Zwierzyniec: Jak zniechęcić skoczka do skakania?
Koniec z niebezpiecznymi zabawami? Na stawie Echo rozebrano mostek z którego rozbiegali się skoczkowie. Wcześniej nie pomógł ani drut kolczasty, ani wielki napis z zakazem.
- 04.08.2013 21:31
Po lewej stronie stawów Echo w Zwierzyńcu znajduje się tzw. mnich, czyli urządzenie do regulacji poziomu wody. Szczególnie upodobali go sobie skaczący na główkę, którzy brali rozbieg na konstrukcji z poręczą, łączącej brzeg z drewnianym mnichem. Skoczkowie odbijali się od podestu na mnichu i wskakiwali do stawu. Miejsce jest niebezpieczne, a poziom wody wynosi tam maksymalnie 2 metry przy pełnym napełnieniu stawu.
Mimo wielkiego napisu \"Zakaz skoków”, który pojawił się tu w zeszłym roku, wiele osób nic sobie z niego nie robiło. W dni, kiedy na plaży jest pełno wypoczywających zwykle znajdowali się tacy, którzy skakali z podestu. Wydzielone kąpielisko znajduje się w drugiej części akwenu, więc ratownicy, którzy tam pracują nawet nie reagują na niebezpieczną zabawę młodych ludzi.
– To na pewno nie jest miejsce do skoków. Tu mogło dojść do tragedii – mówi Zdzisław Strupieniuk z Roztoczańskiego Parku Narodowego, na którego terenie znajdują się stawy. – Sam próbowałem kiedyś przekonać skaczących, że skoki na główkę mogą skończyć się tragicznie. Usłyszałem tylko, że \"Co to pana obchodzi? To moje życie!” – wspomina.
Zanim na mnichu namalowano napis, teren ogradzano drutem kolczastym. Mimo to skoczkowie zawsze znajdowali sposób żeby się prześlizgnąć.
– W ostatnich latach wypadku nie było, ale słyszałem, że dawno temu ktoś tu złamał kręgosłup – mówi Marek Zygmunt, dyrektor Domu Kultury w Zwierzyńcu, który administruje stawami.
W końcu zapadła decyzja, że trzeba rozebrać część konstrukcji. – Zdjęliśmy kładkę z poręczą z której rozbiegali się skoczkowie. Dzięki temu nie ma dojścia do mnicha. Mamy nadzieję, że skończy się skakanie na główkę – mówi Marek Zygmunt.
Reklama













Komentarze