Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama Juwenalia Politechniki Lubelskiej 2026 | Lublin | bilety na eBilet.pl

Spotkanie z ojcem Johnem Bashoborą. Uczestnik: "To żerowanie na chorych ludziach"

- Uzdrowienie trochę boli. Na moment może się pojawić silne, nieprzyjemne uczucie. Potem jest spokój i radość, przebaczenie i błogosławieństwo, kiedy Pan Bóg dotyka twojego serca - mówi ks. Piotr Jakubiak, koordynator nowej ewangelizacji w diecezji zamojsko-lubaczowskiej, na zaproszenie której do Zamościa przyjechał ojciec John Bashobora, kontrowersyjny charyzmatyk z Ugandy
Spotkanie z ojcem Johnem Bashoborą. Uczestnik: "To żerowanie na chorych ludziach"

Sobota, 4 lipca. Tropikalne upały. Na ulicach Zamościa pustki. Kto może, kryje się przed prażącym słońcem w domu lub ucieka za miasto. Na stadionie OSiR są jednak tłumy. Przed słońcem chronią się pod parasolami lub zakładają na głowy chustki, czapki i kapelusze. Efekt mizerny. Służby ratunkowe co chwilę interweniują. Wynoszą zemdloną młodą kobietę. Mierzą ciśnienie i namawiają do zjedzenia cukierka mężczyznę, który źle się poczuł.

Wspólnie z wolontariuszami odprowadzają w stronę kurtyny wodnej starszą panią chroniąc ją od słońca rozpostartą nad jej głową pałatką.

Czy nie mogą się mylić

Pani Marianna przyjechała z Tyszowiec. Jeździ na wózku inwalidzkim. Jak sama mówi, jest już stara i na cud nie liczy.

- Chodzić nie zacznę - mówi. - Mnie już bliżej na tamten świat, ale może Bóg popatrzy na mnie łaskawszym okiem za to, że tu jestem i się modlę?

Obok niej, także na wózku, siedzi Irena Smyk. Kilka lat temu podczas operacji tętniaka dostała udaru.
- Ciężko jest być zdanym na łaskę innych zwłaszcza, gdy wcześniej było się bardzo aktywnym - wyznaje. - Dlatego mam nadzieję, że za sprawą ojca Bashobory mogę zostać uzdrowiona. O niczym nie marzę tak bardzo, jak o powrocie do pełni sił. Lekarze odwracają wzrok i mówią, że to nie możliwe, ale czy nie mogą się mylić…Bóg może przecież wszystko.

W cud nie wierzę

Marcin Ryzia z Krasnegostawu na spotkanie z charyzmatykiem przywiózł swoją babcię. 86-letnia kobieta przeszła trzy wylewy. Od kilkunastu lat nie wychodzi z domu. Potrzebuje pomocy żeby dojść do łazienki, czy ubikacji.

- To straszne życie. Babcia bardzo się męczy. Męczy się też moja mama, podporządkowała wszystko opiece nad babcią - opowiada pan Marcin. - Chyba dlatego obie zaczęły szukać pomocy w Kościele. Jeździmy po różnych uzdrowicielach i egzorcystach niemal niosąc babcię na plecach. Zdrowie się jej potem nie poprawia, ale po takich wizytach czuje się lepiej psychicznie. Mówi, że mniej boli i że chyba może ruszać lewą ręką. Taki stan trwa zwykle tydzień lub dwa.

Pan Marcin w cud nie wierzy i na niego nie czeka. - Jestem wierzący, ale takie spotkania są dla mnie po prostu żenujące. Ludzie Kościoła zachowują się jak szamani. To żerowanie na chorych ludziach i ich rodzinach - twierdzi. - Kiedy patrzę na stragany ustawione tu wszędzie jestem pewien, że chodzi tylko o trzepanie kasy.

Kolejka

Za udział w spotkaniu z ojcem Bashoborą trzeba zapłacić. Wejściówka kosztuje 40 złotych. Obok stadionu ustawione są też stoiska, na których można kupić książki o tematyce religijnej (od 15 do nawet 120 złotych), film o charyzmatyku (10 złotych) i płyty audio z jego rekolekcjami (15 złotych).
Do tego koszulki z rekolekcji „Jezus na wschodzie” (20 złotych), różańce (5-10 złotych), obrazki, naklejki, magnesiki...

Tłok przy nich ogromny. Co chwilę tworzy się wręcz kilkuosobowa kolejka. Pod stadionem kramy z lodami, bułki, napoje. Pod ogromnym białym namiotem rozstawiono stoły i ławy. Panuje klimat piknikowy. Tuż obok drewniana tablica z napisem „Pan czeka”, a za nią, w znacznie mniejszym namiocie, zorganizowano rekolekcyjną kaplicę. W niej na polowym ołtarz ustawiono Najświętszy Sakrament. Na rozłożonych przed nim dywanach klęczy kilka osób i modli się w ciszy.

Spowiedź

Zupełnie inaczej - głośno i wesoło - jest na stadionie. Mimo niesłabnącego nawet na moment upału ludzie trwają w modlitwie. Niektórzy stoją w niewielkich grupkach. Zamykają oczy. Trzymając się za ręce trwają bez ruchu nawet kilkadziesiąt minut. Inni wznoszą ręce do nieba, podskakują, krzyczą. Ich słowa ginął jednak w wszechobecnym hałasie.

Ze sceny, między kolejnymi wystąpieniami ojca Bashobory, płynie głośna muzyka i śpiew. Słowo „Jezus” jest w nim odmieniane przez wszystkie przypadki. Wiele osób nie zna jednak słów pieśni. Tłum ożywia się więc najbardziej słysząc znane wszystkim melodię. Cały stadion śpiewa więc „Jezus, Jezus” na melodię hitu Beatlesów „Hej Jude” oraz izraelskich tańców ludowych.

Przeboje próbują przekrzyczeć osoby spowiadające się na koronie stadionu. Co kilka metrów rozstawiono tam krzesełka, na których odbywa się spowiedź. O intymności znanej nam z konfesjonałów nie ma tam mowy. Nikomu nie przeszkadza jednak to, że jest słyszany przez innych wiernych.

Wyższa instancja

Kiedy przechodzę obok jednego z nich, wysoka blondynka pyta, czy mogłabym przez chwilę popilnować jej siostry. Chciałaby się wyspowiadać, a 54-latka po dwóch udarach potrzebuje stałej opieki. Ma nagłe zawroty głowy i w każdej chwili może się przewrócić. Ma też kłopoty z pamięcią. Co chwilę pyta, w jakim jest mieście mimo, że w Zamościu urodziła się i mieszkała przez całe życie.

- Czasami coś sobie przypomni, ale ogólnie jest bardzo źle. To jak opieka nad dzieckiem. Tracimy wiarę, że będzie lepiej, ale tonący brzytwy się chwyta - mówi kobieta, która wyraźnie chce się komuś wygadać. - Nigdy nie byłyśmy bardzo religijne, ale skoro lekarze są bezradni to trzeba się odwoływać do wyższej instancji.

Zdecydowana większość zebranych na stadionie to jednak ludzie głęboko wierzący i przekonani o tym, że za sprawą ojca Bashobory doznają cudu uzdrowienia lub przemiany duchowej.

Potrzeba łączności

- Przyjechałam z mamą, siostrą i siostrzenicą. Razem się modlimy. Razem śpiewamy i tańczymy. Nie prosimy o zdrowie. Jest dobrze, jak jest. Chcemy tylko poczuć jedność między nami i łączność z Bogiem. Potrzeba nam tylko żywej wiary, a reszta się sama potoczy - mówi Marta ze Zwierzyńca.
Głęboko wierzy też rodzina z podlubelskiej Turki.

- Modlimy się o łaskę uzdrowienia dla naszych dzieci - mówi mama maluchów baraszkujących na rozłożonym na koronie stadionu kocyku.

Obok tańczy Miriam. 35-letnia zakonnica przyznaje, że cierpi na stwardnienie rozsiane. - Pan dał, Pan może wziąć. Błogosławione niech będzie imię Pana - rzuca między kolejnymi tanecznymi obrotami.

 

Urodził się w Ugandzie. O tym, że od drugiego roku życia wychowywali go nie rodzice, a wujostwo dowiedział się w dniu swoich święceń kapłańskich. Ciotka wyznała mu wtedy, że otruła jego ojca, bo była zazdrosna o miłość panującą w jego rodzinie.

„Podała mu raz zatrutą owsiankę w naczyniu. Gdy mały John zrobił przed jedzeniem znak krzyża, naczynie rozpadło się na drobne kawałki” - czytamy na stronie jezusnawschodzie.pl.
Bashobora przebaczył kobiecie, odwiedził grób ojca i odnalazł swoją biologiczną matkę, która została wypędzona po śmierci męża.

Ojciec Bashobora w Rzymie, już po święceniach kapłańskich, zdobył doktorat z teologii duchowości oraz magisterium z psychologii. Po powrocie do Ugandy założył sierociniec i wybudował szkołę dla sierot.
Dwa lata temu, zapowiadając jego wizytę, gdańska Szkoła Nowej Ewangelizacji, organizator spotkania napisała na swojej stronie internetowej: „Potężne namaszczenie, jakie o. John otrzymał od Boga w posłudze uzdrawiania i uwalniania, owocuje wielkimi znakami i cudami wszędzie tam, gdzie ten pokorny kapłan głosi Słowo”.

Charyzmatykowi przypisuje się wiele uzdrowień i wskrzeszenia. Ożywiony miał zostać m.in. młodzieniec z przestrzeloną czaszką i dwoje ludzi, którzy zginęli w wypadku drogowym. Między innymi z powodu tych właśnie informacji, w 2009 roku przyjazdowi ojca do Lublina sprzeciwił się ówczesny metropolita, arcybiskup Józef Życiński.

Na łamach „Tygodnika Powszechnego” pisał wtedy: „Gdyby objąć Chrystusa rankingiem Bashobory, Zbawiciel wypadłby raczej kiepsko, bo wśród osób wskrzeszonych przez Niego na pewno nie znalazło się aż 26 zmarłych przypisywanych gościowi z Ugandy”.

Negatywny stosunek do rzekomych uzdrowień ma także ksiądz Isakowicz-Zaleski, który podkreślał wielokrotnie, że nie ma dokumentów które potwierdzałyby prawdziwość uzdrowień dokonanych za sprawą Ugandyjczyka. Podkreślał też, że fenomen o. Bashobory ma miejsce tylko w Polsce. Duchowni z Europie Zachodniej, nawet nie wiedzą, kim on jest.

Powiązane galerie zdjęć:


Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama

ALARM 24

Masz dla nas temat?

Daj nam znać pod numerem:

+48 691 770 010

Kliknij i poinformuj nas!

Reklama

CHCESZ BYĆ NA BIEŻĄCO?

Reklama
Reklama
Reklama