Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama

Znajdź klucz i zgadnij, kto zabił. Escape room inny niż wszystkie

Przychodzisz z grupą znajomych, płacicie 99 zł i dajecie się zamknąć w pomieszczeniu, z którego w ciągu godziny macie się wydostać. Brzmi dziwnie? Być może, ale to sposób na spędzenie wolnego czasu, który w Polsce cieszy się coraz większym uznaniem. Także w Lublinie przybywa tzw. pokojów zagadek. Od niedawna działa kolejny, choć zupełnie inny niż wszystkie.
Znajdź klucz i zgadnij, kto zabił. Escape room inny niż wszystkie

Z języka angielskiego escape room, a w wolnym tłumaczeniu pokój zagadek, to forma rozrywki polegająca na tym, że grupa osób pozwala się zamknąć w pomieszczeniu i ma określony czas na rozwiązywanie łamigłówek, prowadzących do znalezienia klucza otwierającego drzwi.

W Lublinie działa już kilka takich miejsc, między innymi Montownia Zagadek przy ul. Narutowicza, Get Away przy Wieniawskiej czy LetMeOut przy Złotej. Właściciele tego ostatniego niemal po sąsiedzku - w kamienicy przy Rynku 8 - otworzyli niedawno nowy punkt. Ale ten escape room jest inny niż wszystkie.

Fabuła i komisarz Maciejewski

- Od innych tego typu miejsc różni nas to, że poza zadaniem ucieczki z pokoju mamy fabułę kryminalną, która spina wszystkie pokoje. Poza szukaniem klucza do wyjścia poznajemy więc losy bohaterów naszej historii - mówi Grzegorz Kornijów, jeden z pomysłodawców Archiwum Kryminalnego. - Stwierdziliśmy, że w ofercie turystycznej Lublina brakuje miejsc, które warto odwiedzić będąc tu po raz pierwszy, ale żeby niekoniecznie było to muzeum.

Przy wymyślaniu fabuły twórcy tego miejsca współpracowali z Marcinem Wrońskim, lubelskim pisarzem, autorem kryminałów retro o komisarzu Zydze Maciejewskim. To właśnie on prowadzi nas przez historie, których doświadczamy w Archiwum Kryminalnym.

- Jeżeli mówimy o historiach kryminalnych, 20-leciu międzywojennym i o Lublinie, to komisarz Maciejewski jest naturalnym skojarzeniem, bo innego takiego bohatera nie ma. Wśród czytelników kryminałów jest to postać rozpoznawalna nie tylko w skali lokalnej, ale ogólnopolskiej - mówi Marcin Wroński, który niedawno wydał kolejną, ósmą już część przygód Maciejewskiego, zatytułowaną „Portret wisielca”.

Kto zabił marszanda?

W innych escape roomach mamy do czynienia z pokojami, które same w sobie, jak i opisywane w nich historie nie są ze sobą związane. Tu jest inaczej.

- Zazwyczaj na pierwszy ogień polecamy gabinet marszanda, w którym gracze wcielają się w grupę detektywów i przeszukują miejsce zbrodni: gabinet handlarza dzieł sztuki, który wyzionął w nim ducha. Tego, co dzieje się w środku nie mogę zdradzić, ale mogę powiedzieć, że ta historia jest kontynuowana w kolejnym pomieszczeniu: komisariacie. Wkrótce planujemy otworzyć trzeci pokój. Będzie to dziupla szajki złodziei, w której historia znajdzie swój koniec i wyjaśni się zagadka śmierci pana Mehringera, czyli wspomnianego marszanda - mówi Kornijów.

Ci, którzy już odwiedzili gabinet i komisariat, na wizytę w trzecim pokoju będą musieli jeszcze chwilę poczekać. Znajdzie się on również na Starym Mieście, w niedalekim sąsiedztwie dwóch obecnych.

Oderwanie od współczesnego Lublina

Marcin Wroński był konsultantem podczas tworzenia fabuły, ale ekipę Archiwum Kryminalnego wsparł także w inny sposób. - Można to nazwać opieką tekstową. Zagadkom archiwum towarzyszą gazety stylizowane na przedwojenne, co zresztą uważam za świetny pomysł. Akurat tę rzecz musiałem zgłębić na moje potrzeby i umiem ten styl naśladować, więc zostałem poproszony o pomoc w tej kwestii. W ten sposób przyłożyłem też do całości swój odcisk palca - mówi pisarz.

