Polskie samorządy już od ponad dwóch lat mogą wyznaczać na swoim terenie miejsca, w których nie wolno umieszczać reklam, na przykład w zabytkowych centrach miast. Mogą też określić wymagania co do ogrodzeń wokół posesji, zakazując np. stawiania pełnych parkanów z betonowych prefabrykatów. Takie możliwości dała samorządom tzw. ustawa krajobrazowa, która weszła w życie we wrześniu 2015 r. Lublin do dziś nie zdołał z niej skorzystać.
W Ratuszu wciąż nie skończyły się prace nad projektem miejskich przepisów, które miałyby w praktyce wyznaczyć strefę bez reklam. – Zakładamy wykluczenie z historycznej i zabytkowej części miasta reklamy tymczasowej i wielkoformatowej informuje Joanna Bobowska z Urzędu Miasta. – Zespół miejskiego konserwatora zabytków pracuje nad ostatecznym kształtem projektu – dodaje.
Ale zapewnienia o trwających pracach słychać już od wielu miesięcy.
Urzędnicy tłumaczą, że potrzebują czasu na przyjrzenie się rozwiązaniom z innych miast, a zwłaszcza problemom, które tam wynikły. Przykładem jest Łódź, która jako pierwsza z dużych metropolii uchwaliła swój kodeks reklamowy, ale został on zaskarżony przez wojewodę do sądu administracyjnego, a sąd stwierdził nieważność uchwały.
Zdaniem sądu łódzki kodeks jest źle napisany. Daje za duże pole do interpretacji, używając tzw. pojęć nieostrych, jak np. „odpowiednie proporcje”, „należyty stan estetyczny” albo „właściwa ekspozycja”. Wśród wielu wad, które dostrzegł sąd był choćby zapis dotyczący reklam na pojazdach komunikacji miejskiej. Co w tym błędnego? To, że radni mogą ustalać przepisy dotyczące tylko Łodzi, a autobus wyjeżdża poza jej granice.
– To są tego rodzaju rafy i mielizny, na które musimy uważać. Pewne rzeczy zostały dzięki temu wyrokowi wyjaśnione – przyznaje Hubert Mącik, lubelski miejski konserwator zabytków, chociaż zastrzega, że w Lublinie nie planowano objęcia pojazdów komunikacji miejskiej kodeksem reklamowym. Dodajmy, że łódzki wyrok nie jest prawomocny, więc tamtejsza uchwała wciąż obowiązuje, bo władze miasta odwołały się do sądu wyższej instancji, a skarga jeszcze nie została rozpatrzona.
Lubelski Ratusz dowiedział się nie tylko tego, że w miejskim kodeksie reklamowym nie można sobie pozwalać na niezbyt konkretne sformułowania „odpowiednie”, „należyty”, czy „właściwy”. Okazało się też, że w uchwale trzeba powtórzyć wszystkie uregulowania dotyczące reklam wpisane do obowiązujących planów zagospodarowania terenu. – Nie wystarczy odwołanie się do zapisów uchwalonych planów, jak to było wcześniej interpretowane – tłumaczą urzędnicy.
Jak długo mogą jeszcze potrwać prace nad miejskimi przepisami?
– Przewidujemy, że obecne zaawansowanie prac jeszcze w tym roku pozwoli na zaprezentowanie projektu radnym i rozpoczęcie uzgodnień – szacuje Bobowska. – Następnie projekt zostanie wyłożony do wglądu publicznego na okres trzech tygodni. Przez kolejne dwa tygodnie będzie można złożyć do niego uwagi. Później, po zakończeniu konsultacji, projekt zostanie skierowany na sesję Rady Miasta.
Jeżeli ten harmonogram okaże się realny, to kodeks reklamowy mógłby zostać uchwalony wiosną przyszłego roku. Ale nie oznacza to, że już wtedy z centrum miasta zniknie gąszcz billboardów, na przykład z okolic ronda obok Zamku. Na usunięcie niezgodnych z przepisami reklam, właściciele będą mieć dwa lata.
Polskie samorządy już od ponad dwóch lat mogą wyznaczać na swoim terenie miejsca, w których nie wolno umieszczać reklam, na przykład w zabytkowych centrach miast. Mogą też określić wymagania co do ogrodzeń wokół posesji, zakazując np. stawiania pełnych parkanów z betonowych prefabrykatów. Takie możliwości dała samorządom tzw. ustawa krajobrazowa, która weszła w życie we wrześniu 2015 r. Lublin do dziś nie zdołał z niej skorzystać.


Komentarze