Orlęta nawet bez Wojciecha Jakubca i Adisona ograły w niedzielę lidera z Krosna 2:0. „Biało-zieloni” tym samym przerwali imponującą serię rywali, którzy wygrali pięć poprzednich meczów
Po pół godzinie gry gospodarze domagali się rzutu karnego po tym, jak jeden z rywali dotknął piłkę ręką we własnym polu karnym. Sędzia nie przerwał jednak gry. 180 sekund później nie miał już wyjścia, bo Witalij Mielniczuk był faulowany w szesnastce Karpat i arbiter podyktował jedenastkę.
Do piłki podszedł Rafał Borysiuk i dał swojej drużynie prowadzenie. Przed przerwą o wyrównanie mógł się pokusić Bartłomiej Buczek, jednak jego strzał z rzutu wolnego poszybował wysoko nad bramką Krzysztofa Stężały.
Po zmianie stron brakowało klarownych okazji. Lepiej spisywali się podopieczni trenera Damiana Panka i w samej końcówce upewnili się, że wszystkie trzy „oczka” zostaną w Radzyniu. Najpierw świetną szansę zmarnował Piotr Zmorzyński, który przegrał pojedynek z bramkarzem rywali. Po chwili Tomasz Ryczek wyłożył piłkę, jak na tacy Tomaszowi Tymosiakowi i ten dopełnił jedynie formalności.
– Wiadomo, że na lidera zmobilizowaliśmy się dodatkowo. Cieszy, że nawet bez dwóch ważnych zawodników, jakimi są dla nas Wojtek Jakubiec i Adison potrafiliśmy zdobyć komplet punktów – mówi Damian Panek, trener Orląt.
I przekonuje, że wygrana miejscowych była zasłużona. – Zatrzymaliśmy najlepszy zespół w lidze, ale zasłużyliśmy na wygraną. Nadal uważam jednak, że goście w przekroju całego sezonu są najlepsi. Do ostatnich kolejek będą toczyli bój z Resovią i pewnie ze Stalą Rzeszów. My gramy sobie spokojnie bez presji i po prostu gramy dla kibiców i siebie, żeby być, jak najwyżej.
Komentarze