przyznał, iż jest autorem nagrania to uważa, że nie popełnił żadnego przestępstwa. Radzyńska prokuratura oskarżyła go o znęcanie się nad zwierzęciem. Grozi za to kara grzywny lub nawet do dwóch lat więzienia. Nie w każdej sprawie, dotyczącej znęcania się nad zwierzętami, śledczy decydują się na oskarżenie. Tak było m.in. w przypadku mieszkanki ul. Plagego i Laśkiewicza w Lublinie. Kobieta cofała samochodem i potrąciła swojego szczeniaka. Zamiast zabrać psa do weterynarza zostawiła cierpiące zwierze i wyjechała z rodziną na weekend. Pięciomiesięcznym szczeniakiem zajęli się sąsiedzi. Właścicielka psa nie poniesie żadnej odpowiedzialności. Prokuratura Rejonowa w Lublinie umorzyła sprawę.

Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama

ALARM 24

Masz dla nas temat?

Daj nam znać pod numerem:

+48 691 770 010

Kliknij i poinformuj nas!

Reklama

CHCESZ BYĆ NA BIEŻĄCO?

Reklama
Reklama
Reklama