Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama

Radny chce kontroli lokali wyborczych. \"Małe krzesełka, złe długopisy\"

Sprawdzenia wszystkich lokali przed wyborami prezydenta RP żąda od Ratusza jeden z radnych. Po co? By nie przytrafiały się takie wpadki, jak jesienią: malutki lokal, krzesełka dla trzylatków, słabo piszące długopisy. – To niedopuszczalne – przyznaje miasto.
Radny chce kontroli lokali wyborczych. \"Małe krzesełka, złe długopisy\"
O komfort głosujących doprasza się miejski radny PiS Tomasz Pitucha, choć nie tylko o komfort tu chodzi. – Słabo piszące długopisy sprawiają, że kreskę trzeba kilkakrotnie poprawić – zauważa radny w piśmie do prezydenta. I dodaje, że w ostatnich wyborach samorządowych właśnie takie poprawiane krzyżyki bywały podstawą do uznania głosu za nieważny.

Postawienie wyraźnego krzyżyka było trudne tam, gdzie wyborcom nie zapewniono odpowiednich warunków. Jako przykład radny Pitucha podaje komisję nr 161 w miejskim przedszkolu przy ul. Samsonowicza. Na siedzibę komisji wybrano tu zbyt małe pomieszczenie i panował w nim tłok.

To nie był jedyny problem w tym miejscu. W malutkim lokalu do skreślania kandydatów przeznaczony był jeden dziecięcy stolik przedzielony na cztery części przegrodą z dykty. – Na tak powstałej powierzchni nie mieściły się karty do głosowania – wytyka Pitucha i dodaje, że przy stoliku stały krzesełka dla trzylatków, na których ciężko było usiąść zwłaszcza osobom starszym. – Wyborcy oddawali głos np. opierając kartę o ścianę, kładąc ją na nierównym parapecie, na kolanie czy na plecach sąsiada – dodaje. Efektem był koślawy krzyżyk.– Niedopuszczalne są sytuacje, gdy wyborca głosuje przy małym stoliku – przyznaje Beata Krzyżanowska, rzecznik prezydenta Lublina. Zapowiada, że w przeddzień głosowania, czyli 9 maja, planowane są wizje lokalne w punktach do głosowania. A gospodarze lokali dostali polecenie, by komisja i urna znajdowała się w odpowiednio przestronnej sali. – Zdarzały się przypadki, że pomimo dysponowania dużą powierzchnią, lokal był urządzany w innym, dużo mniejszym pomieszczeniu – wyjaśnia Krzyżanowska.

Wspomniana ciasnota prowadziła nieraz do sytuacji, które mogą być uznawane co najmniej za nie licujące z powagą wyborów. Tu znów przykładem jest wspomniany lokal w przedszkolu przy Samsonowicza. – Mąż zaufania nie miał gdzie siedzieć – pisze do prezydenta radny. – Jego krzesło zostało ustawione bezpośrednio przy drzwiach wyjściowych, skąd nie mógł dokładnie obserwować działań komisji.

I wróćmy jeszcze do wspomnianych długopisów. Radny wprost poprosił o to, by miasto nie kupowało tych najtańszych. – Kupimy 1050 piór żelowych – zapowiada Joanna Bobowska z Urzędu Miasta. – Zamówienie jest w toku.

Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama