– To chwila, na którą każdy himalaista czeka od początku swojej przygody z górami – przyznaje Piotr Tomala.
Wspina się od ponad 20 lat. Zdobywał już ośmiotysięczne szczyty. W wyprawie na mierzący 8611 metrów n.p.m. K2 uczestniczył już latem ubiegłego roku, w ramach przygotowań do zimowego podejścia. Nie ma wątpliwości, że to ono będzie dla niego największym z dotychczasowych wyzwań.
– Tak ostrych warunków, jakie z pewnością będą tam panować, do tej pory nie spotkałem. Temperatura w bazie będzie wynosić ok. -35 stopni, a im wyżej, tym będzie jeszcze zimniej. Biorąc pod uwagę czynnik wiatru, odczuwalna temperatura może sięgać nawet -60 stopni – mówi 45-letni lublinianin. – Ale to nie jest tak, że czegoś się obawiamy. Jesteśmy przygotowani w stu procentach. Nie boję się powiedzieć tego, że mamy najlepszą ekipę na świecie. Żadna inna nacja nie jest w stanie stworzyć takiej wyprawy. Wszyscy jesteśmy bardzo doświadczonymi himalaistami. Kilku kolegów zdobywało już zimą ośmiotysięczniki, sześciu z nas było na K2 w lecie. Mamy rozpoznaną drogę, przygotowany sprzęt, wszystko jest dopięte na ostatni guzik.
Dziś około południa uczestnicy wyprawy odlecą z warszawskiego Okęcia do Islamabadu. Do stolicy Pakistanu po przesiadce w Doha dotrą w sobotę. Po około dwóch-trzech dniach przeznaczonych na załatwienie formalności wyruszą w kierunku Skardu. Ze względu na warunki pogodowe mało prawdopodobny jest przelot samolotem, dlatego w grę wchodzi 30-godzinna podróż tzw. Szosą Karakorumską, najwyżej położoną drogą o utwardzonej nawierzchni na świecie. Dalej ekipa samochodami terenowymi po bezdrożach ruszy do Askole i tam uformuje karawanę, do której dołączy nawet 300 niosących sprzęt tragarzy. Dotarcie do bazy u podnóża K2 powinno zająć kilkanaście dni.
– Kolejnych trzech-czterech dni będziemy potrzebowali na zorganizowanie bazy i zaaklimatyzowanie się. Po tym będziemy gotowi do rozpoczęcia akcji górskiej. Wydaje się, że będzie to nie wcześniej, niż koło połowy stycznia – przewiduje Tomala.
Powyżej bazy mają powstać trzy stałe obozy na wysokości ok. 5,9, 6,3 i 7 tys. metrów. Czwarty zostanie zainstalowany tuż przed atakiem szczytowym – ok. 600 metrów przed szczytem. Podejście będzie można rozpocząć tylko w momencie nastania odpowiednich warunków pogodowych. Prędkość wiatru na wierzchołku może sięgać nawet 300 km/h. Jakiekolwiek działania himalaistów będą możliwe jedynie przy wietrze wiejącym w granicach 50 km/h.
– Teoretycznie jesteśmy w stanie pokonywać po ok. 100 metrów na godzinę. Ale atak szczytowy z różnych względów może potrwać 10–12 godzin – mówi Piotr Tomala.
Uczestnicy wyprawy chcieliby zdobyć szczyt najpóźniej na przełomie lutego i marca. Potem równie trudnym wyzwaniem będzie zejście do bazy. – Szczytu tak naprawdę nie zdobywa się stojąc na nim, tylko schodząc do bazy. Wtedy jest czas na radość i satysfakcję. Musimy o tym pamiętać – podsumowuje 45-latek.
To chwila, na którą każdy himalaista czeka od początku swojej przygody z górami – przyznaje Piotr Tomala.
Wspina się od ponad 20 lat. Zdobywał już ośmiotysięczne szczyty. W wyprawie na mierzący 8611 metrów n.p.m. K2 uczestniczył już latem ubiegłego roku, w ramach przygotowań do zimowego podejścia. Nie ma wątpliwości, że to ono będzie dla niego największym z dotychczasowych wyzwań.
– Tak ostrych warunków, jakie z pewnością będą tam panować, do tej pory nie spotkałem. Temperatura w bazie będzie wynosić ok. -35 stopni, a im wyżej, tym będzie jeszcze zimniej. Biorąc pod uwagę czynnik wiatru, odczuwalna temperatura może sięgać nawet -60 stopni – mówi 45-letni lublinianin.

















Komentarze