Poważne problemy finansowe Janowianki
Piłkarze z Janowa Lubelskiego od kilku miesięcy nie dostają pieniędzy za grę. Władze klubu przyznają, że nie mogą wyjść z długów i liczą na pomoc z miasta
- 09.11.2012 11:51

Z powodu fatalnej sytuacji finansowej zawodnicy zastanawiali się, czy pojechać na środowy mecz do Łęcznej. Ostatecznie stanęło na tym, że pojechali. Przegrali z grającymi w silnym składzie gospodarzami 1:2, tracąc bramkę w doliczonym czasie gry.
– Chłopaki mają już dość sytuacji jaka jest w klubie – mówi Andrzej Wachowicz, trener Janowianki. – Nie dostali części premii jeszcze z wiosny. A od lipca nie wiedzieli ich już w ogóle. Dzień przed meczem z Bogdanką spotkali się z prezesem i powiedzieli, że jeśli nic się nie zmieni, to nie zagrają w Łęcznej. W odpowiedzi usłyszeli, że może to i lepiej, bo klub oszczędzi.
Prezes klubu przyznaje, że sytuacja finansowa nie jest dobra. – Ale tragedii nie ma – podkreśla Zygmunt Wasilewski. – Cały czas musimy spłacać długi. Problemy takie jak teraz są co roku. Do zamknięcia budżetu brakuje nam ok. 40-50 tysięcy złotych. Stajemy na nogi dopiero po otrzymaniu w styczniu dotacji z miasta.
A tej niektóre kluby mogą Janowiance pozazdrościć. W tym roku burmistrz i radni Janowa Lubelskiego przekazali klubowi 195 tys. zł. W ślad za dużym wsparciem samorządu nie idą jednak środki od sponsorów. – W tym roku udało nam się pozyskać od nich tylko 30 tys. zł, a jeszcze rok wcześniej było to 70 tys. zł – przyznaje Wasilewski.
Prezes Janowianki twierdzi jednocześnie, że zawodnicy i trener nie mają zapłacone za ostatnie trzy miesiące. Zadłużenie to wynosi w sumie ok. 19,2 tys. zł.
– Są to tylko premie za zdobyte punkty, bo co miesiąc dostają stypendia. Ile jesteśmy winni każdemu? Różnie, po 500 zł, a może i po 1 tys. Tłumaczyłem im jednak, że nawet jak są opóźnienia, to w styczniu i tak wszystko zostanie wyrównane. Ktoś im miesza niepotrzebnie w głowach – dodaje Wasilewski.
Mimo trudnej sytuacji zawodnicy Janowianki nie zamierzają odpuszczać. – Na pewno dokończymy rundę. W sobotę gramy z Roztoczem i postaramy się wygrać, żeby mieć spokojniejszą sytuację przed wiosennymi rewanżami. A co będzie dalej, to już zależy od działaczy – kwituje trener Wachowicz.
Sędzia się nie popisał?
Wynik w Łęcznej, zdaniem trenera Janowianki mógł być zdecydowanie lepszy, gdyby nie sędzia Grzegorz Witkowski z Lublina. – Po pierwsze dopiero w 92 min pokazał, że przedłuża mecz o 2 minuty, czyli w sumie graliśmy o cztery więcej i właśnie w tym dodatkowym czasie straciliśmy gola. Po drugie, przy dośrodkowaniu, po którym padła ta bramka piłka wyszła za linię końcową boiska. Przyznali to nam sami piłkarze Bogdanki. Nie usprawieliwiam tym naszej porażki, ale po prostu tak było – komentuje Wachowicz.
Reklama
















Komentarze