Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama

W leczeniu głosu nie ma miejsca na pomyłkę

Rozmowa z prof. Krzysztofem Izdebskim, założycielem jednej z pierwszej klinik głosu w Stanach Zjednoczonych, Prezesem Pacific Voice & Speech Foundation i wiceprezesem World Voice Consortium, organizacji, która skupia instytucje z całego świata zajmujące się głosem.
W leczeniu głosu nie ma miejsca na pomyłkę
(fot. Wojciech Nieśpiałowski)

• W Lublinie ma powstać pierwszy w Polsce Instytut Głosu. Skąd taki pomysł?

- Na świece zaczyna się stosować sprzężenie pomiędzy medycyną, a technologią dla dobra pacjenta. Taki instytut skoncentrowany na problemach głosu i mowy oferujący kompleksowe leczenie, badania oraz rehabilitację na najwyższym poziomie jest po prostu koniecznością w nowoczesnym świecie. W Polsce nie powstała jeszcze taka jednostka naukowo-kliniczna, a takie jednostki dopiero zaczynają powstawać w kilku krajach Europy. W PVSF i WVC pracujemy nad stworzeniem zaufanych, nowoczesnych ośrodków w różnych miejscach na świecie i chcemy, by Lublin przodował w tym wyścigu, bo jest tu unikalna atmosfera, tradycja, nowoczesne IT (firma R-Soft Studio), medycyna i pedagogika głosu. Chodzi nam o to, żeby osoby, które pracują głosem miały zapewnioną szybką i skuteczną opiekę.

• Kiedy taki ośrodek może w Lublinie powstać?

- Im szybciej, tym lepiej. Widzę bardzo duży entuzjazm co do tego projektu. W Lublinie jest potencjał, jeśli chodzi o specjalistów, jest też zaplecze technologiczne, które można rozwijać oraz muzyczne tradycje, na których możemy bazować. Dlatego stworzenie takiego ośrodka, szczególnie przy naszych międzynarodowych kontaktach, jest możliwe nawet w ciągu roku lub dwóch lat. Potem będziemy tę działalność rozszerzać wykorzystując na przykład teletechniki, które umożliwiają zdalną pracę.
Lublinem i organizacją konferencji byli zachwyceni wszyscy uczestnicy z Europy, Azji i USA. Ja mam do tego projektu dodatkowo stosunek bardzo emocjonalny, bo pochodzę z Polski, a rodzina mojej mamy z Zamościa i jego okolic. Nie jestem więc może całkowicie obiektywny. Jeśli jednak tak pozytywne opinie słyszę od osób zza granicy, które nie mają żadnego emocjonalnego związku z tym miastem i regionem to musi to być prawda.

• Dlaczego w takich przedsięwzięciach tak ważny jest aspekt technologiczny?

- Technologia jest w leczeniu i rehabilitacji głosu niezbędna. Struny głosowe drgają nawet do kilku tysięcy razy na sekundę, dlatego by to zbadać stosujemy szybkie kamery i komputerowe opracowaniu ich ruchów. Widzimy wówczas kierunki ich zaburzeń i możemy określić skażone pole, na przykład rakotwórcze. Jest to niezbędne, bo w leczeniu głosu nie ma miejsca na pomyłkę. Głos jest zbyt ważnym i cennym narzędziem. Żeby wypowiedzieć głoskę „a” potrzeba pracy ponad 100 mięśni. Śpiewak operowy podczas koncertu porusza strunami głosowymi na dystansie 10 kilometrów, podczas gdy pojedyncza struna ma długość zaledwie 18 milimetrów. To pokazuje, jak bardzo głos jest narażony na eksploatację i jak poważnego klinicznego podejścia w związku z tym wymaga.
Głos to podstawowe narzędzie komunikacji. Dzięki ładunkowi emocjonalnemu może mieć mnóstwo interpretacji i być wykorzystywane w polityce, biznesie, psychologii. Dlatego badania nad nim są tak ciekawe i mają tak dużo wątków.

• Jak wygląda leczenie zaburzeń głosu w Stanach Zjednoczonych?

- Jeśli osoba, dla której głos jest narzędziem pracy - jak na przykład dla śpiewaka operowego czy aktora - trafi do specjalisty, to ma zapewnioną kompleksową opiekę. Wstępne badanie może trwać nawet kilka godzin, bo musimy sprawdzić wiele różnych czynników oraz wykonać czasochłonne i technicznie skomplikowane badania. Wykorzystujemy technologię wizualną, akustyczną oraz elektryczną, żeby diagnoza oraz proces leczenia były jak najbardziej precyzyjne i owocne. Tu nie ma miejsca na pomyłki, bo można zniszczyć komuś zawodowe życie. Około 15 procent pacjentów mojej kliniki to osoby, które pracują głosem artystycznym. To najbardziej zdyscyplinowani pacjenci, dbają o głos, nie ignorują najmniejszych niepokojących symptomów. Zdarza się, że na wizytę przychodzą nawet co półtora tygodnia. Pozostali nie przywiązują do tego aż tak dużej wagi i nie szukają pomocy bezpośrednio u specjalisty. Zdarza się, że lekarz pierwszego kontaktu, który nie jest specjalistą od głosu nie może doraźnie leczyć skutków zaburzeń, a gdy przyczyna jest bardzo poważna to odwleka się konieczna wizyta u specjalisty, a tym samym skuteczność leczenia.

• Jak się pracuje ze znanymi artystami?

- Wbrew temu, co może się wydawać, to bardzo mili ludzie, z którymi bardzo dobrze się współpracuje. Są jednak wymagający. Przeważnie na taką opiekę składa się team kliniczny. Ta grupa potrafi postępować z pacjentem. Trzeba być zdecydowanym i trzeba mówić prawdę, nawet jeśli nie można znaleźć przyczyny jakiegoś zaburzenia. Nie wolno zwodzić pacjenta. Postępujemy w myśl zasady „pacjent ma rację”, zwłaszcza, jeśli mamy do czynienia ze śpiewakiem operowym, który potrafi wyczuć najmniejsze zmiany w głosie. Pracujemy ze światową czołówką artystów, spoczywa więc na nas ogromna odpowiedzialność.

• Podobno pracuje pan między innymi z Andreą Bocellim?

- Z uwagi na tajemnicę zawodową nie mogę zdradzić kim są moi pacjenci, ale potwierdzam, że znamy się. Opiekujemy się też artystami, którzy tworzą inne gatunki muzyczne, od opery, poprzez jazz, country, musical theatre po metal. Można pomyśleć o jakimś znanym nazwisku i jest duże prawdopodobieństwo, że moja klinika z nim pracuje.


Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama

ALARM 24

Masz dla nas temat?

Daj nam znać pod numerem:

+48 691 770 010

Kliknij i poinformuj nas!

Reklama

CHCESZ BYĆ NA BIEŻĄCO?

Reklama
Reklama
Reklama