Obecnie, około 90 procent zbiorów, które można oglądać w Muzeum Czartoryskich w Puławach, działającego w ramach Muzeum Nadwiślańskiego, należy do krakowskiej Fundacji Czartoryskich.
Dotychczas kolejne umowy ich użyczenia miały charakter bezpłatny, ale to właśnie się zmienia. Pod koniec września władze fundacji poinformowały o wypowiedzeniu jednej z trzech umów. To oznacza, że z pałacu w Puławach do końca stycznia zniknie około 60 eksponatów, które wrócą do Krakowa.
– Chodzi o zbiory, które trafiły do Puław w 2009 roku. W związku z tym przygotowujemy się już do zastąpienia tej wystawy inną – zapowiada Agnieszka Zadura, dyrektor Muzeum Nadwiślańskiego w Kazimierzu Dolnym, wskazując na możliwość pozyskania innych eksponatów m.in. z Muzeum Zamoyjskich w Kozłówce.
Wołkowski-Wolski: Puławy są bogatym miastem
Niestety wiele wskazuje na to, że te „inne” eksponaty, niezwiązane z Czartoryskimi, w puławskim pałacu już niebawem mogą stanowić zdecydowaną większość. A to dlatego, że władze Fundacji Czartoryskich zrewidowały swoją dotychczasową politykę bezpłatnego użyczania Puławom swoich zbiorów. Instytucja reprezentująca interesy książęcego rodu chce za nie około 400-500 tys. złotych rocznie, chociaż na początku negocjacji władze fundacji mówiły nawet o milionie.
– My od początku byliśmy i jesteśmy otwarci na dialog, ale nie możemy się zgodzić na to, że miasto będzie zarabiało na biletach, całym ruchu turystycznym, a nam poskąpi tych 40 tys. złotych miesięcznie – argumentuje Marian Wołkowski-Wolski, prezes Fundacji Czartoryskich, który podkreśla, że Puławy są bogatym miastem i na wydanie kilkuset tysięcy złotych rocznie, za możliwość korzystania z unikatowych eksponatów je zwyczajnie stać.
Grobel: Warunki niemożliwe do spełnienia
Jak mówią urzędnicy ruch turystyczny dotąd nie generował zbyt wysokiego przychodu.
– W 2015 roku łączny dochód z biletów wyniósł 116 tys. złotych. To nie wystarczyłoby nawet na zapłatę za użyczenie zbiorów Czartoryskich, a należy pamiętać także o innych kosztach, jak rozpoczynający się w 2019 roku czynsz dla IUNG (zarządcy osady pałacowo-parkowej przyp. rs), zapłatę za media, utrzymanie pracowników, zakup wyposażenia wystawienniczego, ubezpieczenia itd. – mówi Jolanta Wróbel, kierownik Wydziału Kultury i Promocji w Urzędzie Miasta Puławy.
Prezydent Janusz Grobel obliczył, że łączny koszt utrzymania nowego, miejskiego muzeum przekroczy 2 miliony złotych rocznie. Warunki przedstawione przez IUNG (17,2 zł za mkw. miesięcznie za prawie 1700 mkw.) i Fundację Czartoryskich (500 tys. zł rocznie) nazwał „niemożliwymi do spełnienia”.
Grabczuk: Niech IUNG inaczej traktuje miasto
We wtorek prezydent Puław na temat przyszłości muzeum rozmawiał w Lublinie z wicemarszałkiem Krzysztofem Grabczukiem. – Obaj panowie przyznali, że zależy im na tym, żeby muzeum w Puławach powstało – relacjonuje uczestnicząca w tym spotkaniu Jolanta Wróbel.
– Moim zdaniem miasto wielkości Puław powinno posiadać własne muzeum i liczę na to, że jego władze dojdą do porozumienia z IUNG. Oczekuję, że władze tego instytutu udowodnią, że zależy im na kulturze, a partnerów publicznych zaczną traktować trochę inaczej, niż właścicieli prywatnych firm – stwierdził Krzysztof Grabczuk.
Oleszek: IUNG zrobił dużo dla miasta
Tymczasem prof. Wiesław Oleszek, dyrektor IUNG przekonuje, że cena czynszu, którą zaproponował nie jest wygórowana. – Jej wysokość wynika z operatu i ja nie mam możliwości jej obniżyć. Takie są procedury. Podlegam przy tym bezpośrednio ministerstwu rolnictwa i stosuję się do jego aktualnej wykładni. Miasto Puławy tak naprawdę ma wystarczający duży budżet, by z tymi kosztami sobie poradzić. Nie chcę się licytować, ale IUNG zrobił do miasta już bardzo dużo, a niewiele dostaje w zamian. Przykładem jest choćby utrzymanie osady pałacowo-parkowej, do której miasto w ogóle nie dokłada. Nawet jej nie odkomarza – wylicza dyrektor instytutu.
Czartoryscy muszą zarobić na remont
Bardziej skora do negocjacji w kwestii ceny za użyczanie swoich zbiorów jest Fundacja Czartoryskich, której władze nie ukrywają, że jednym z powodów chęci zysku są kłopoty finansowe tej instytucji.
– Nasza fundacja boryka się remontem gmachu własnego muzeum i my musimy te pieniądze znaleźć – mówi prezes Wolski, który przyznaje, że wprowadzenie opłat za użyczenie zbiorów było nieuniknione, bez względu na to, czy muzeum w Puławach prowadzone byłoby przez miasto, czy przez Muzeum Nadwiślańskie w Kazimierzu Dolnym.
Komisja chce jeździć po Polsce
Miejski radny Artur Kwapiński chce zawiązania specjalnego zespołu złożonego z radnych oraz ekspertów, którego zadaniem byłoby przygotowanie nowej uchwały powołującej do życia placówkę kultury. Wniosek o utworzenie zespołu został już przygotowany przez Komisję Promocji Miasta, Kultury i Współpracy i skierowany do prezydenta.
Jak zapewnia Kwapiński, radni tego zespołu będą w razie potrzeby jeździli po muzeach w całym kraju, by przygotowywać podstawy pod przyszłą współpracę, ustalać wstępne warunki, w celu m.in. pozyskania zbiorów dla nowego muzeum. Co ciekawe, samorządowcy mają to robić na koszt własny.
Obecnie, około 90 procent zbiorów, które można oglądać w Muzeum Czartoryskich w Puławach, działającego w ramach Muzeum Nadwiślańskiego, należy do krakowskiej Fundacji Czartoryskich.
Dotychczas kolejne umowy ich użyczenia miały charakter bezpłatny, ale to właśnie się zmienia. Pod koniec września władze fundacji poinformowały o wypowiedzeniu jednej z trzech umów. To oznacza, że z pałacu w Puławach do końca stycznia zniknie około 60 eksponatów, które wrócą do Krakowa.

















Komentarze