Córka chrzestna Jana Karskiego nie weźmie udziału w odsłanianiu \"jego” ławeczki
Doktor Wiesława Kozielewska-Trzaska poinformowała organizatorów odsłaniania kolejnej \"ławeczki Karskiego”, że nie będzie brać udziału w tym zdarzeniu. Odpowiedziała w ten sposób na nadesłane jej zaproszenie. Tym razem ławeczka ma stanąć w Warszawie.
- 03.06.2013 19:33

(Archiwum DW)
W poprzednich latach niemal identyczne ławeczki z tej samej odlewni i tego samego autora \"uszczęśliwiły”: kampus Uniwersytetu Georgetown w Waszyngtonie, Kielce, front polskiego konsulatu w Nowym Jorku, Łódź, kampus uniwersytecki w Tel Awiwie. Inicjuje je ta sama grupa osób uważająca, że jest to świetna forma upamiętnienia.
Odmiennego zdania są najbliżsi bohatera. Jak mówi dr Kozielewska-Trzaska, córka chrzestna Jana Karskiego, nikt nigdy nie zapytał rodziny, co myśli o wystawianiu ławeczek.
Usłyszałby wówczas, że Jan Karski jeszcze za życia miał dwie oferty wystawiania mu pomników, które kategorycznie i zdecydowanie odrzucił.
Nie pozwalała mu skromność. – To jakaś hucpa. Nie będę w tym brał udziału – mówił.
Po drugie, walory ławeczkowej rzeźby bohatera po prostu uniemożliwiają mówienie o jej \"artyzmie” . Nie ma także śladu podobieństwa do Jana Karskiego, a wizerunek twarzy jest wręcz karykaturalny. Po trzecie, powielanie w kółko tego samego projektu ławeczkowego po prostu obniża powagę postaci.
– Nie wiemy, komu i do czego potrzebna jest ta ławeczka. Na pewno nie służy mądrej pamięci o wielkim przedstawicielu naszej rodziny – puentuje pani doktor.
Dlatego odesłała zaproszenie pani prezydent Warszawy Hannie Gronkiewicz-Waltz z informacją, że nie skorzysta.
Podobną opinię na temat serialu ławeczkowego prezentuje Towarzystwo Jana Karskiego, utworzone krótko po śmierci bohatera przez grono jego przyjaciół.
– Trzeba naprawdę nie mieć pojęcia o poglądach Jana Karskiego, by choćby tylko podejrzewać, że kiedykolwiek zaakceptowałby taki rodzaj pamięci o nim – mówi Kazimierz Pawełek, prezes Towarzystwa.
Reklama













Komentarze