Z Włoch do Markuszowa
W zimowy poranek roku pańskiego 1615 przed renesansowym kościołem szpitalnym pw. świętego Ducha w Markuszowie stał noszący się z cudzoziemska młody człowiek. Jego smagła, opalona twarz i ciemne oczy zdradzały południowe pochodzenie. Wpatrywał się w strzelisty dach budowli, uważnie obserwował fronton podzielony za pomocą gzymsów na trzy kondygnacje, a za pomocą pseudopilastrów na przęsła. Figurki wykonane w narzucie, umiejscowione w przęsłach z postaciami Maryi po bokach oraz sterczyny zdobiące fronton wyglądały dokładnie tak, jak to zaplanował przy budowie świątyni. Od czterech lat wybudowany w miejscu starej, zniszczonej kapliczki św. Stanisława renesansowy kościół szpitalny wraz z przytułkiem dla ubogich i chorych służył parafianom. Budowniczy kościoła św. Ducha włoski murator Piotr Durie wspominał minione lata.
– Od piętnastu lat był mieszczaninem markuszowskim, jako nadworny architekt Firlejów, rozbudowywał zamek w Markuszowie, a na zlecenie podskarbiego koronnego Jana Firleja i jego małżonki Gertrudy Firlejowej z Opalińskich (z Bnia) wybudował szpital i kościół św. Ducha – mówi Sławomir Łowczak. – Za fachową i dobrą pracę otrzymał od swych mocodawców prawo używania firlejowskiego herbu Lewart.
Chcąc, aby pamięć o budowniczym z dalekiego kraju, który pokochał Polskę i Polkę nie przeminęła, na wybudowanej w 1608 r. kamiennej kapliczce usytuowanej na zachodnim krańcu miasta umieścił gloriettę nakrytą zwieńczeniem, na którym wykuł kartusze ze znakiem herbowym Lewart i swoimi inicjałami P i D (Piotr Durie), a w posadzce nawy kościoła szpitalnego umieścił kamienną płytę z napisem: „Piotr Durie, murarz tego kościołą sobie z potom. i tem którzi się na poprawę przuiłożą, postawił Roku P. MDCIX”.
Nowe wyzwania w Lublinie
Murator z Italii uświadomił sobie, że w Markuszowie spędził połowę swojego życia, a opuszczając za chlebem gorące Włochy, nie przypuszczał, że Rzeczpospolita stanie się jego drugą ojczyzną i że tu spotka miłość swojego życia. Piękna dziewczyna o imieniu Zofia, okazała się nie tylko świetną żoną, ale także wiernym i szczerym przyjacielem, w którym miał oparcie i na którego mógł liczyć w zdrowiu i chorobie. Piotr był bardzo wdzięczny losowi i chciał okazać życiowej towarzyszce swe przywiązanie i miłość. Teraz trafiała się ku temu dobra okazja. Szukając nowych zleceń i nowych, artystycznych wyzwań postanowił przeprowadzić się wraz z żoną do pobliskiego Lublina. Swój dom znajdujący się nad stawem, pomiędzy zamkiem a kościołem parafialnym pw. św. Małgorzaty, wraz z działką i zabudowaniami gospodarczymi wystawił na sprzedaż i właśnie znalazł kupca. Uzgodniona kwota, wynosiła 300 polskich złotych. Dobry koń kosztował w tym czasie około 25-30 zł, w podobnej cenie można było kupić krowę. Inne ceny kształtowały się w tym czasie następująco:
dniówka murarska 5 groszy
para butów 20 groszy
koszula męska 5 groszy
gęś 2 grosze
koń 20 – 22 złote
korzec żyta 100 groszy
korzec grochu 50 groszy
mendel jaj 5 groszy
para butów 45 groszy
łokieć sukna 6 groszy
Bardziej przywiązany do żony niż pieniędzy
Wraz z małżonką udał się zimą 1615 roku do markuszowskiego urzędu miejskiego, aby potwierdzić akt sprzedaży odpowiednim wpisem do ksiąg. Przed sporządzeniem aktu sprzedaży spojrzał z miłością na swoją małżonkę i zaczął najpierw dyktować inny dokument, znacznie dla niego ważniejszy. Jego treść pisana odręcznie, pięknym staropolskim językiem zachowała się i choć nie była łatwa do odczytania to warto ją poznać w całości:
„Oprawa p. Zofii Piotrowej Mularzowej od pana Piotra Mularza Męża jej Mieszczanina Markuszowskiego. Będąc przez lat wiele i czas niemały z sobą mieszkających wespół a cnotliwych dwoje dobrych ludzi w stanie świętym Małżeńskim według kościoła Świętego Katolickiego Rzymskiego między sobą postanowieni i z woli P. Boga Wszechmogącego z łaski daru Ducha Świętego, mający między sobą wspólną a wierną a nieodmienną Małżeńską miłość i w której z łaski Bożej między niemi żadnej warownej i złej przeszkody nigdy nie było, tedy wtem upatrzywszy uczciwy pan Piotr Mularz jako panią Małżonką swą na imię Zofią, w swem Małżeństwie i też Gospodarstwie uczciwą i cnotliwą która go też we wszelakich impedimentach tak też i w chorobach i trudnościach inszych chętnie opatrowała, tedy przed urząd nasz Miejski Markuszowski tak Wójtowski jako też i Radziecki w te sposób przyszedł p. Piotr Mularz obopolnie z panią Małżonką swą Zofią jawnie a dobrowolnie zeznał nie będąc na to żadną namową ani przenaiczeniem przymuszony, ale łaską Dobrowolną Małżeńską przeciwko niej będąc zdjęty daje, daruje i opisuje jej oprawy na swej własnej majętności i dobrach do niej przynależących mianowicie na Markuszowskiej […] złotych polskich trzysta, to jest uchowaj panie Boże, jeśliby Pan Bóg pierwej raczył na mnie śmierć dopuścić, tedy po śmierci, dzieci moje pozostałe powinne jej będą te trzysta złotych z majętności tej wydać obwarowując to jeżeli za mąż inszy nie pójdzie, a jeśliby za mąż stanęła, nie powinny jej dzieci dać więcej ani mniej jak złotych sto. Urzędowo tę oprawę jej przystojną i pożyteczną księgami i zapisem to umocnić rozkazał. Jednakowoż jeśliby za mąż inszy szła, tedy w tej Majętności Dożywocie wolne będzie mieć powinna.”
