Ekran akustyczny, który w zeszłym tygodniu stanął przy ul. Krystyny Krahelskiej w Puławach nie był wynikiem oddolnych próśb, czy wniosków.
Jego budowy nie chcieli ani sami puławianie, ani reprezentujący ich samorządowcy, nie wspominając o sportowcach korzystających z „Orlika”.
Konstrukcja jednak stanęła, a zapłacili za nią podatnicy. Powodem był wyrok sądu, który przychylił się do pozwu jednego małżeństwa z sąsiedniej ulicy, które narzekało na hałas w trakcie wieczornych treningów na boisku piłkarskim oraz oślepiające rzekomo światło boiskowych halogenów. Bez pomiarów i opinii biegłych, sąd polegając na zeznaniach skarżących, zakazał korzystania z obiektu osobom spoza szkoły dopóki miasto boiska nie wyciszy. Samorząd otrzymał również zadanie usunięcia trudnego o do zweryfikowania „efektu olśnienia”.
Puławscy urzędnicy do sprawy podeszli poważnie. Miasto zapłaciło za ekspertyzę, pomiary hałasu oraz wskazanie rozwiązania problemu. Według wynajętego specjalisty, należało wykonać ekran akustyczny. W ramach przetargu wyłoniono firmę My Way, a ta po lekkim poślizgu wynikającym z zaskarżenia pozwolenia na budowę, konstrukcję postawiła. Podatnicy zapłacili za nią ponad 240 tys. zł.
– Nam ten ekran nawet nie przeszkadza, ale to są pieniądze wyrzucone w błoto. Szkoda tych pieniędzy, bo tutaj naprawdę nie było żadnego hałasu. My mieszkamy najbliżej tego boiska i nigdy nie narzekaliśmy na jego sąsiedztwo – mówią państwo Krawczyńscy, których dom znajduje się ok. 40 metrów od „Orlika”.
O zdanie chcieliśmy poprosić także małżeństwo z ul. Krasińskiego, których pozew doprowadził do budowy ekranu. Odmówili komentarza.
Zanim znikną sądowe ograniczenia, miasto będzie musiało przeprowadzić nowe pomiary hałasu oraz natężenia boiskowego oświetlenia. – Zrobimy to tuż po oddaniu tego ekranu do użytku. Zasymulujemy trening na boisku i wtedy, korzystając z odpowiednich urządzeń, sprawdzimy, czy udało nam się osiągnąć zamierzony efekt – mówi Robert Domański, naczelnik Wydziału Rozwoju Miasta.
– To jest komedia, żeby jedna rodzina narobiła takiego zamieszania. Ja tylko liczę na to, że ten ekran zostanie niedługo odebrany i dzieci znów będą mogły trenować na tym boisku, także po szkole – mówi Bernard Bojek, trener MSKS „Puławiak”. – Mam nadzieję, że będzie to możliwe już od kwietnia.

















Komentarze