Reklama
Soczi 2014: Rozmowa z Kamilem Stochem, Maciejem Kotem i Piotrem Żyłą
ROZMOWA z Kamilem Stochem, Maciejem Kotem i Piotrem Żyłą
- 07.02.2014 10:10
• Walczyliście w siedmiu o miejsca w kadrze na igrzyska, ale od początku było wiadomo, że pojedzie was tylko pięciu. Było trochę stresu przed ogłoszeniem nominacji?
Piotr Żyła: To była decyzja trenera, a nie nasza. My mogliśmy tylko skakać swoje i czekać, dlatego nie było sensu się stresować.
• Kamil, ty jako jedyny byłeś stuprocentowym pewniakiem.
Kamil Stoch: Dla mnie to nie było wcale takie oczywiste. Dlatego nominacja jest dla mnie tym bardziej dużym wyróżnieniem i nagrodą za ciężką pracę. Oprócz tego jest to sprawa honorowa. Postaram się zrobić co do mnie należy, wykonać swoją pracę najlepiej jak potrafię i godnie reprezentować swój kraj.
• Po zawodach w Zakopanem mieliście dwa tygodnie na spokojny trening. Nad czym pracowaliście?
Maciej Kot: Każdy indywidualnie wyznaczał sobie zadania i cele. Jeśli chodzi o mnie to chodziło przede wszystkim o ustabilizowanie pozycji dojazdowej, a już później samo odbicie, czyli znalezienie odpowiedniego rytmu, takiego tępa odbicia, żeby timing był odpowiedni, żeby narty się zgrały z całym ciałem, żeby szybko przelecieć nad bulą, a później już sobie spokojnie odlatywać.
P.Ż.: Ja pracowałem głównie nad prędkościami na progu. Jeśli chodzi o pozycję dojazdową, jaką sobie wypracowałem, to nie zamierzam jej zmieniać. Nie przekona mnie do tego ani trener Łukasz Kruczek ani trener Jasio Szturc. Wcześniej jeździłem inaczej, tak jak wszyscy, ale miałem problemy w locie. Garbik musi więc być.
• Na skoczni w Soczi wcześniej skakał tylko Maciek. Wy podczas próby przedolimpijskiej mieliście dodatkowe treningi w Ramsau. Czy znajomość lub nieznajomość obiektu może mieć jakieś znaczenie?
K.S.: Ja w ogóle nie zawracam tym sobie głowy. Jak się jest w formie, to wszędzie daleko się skacze, bez względu na to, czy się skocznię lubi, czy nie.
M.K.: Faktycznie, ja w Soczi już skakałem i muszę przyznać, że obiekt bardzo mi pasuje. Jest wymagający i inny niż wszystkie. To mi się w nim podoba.
• Jakie macie cele na igrzyska. Marzycie o medalach?
P.Ż.: Każdy ma marzenia, ale ja staram się odstawić je na razie na bok. Skupiam się na tym, co mam do zrobienia. Pierwsze robota, a potem przyjemności.
M.K.: Rzeczywiście, marzenia każdy ma, jedni się ich wstydzą, inni nie i u mnie ten medal gdzieś w sferze marzeń jest. Ja jestem człowiekiem, który pierwsze o czymś marzy, a później stawia to sobie za cel i planuje jak to osiągnąć. Także medal jest moim marzeniem i celem na tą olimpiadę.
K.S.: Wiem, że stać mnie na medal i zrobię wszystko, żeby zdobyć go dla siebie i dla kibiców.
• Przed rokiem w drużynie wywalczyliście brązowe medale mistrzostw świata. Wydaje się, że w tym roku jesteście jeszcze mocniejsi.
M.K.: Apetyt rośnie w miarę jedzenia, a tutaj dodatkowo i media, i kibice napędzają. Każdy chciałby złota, nie ukrywajmy. Dla nas jednak każdy krążek będzie cenny, każdy będzie życiowym sukcesem i z każdego będziemy bardzo zadowoleni. Ale wiadomo, walczy się o najwyższe laury i my też do ostatniego skoku będziemy walczyć o wszystko.
K.S.: Mamy drużynę na medal. Wierzę, że staniemy na podium.
Reklama













Komentarze