Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama

Malwersacje finansowe u ubogich. Kara za oszustwa u Brata Alberta

Dwie byłe pracownice Bractwa Miłosierdzia im. św. Brata Alberta w Lublinie zostały skazane za malwersacje finansowe. Wspólnie z byłą prezes i innymi osobami przywłaszczyły sobie tysiące złotych. Kobiety postanowiły dobrowolnie poddać się karze.
Malwersacje finansowe u ubogich. Kara za oszustwa u Brata Alberta
Śniadanie wielkanocne w Bractwie Miłosierdzia im. św. Brata Alberta w Lublinie

Autor: Archiuwm

Sądowe rozstrzygnięcie w sprawie Dominiki S. i Magdaleny W. to pierwszy wyrok w procesie dotyczącym nadużyć finansowych w lubelskim bractwie.

Skazane kobiety to była księgowa i skarbnik stowarzyszenia. Śledczy ustalili, że obie fałszowały dokumenty, by wypłacać sobie zapomogi. W ten sposób zdefraudowały ok. 24 tys. zł. Do nadużyć dochodziło w latach 2017-2018.

Dominika S . i Magdalena W. złożyły wnioski o dobrowolne poddanie się karze. Pozwoliło im to uniknąć procesu. Mogły też liczyć na łagodniejszy wyrok.

Pierwsza z kobiet została skazana na rok więzienia w zawieszeniu na trzy lata oraz 4,5 tys. zł grzywny. Ma również pięcioletni zakaz pracy w księgowości.

Magdalena W. usłyszała identyczny wyrok. Zgodnie z wyrokiem nie może zajmować stanowisk w zarządach spółek cywilnych przez pięć 5 lat.

Obie kobiety muszą również wspólnie zwrócić wyłudzone pieniądze.

Główna oskarżona w sprawie to Monika S. – była prezes Bractwa. Według prokuratury, to dzięki jej przyzwoleniu podwładne mogły wyłudzać pieniądze. Sama prezes miała przywłaszczyć ok. 220 tys. zł. Pieniądze przelewała z konta stowarzyszenia na własny rachunek – ustalili śledczy.

Kiedy sprawa wyszła na jaw, Monika S. trafiła do aresztu. W lutym ubiegłego roku wyszła na wolność po wpłaceniu poręczenia majątkowego. Ale prokurator postawił jej kolejne zarzuty. Była prezes miała pomagać swoim krewnym w wyłudzaniu kredytów. Śledczy obliczyli, że chodzi o ok. 400 tys. zł.

Ale na Monice S. ciążą jednak znacznie poważniejsze zarzuty, zagrożone nawet karą dożywocia. W innym procesie kobieta odpowie za zabójstwo swojego syna. Jesienią ubiegłego roku, po tym jak wyszła z aresztu, zaczęła jeździć do hoteli i pensjonatów. Towarzyszyli jej mąż i syn. Kobieta nie płaciła za pobyty. Mężowi mówiła, że jest świadkiem koronnym i musi często zmieniać miejsce zamieszkania.

Pod koniec listopada ubiegłego roku Monika S. sama zabrała syna ze szkoły i pojechała z nim do hostelu w centrum Lublina. Kilka dni później obsługa znalazła w pokoju ciało chłopca. Filip leżał na łóżku, przykryty kocem. Jak się później okazało, 10-latek został zabity przez własną matkę. Monika S. zakryła chłopca kołdrą, usiadła na nim i udusiła – ustalili śledczy. Kobieta została zatrzymana następnego dnia. Podczas przesłuchania przyznała się do zamordowania syna


Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama