Obok starego dworca kolejowego co kilkanaście minut przejeżdża pociąg. Pasażerów wita ponury widok. Opuszczony budynek dworca z zasłoniętymi blachą otworami okiennymi, a tuż za nim szkielety strawionych pożarem magazynów. Pożar miał miejsce wiosną 2013 roku. Od tamtego czasu rozebraniem niebezpiecznej konstrukcji nikt się nie zajął.
Osmolone deski ledwo trzymające się drewnianego przęsła nieudolnie zakrywają coś, co kiedyś było wnętrzem budynku. Tuż za nim stoi szkielet stalowej konstrukcji; jedyne, co zostało z kolejnego zniszczonego ogniem magazynu. Wstępu do środka broni tylko niewielka tablica z napisem "obiekt w likwidacji, wstęp wzbroniony, grozi śmiercią".
Skoro wstęp na teren obiektu jest tak niebezpieczny, to wydaje się, że od dawna taki budynek powinien być albo odpowiednio zabezpieczony przed wejściem na jego teren osób postronnych lub po prostu rozebrany. Pozostałości magazynów przy dworcu stoją od ponad dwóch lat. W miejscu publicznym, bez ogrodzenia. W każdej chwili mocniejszy podmuch wiatru może oderwać nieliczne elementy dachu, a nawet przewrócić ściany.
- Za stan techniczny budynku odpowiada jego właściciel, czyli w tym przypadku PKP. Nas do tej pory nikt o tych zgliszczach nie informował - mówi Tomasz Szmajda, zastępca dyrektora Wojewódzkiego Inspektoratu Nadzoru Budowlanego w Lublinie.
Po naszej interwencji WINB ma przeprowadzić kontrolę.
- Podjęliśmy decyzję o wszczęciu postępowania, które ustali zarządcę tych nieruchomości. Na miejsce wyślemy także pracowników, którzy przeprowadzą kontrolę. Już teraz mogę powiedzieć, że prawdopodobnie wydany zostanie nakaz wygrodzenia tego terenu - zapowiada dyrektor Szmajda.
Kontrolerzy do Puław przyjadą w przyszłym tygodniu. Jeżeli po oględzinach uznają, że szkielety budynków stanowią zagrożenie, wydadzą szereg nakazów, które trafią do zarządcy. Samo PKP w tej sprawie milczy. Odpowiedzi na wysłane w tej sprawie do biura prasowego pytania, nadal nie otrzymaliśmy.














Komentarze