– Okazało się, że całą kwotę uzyskaną ze sprzedaży Piotr Durie przekazał swojej żonie Zofii w dowód wdzięczności za wzorową miłość i wsparcie w małżeństwie oraz codziennym życiu – wyjaśnia Słaomir Łowczak.
Do swej żony był zatem bardziej przywiązany niż do pieniędzy. Któż tak dziś potrafi kochać, tak o swej miłości pisać i takie dawać jej dowody… Zabezpieczywszy przyszłość swojej małżonki Piotr Durie przystąpił do sporządzenia właściwego aktu sprzedaży w którym: „[…] szlachetny pan Piotr Duriowski Mularz i Mieszczanin Markuszowski jawnie a dobrowolnie wyznał, iż przedał dom swój własny z dobrami inszymi do tego domu przynależącymi panu Jakubowi Hermanowskiemu i żonie jego (…) Katarzynie [za] Złotych polskich trzysta (…) który dom jest leżący na ulicy Zamkowej Nadstawnej między domami sąsiedzkiemi a mianowicie między domem Gilowskiem z jednej strony i z drugiej między domem Wojciecha Kapusty Wójtem Miejskiem na ten czas będącym. Do którego dom są dobra niektóre przynależące i opisane. Naprzód dom ten wyżej opisany z zatyłkiem i na tem zatyłku ogródek i … Przy tem też Folwark ogrodzony żerdziami w słupy, ze stodołą i ogrodami dwoma przy tem Folwarku będącemi. Za którą Majętnostkę tę wyżej pomienioną i opisaną wziął pan Piotr Mularz skuteczną zapłatę od p. Jakuba Hermanowskiego, której ma p. Jakub Hermanowski używać i z żoną swą aż do śmierci i z potomkami swemi. Którą także jemu za żywota jego będzie wolno przedać, dać, darować i wyframarczyć i na swój pożytek gdzie chcieć obrócić.”
Niemy świadek miłości
– Piotr Durie wkrótce wraz z rodziną przeprowadził się na przedmieście Lublina zwane „krakowskim”, gdzie kilka lat później, w roku 1623 nagle zmarł podczas epidemii cholery – kończy Sławomir Łowczak. – Po dawnym jego domu nie ma obecnie śladu, ale wybudowany przez niego kościół św. Ducha, choć przez stulecia ulegał pożarom i zniszczeniom wojennym, które uniemożliwiły zachowanie pierwotnego efektownego kolebkowego sklepienia i stromego dachu jest znakomitym oraz wartym obejrzenia przykładem budowli typu renesansu lubelskiego. Wraz z przeniesioną w jego sąsiedztwo kamienną kapliczką są także niemymi świadkami wielkiej miłości sprzed 400 lat.
1
Kartusz z herbem Lewart i inicjałami Piotra Durie na kamiennej kapliczce z 1608 r.
2
Fragment aktu sprzedaży domu Piotra Durie z 1615 r.
3
Kapliczka przy Kościele św. Ducha
rys. Kamila Bartuzi
4
Kościół św. Ducha
rys. Kamila Bartuzi
Z Włoch do Markuszowa
W zimowy poranek roku pańskiego 1615 przed renesansowym kościołem szpitalnym pw. świętego Ducha w Markuszowie stał noszący się z cudzoziemska młody człowiek. Jego smagła, opalona twarz i ciemne oczy zdradzały południowe pochodzenie. Wpatrywał się w strzelisty dach budowli, uważnie obserwował fronton podzielony za pomocą gzymsów na trzy kondygnacje, a za pomocą pseudopilastrów na przęsła. Figurki wykonane w narzucie, umiejscowione w przęsłach z postaciami Maryi po bokach oraz sterczyny zdobiące fronton wyglądały dokładnie tak, jak to zaplanował przy budowie świątyni. Od czterech lat wybudowany w miejscu starej, zniszczonej kapliczki św. Stanisława renesansowy kościół szpitalny wraz z przytułkiem dla ubogich i chorych służył parafianom. Budowniczy kościoła św. Ducha włoski murator Piotr Durie wspominał minione lata.
Z Włoch do Markuszowa
W zimowy poranek roku pańskiego 1615 przed renesansowym kościołem szpitalnym pw. świętego Ducha w Markuszowie stał noszący się z cudzoziemska młody człowiek. Jego smagła, opalona twarz i ciemne oczy zdradzały południowe pochodzenie. Wpatrywał się w strzelisty dach budowli, uważnie obserwował fronton podzielony za pomocą gzymsów na trzy kondygnacje, a za pomocą pseudopilastrów na przęsła. Figurki wykonane w narzucie, umiejscowione w przęsłach z postaciami Maryi po bokach oraz sterczyny zdobiące fronton wyglądały dokładnie tak, jak to zaplanował przy budowie świątyni. Od czterech lat wybudowany w miejscu starej, zniszczonej kapliczki św. Stanisława renesansowy kościół szpitalny wraz z przytułkiem dla ubogich i chorych służył parafianom. Budowniczy kościoła św. Ducha włoski murator Piotr Durie wspominał minione lata.














Komentarze