Zaginięcie 10-letniego Mateusza Żukowskiego z Ujazdowa
Był 26 maja 2007 roku. 10-letni Mateusz Żukowski z Ujazdowa (gm. Nielisz) bawił się z kolegami na dworze. Do domu już nie wrócił. Jego ubranie znaleziono nad rzeką Wieprz, kilkadziesiąt metrów od rodzinnego domu.
- Koledzy syna zmieniali zeznania. Mówili różne rzeczy. Teraz to już dorośli ludzie. Mówić nie chcą. Unikają spotkań ze mną - przyznaje Andrzej Żukowski, ojciec zaginionego chłopca. - Zresztą nie wiem, czy chciałbym z nimi rozmawiać. Nie wiem, czy nie poniosłyby mnie nerwy.
Nadzieja zgasła, pozostał ból i poszukiwania ciała
Dziś ojciec Mateusza nie ma już nadziei na to, że jego syn żyje.
- Wszystko wskazuje na to, że doszło do jakiegoś wypadku koło tutejszego pałacu - podejrzewa. - Ciało pewnie zostało ukryte. Muszę je odnaleźć i pożegnać się z synkiem. Przez te lata nic się nie zmieniło. Żal i smutek są takie same. To nieprawda, że gorzej jest w święta, czy w jego urodziny. Zawsze jest źle. Zawsze w człowieku jest ten ból.
Rodzina chłopca robiła wszystko, co w jej mocy, by odnaleźć 10-latka. Sprawą zajmowało się kilku jasnowidzów, radiestetów i wróżbitów. Badał ją też prywatny detektyw. Śladem po ich pracy jest dziś zlicytowany przez komornika dom oraz ponad 80 tys. długu, jaki wciąż do spłacenia ma pan Andrzej.
Żadna z przekazanych przez nich informacji nie potwierdziła się. Ciała nie było ani w rzece, którą przeszukiwano aż 17 razy, ani w ziemi. Wskazane przez jasnowidzów miejsca ukrycia zwłok przebadano georadarem. Bez efektu. Nie potwierdzono też informacji, że chłopiec został wywieziony do Niemiec.
Tajemniczy sponsor i 100 tys. euro nagrody za informacje
Teraz sytuacja może się zmienić, bo ufundowano 100 tys. euro nagrody dla osoby, która przyczyni się do odnalezienia Mateusza – żywego lub martwego. Albo dla człowieka, który wskaże sprawcę jego zaginięcia.
Wcześniej nagrodę w znacznie jednak mniejszej kwocie ufundował wójt gminy Nielisz. Wtedy nikt się nie zgłosił. Czy zrobi to teraz?
- Mam nadzieję, że tak wysoka kwota skłoni ludzi do mówienia. To mnóstwo pieniędzy - uważa pan Andrzej. - Zresztą ludzie już wydzwaniają do darczyńcy w tej sprawie.
Próbowaliśmy się skontaktować i my. Bezskutecznie. Połączenie nie zostało nawiązane.
- Nie wiem, dlaczego. Ja do niego nie dzwoniłem, bo korzystamy z komunikatora internetowego - przyznaje tata Mateusza. - Ale nagroda jest pewna! Ten pan pochodzi z Wrocławia, ale od lat mieszka w Niemczech. Poznaliśmy się tuż po zaginięciu Mateusza. On pomagał mi wtedy w różnych poszukiwaniach. Teraz ufundował nagrodę. To bardzo wrażliwy człowiek. Chce pomóc.
Policja nadal bada sprawę zaginięcia
O nagrodzie nie wie też policja.
- Wciąż prowadzimy tę sprawę - podkreśla asp. Dorota Krukowska-Bubiło z Komendy Miejskiej Policji w Zamościu. - Poszukiwania nie zostały zakończone. O nagrodzie nic nie słyszeliśmy, ale też rodzina nie miała obowiązku informować nas o tym.


Komentarze