Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama STUDNIÓWKA 2026 - zobacz galerię zdjęć!
Reklama

Lubycza Królewska boi się uchodźców. "Jeszcze pamiętamy Czeczenów"

Mieszkańcy Lubyczy Królewskiej nie chcą, żeby w budynku byłego internatu zamieszkali uchodźcy z Bliskiego Wschodu. Tłumaczą, że schronienie znaleźli tam kilka lat temu uchodźcy z Czeczenii i Gruzji, którzy pozostawili po sobie bardzo złe wrażenie.
Lubycza Królewska boi się uchodźców. "Jeszcze pamiętamy Czeczenów"
Uchodźcy na pograniczu serbsko-chorwackim (Fot. Jacek Szydłowski)

Informacja o tym, że na Zamojszczyźnie mają zamieszkać Syryjczycy wyszła od starosty tomaszowskiego. Kiedy urząd wojewódzki spytał, czy na jego terenie są budynki, w których można zakwaterować powyżej 50 osób wskazał internat po zlikwidowanym Zespole Szkół nr 6 w Lubyczy Królewskiej.

– Dlaczego Lubycza znowu staje się miejscem zsyłki niechcianej grupy ludzi? Nie chcemy tego i boimy się – denerwuje się pani Zofia, mieszkanka Lubyczy. – Uchodźcy to głównie młodzi mężczyźni. Doskonale pamiętam, jak Czeczeńcy, których zakwaterowano w internacie naszej „Rolniczanki” pokupowali sobie samochody i rozbijali się nimi po całej gminie. Ludzie do rowów uciekali, żeby nie skończyć pod kołami. A jak tymi samochodami jeździli, to też po drodze szabrowali. Nawet warzywa z przydomowych ogrodów kradli.

– Temat uchodźców bardzo poruszył ludzi – przyznaje Marek Kellner, sekretarz Urzędu Gminy Lubycza Królewska. – Rozmawiają o tym na wszystkich wiejskich spotkaniach. Przychodzą też z pretensjami do nas, mimo że budynek nie należy do nas tylko do starostwa i wszystko rozgrywa się poza nami.

Kellner przyznaje, że obawy rozumie, bo sam pamięta gdy 150 Czeczeńców zamieszkało w internacie.

- To ludzie odmiennej kultury, przez co było dużo problemów. W internacie porządku musieli pilnować ochroniarze, bo dochodziło do karczemnych kłótni. Codziennie przyjeżdżała tam policja. Bardzo często były także karetki pogotowia – mówi. – Młodzi Czeczeńcy jeździli też na pobliskie dyskoteki. Tam też dochodziło do awantur. Nic dziwnego, że ludzie się boją.

Starostwa powiatu tomaszowskiego przyznaje, że o awanturach słyszał.

– Ludzi w oczy kłuło też, że uchodźcy dostawali dużo pieniędzy i mnóstwo żywności. Potem handlowali konserwami i serami na bazarze – przyznaje Jan Kowalczyk. – Mieszkańców to oburzało. Pamiętają to do dziś i uchodźców z Syrii nie chcą. Niedawno jedna z mieszkanek Lubyczy zarzuciła mi, że nie dbam o ich bezpieczeństwo otwierając szeroko ramiona na przyjęcie uchodźców. Właśnie tak powiedziała.

Starosta tłumaczy jednak, że Syryjczycy do Lubyczy Królewskiej nie trafią.

– Ale podkreśliłem też, że nie można myśleć o natychmiastowym ulokowaniu tam ewentualnych uchodźców – tłumaczy. – Budynek przeszedł termomodernizację, a ponieważ szkoła przy nim została zlikwidowana, nie jest nam potrzebny i w przyszłym roku chcemy go sprzedać. Poza tym, żeby zamieszkali tam ludzie, trzeba byłoby przeprowadzić remont. My w środku nic nie robiliśmy, bo doszliśmy do wniosku że przyszły najemca sam dostosuje go do swoich potrzeb. Zwłaszcza w zimie nie można byłoby tam mieszkać bez remontu, bo stara kotłownia węglowa nie nadaje się do rozruchu.


Podziel się
Oceń

Komentarze

ALARM 24

Masz dla nas temat?

Daj nam znać pod numerem:

+48 691 770 010

Kliknij i poinformuj nas!

Reklama

CHCESZ BYĆ NA BIEŻĄCO?

Reklama
Reklama
Reklama