Chodzi o wydarzenia z lipca 2012 r. 63-letni Zbigniew Cz. i 45-letni Wojciech Ł. wybrali się na polowanie w miejscowości Wyryki niedaleko Włodawy. Po zachodzie słońca zajęli pozycje strzeleckie oddalone od siebie o kilkaset metrów. Na polu miało się pojawić stado dzików. Z akt sprawy wynika, że wtedy Wojciech Ł. oddał pierwszy strzał. Nie poszedł, by sprawdzić czy trafił zwierzę. Jak później zeznał, był przekonany, że spudłował. Zauważył ruch na polu, więc strzelił po raz drugi. Wtedy trafił swojego kolegę, który w międzyczasie zszedł z ambony i prawdopodobnie sprawdzał, czy pierwszy strzał Wojciecha Ł. był skuteczny. 45-latek przekonywał później, że po drugim strzale usłyszał jęk 63-latka. Pobiegł więc na miejsce, wezwał pomoc i reanimował mężczyznę.
– Ofiara miała w sercu otwór wielkości pięciozłotówki – przypomniał w sądzie pełnomocnik rodziny ofiary. – Czy ktoś w takim stanie mógłby jęczeć? To nierealne.
Wojciech Ł. został oskarżony o nieumyślne spowodowanie śmierci. Na jego niekorzyść przemawiały m.in. opinie badających sprawę biegłych. W lutym włodawski sąd nieoczekiwanie uniewinnił mężczyznę. Wyrok zaskarżyła prokuratora oraz bliscy ofiary, występujący jako oskarżyciele posiłkowi. Domagali się skierowania sprawy do ponownego rozpoznania. We wtorek Sąd Okręgowy w Lublinie przyznał im rację. Sprawa wróci na wokandę sądu we Włodawie. Na rozstrzygnięciu z pierwszej instancji nie zostawiono suchej nitki.
– Sąd rejonowy jednostronnie, pobieżnie i wybiórczo ocenił dowody – uznał sędzia Adam Michalski. – Doszło również do nieprawidłowej interpretacji przepisów.
Zdaniem Sądu Okręgowego, nieistotne dla sprawy jest to jak 63-latek znalazł się na polu. Ważne, że oddano strzał do człowieka. Zdaniem specjalistów Wojciech Ł. nie wiedział czy rzeczywiście strzela do dzika.
– Obie opinie biegłych z zakresu myślistwa jednoznacznie stwierdzają, że oskarżony nie był uprawniony do oddania drugiego strzału – podkreślają lubelscy sędziowie.
Obrona sugerowała, że feralnej nocy 63-latek mógł kucać lub siedzieć wśród traw, czym zmylił Wojciecha Ł. Według sądu to tylko spekulacje.
– 63-latek został trafiony prostopadle w klatkę piersiową, co oznacza, że stał – mówi prokurator Beata Syk-Jankowska. – Ma to duże znaczenie w kontekście rozpoznania celu.
Wtorkowemu rozstrzygnięciu przysłuchiwali się bliscy ofiary. – Lampki na cmentarzu trzeci rok nie gasną – mówiła po wyjściu z sali żona Zbigniewa Cz. – Oskarżony nigdy nie przyszedł i nie przeprosił. Nigdy nie porozmawiał. Nigdy się tym nie przejmował.

Komentarze