Opisywane historie dzieją się w 1936 roku. I nie tylko gazety nawiązują do tego okresu. - Większość mebli i przedmiotów pochodzi z tamtych czasów. Chcieliśmy też umieścić jak najwięcej odniesień do Lublina. Zależy nam, żebyśmy byli obowiązkowym punktem każdej wycieczki po mieście - mówi Grzegorz Kornijów. - We wszystkich pokojach można znaleźć reprodukcje ówczesnych map Lublina, wśród książek w gabinecie jest przewodnik po mieście z 1931 roku. Można podziwiać kilka nieistniejących już widoków Starego Miasta, chociażby dzielnicy żydowskiej. Zależało nam na tym, żeby przenieść uczestnika naszej zabawy w czasie i na tę godzinę pozwolić odciąć się od Lublina, który nas otacza. Nawet wyglądając przez okno nie zobaczymy tego, czego byśmy się spodziewali. Te wrażenia potęguje też muzyka i efekty dźwiękowe, nad którymi dość długo pracowaliśmy.

Lepiej niż w kinie

Czy wydanie pieniędzy na to, by dać się zamknąć na klucz to ciekawa forma spędzenia wolnego czasu? Najwyraźniej tak, bo twórcy Archiwum Kryminalnego nie narzekają na brak zainteresowania.

- Przychodzą do nas całe rodziny z dziećmi, wycieczki ze szkół podstawowych, gimnazjów i liceów oraz wielu turystów. Sporo grup przychodzi bez rezerwacji, prosto z ulicy, gdy przyjechali po raz pierwszy w Lublinie, albo są tu przejazdem - mówi Kornijów. - Koszt godzinnej zabawy to 99 zł od grupy, która może liczyć do pięciu osób. Wychodzi więc po 20 zł na osobę i jest to alternatywa dla wyjścia do kina. Ale w tym przypadku nie oglądamy akcji, ale dosłownie bierzemy w niej udział jako bohaterowie.

Z języka angielskiego escape room, a w wolnym tłumaczeniu pokój zagadek, to forma rozrywki polegająca na tym, że grupa osób pozwala się zamknąć w pomieszczeniu i ma określony czas na rozwiązywanie łamigłówek, prowadzących do znalezienia klucza otwierającego drzwi.

W Lublinie działa już kilka takich miejsc, między innymi Montownia Zagadek przy ul. Narutowicza, Get Away przy Wieniawskiej czy LetMeOut przy Złotej. Właściciele tego ostatniego niemal po sąsiedzku - w kamienicy przy Rynku 8 - otworzyli niedawno nowy punkt. Ale ten escape room jest inny niż wszystkie.

Fabuła i komisarz Maciejewski

- Od innych tego typu miejsc różni nas to, że poza zadaniem ucieczki z pokoju mamy fabułę kryminalną, która spina wszystkie pokoje. Poza szukaniem klucza do wyjścia poznajemy więc losy bohaterów naszej historii - mówi Grzegorz Kornijów, jeden z pomysłodawców Archiwum Kryminalnego. - Stwierdziliśmy, że w ofercie turystycznej Lublina brakuje miejsc, które warto odwiedzić będąc tu po raz pierwszy, ale żeby niekoniecznie było to muzeum.

Przy wymyślaniu fabuły twórcy tego miejsca współpracowali z Marcinem Wrońskim, lubelskim pisarzem, autorem kryminałów retro o komisarzu Zydze Maciejewskim. To właśnie on prowadzi nas przez historie, których doświadczamy w Archiwum Kryminalnym.

- Jeżeli mówimy o historiach kryminalnych, 20-leciu międzywojennym i o Lublinie, to komisarz Maciejewski jest naturalnym skojarzeniem, bo innego takiego bohatera nie ma. Wśród czytelników kryminałów jest to postać rozpoznawalna nie tylko w skali lokalnej, ale ogólnopolskiej - mówi Marcin Wroński, który niedawno wydał kolejną, ósmą już część przygód Maciejewskiego, zatytułowaną „Portret wisielca”.


Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama

ALARM 24

Masz dla nas temat?

Daj nam znać pod numerem:

+48 691 770 010

Kliknij i poinformuj nas!

Reklama

CHCESZ BYĆ NA BIEŻĄCO?

Reklama
Reklama
Reklama