Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama

Życie po wielkiej wodzie

Wisła powoli ustępuje, ale pracy nie ubywa. W Kamieniu i Braciejowicach wciąż trwa stan pełnej gotowości. Chociaż niebezpieczeństwo zalania nowych terenów jest z minuty na minutę coraz mniejsze, wszystkie służby pracują. Zwłaszcza w Kamieniu.
W Machowie na północ od Kamienia miejscowi wbili na brzegu Wisły drewniany patyk, przytwierdzili do niego miarkę i obserwują poziom rzeki. - O, widzi pan - mówi Edward Szast, pokazując na podziałkę. - Rano było 12 centymetrów, teraz jest 4. Czyli opada. - Działamy jak autobus wodny, cały czas kursujemy do Kępy Soleckiej i Gosteckiej. Przewozimy ludzi, żywność i środki czystości - mówią strażacy z Mazowieckiego, pracujący na tym odcinku. Te dwie miejscowości dalej są zalane i można tam dojechać tylko łodzią, motorówką lub amfibią. - Mieszkamy teraz u znajomych w Kamieniu, w Kępie Soleckiej został syn. Pilnuje maszyn, żeby ktoś ich sobie nie \'\'pożyczył\'\' - mówi Zofia Nieróbca. - Dobrze, że ta pomoc jest, tylko na ile ona wystarczy? Jak komuś dom zalało, to co mu po chlebie i konserwach? O godz. 13 do akcji w Kamieniu przystępuje wielka amfibia PTS - Pływający Transporter Samobieżny. Może zabrać 72 żołnierzy albo samochód - wyjaśniają żołnierze. - Były przeznaczone do ewentualnej ewakuacji. Teraz potężny PTS ma inne zadanie: będzie wyciągał zatopiony traktor oraz strażackiego żuka i lublina. Wszystkie pojazdy zalała woda w nocy z poniedziałku na wtorek. Kiedy nie wytrzymał wał, Wisła gwałtownie wdarła się na drogę do Kępy Soleckiej. Traktor z przyczepą zapadł się, a przybierające wody nie pozwoliły uciec strażackim wozom. Trzeci z nich zdołał wyjechać na wał. Odcięty od lądu, stoi tam do dziś. - Te wozy musimy wyciągnąć z wody, bo przeszkadzają nam w pływaniu - mówi dowódca strażaków na tym odcinku. Zadanie okazuje się trudniejsze niż przypuszczano. Traktor nie daje się wyciągnąć. Po 40-minutowej akcji zostaje zepchnięty na bok, na głębszą wodę. W wodzie cały czas pracują nurkowie. - Traktor był w jakieś dziurze i nie można go było normalnie ruszyć. Teraz, po zepchnięciu, oczyścił drogę dla samochodów strażackich. Jeszcze raz je obejrzymy i będziemy po kolei wyciągać - informuje Piotr Rękas, starszy aspirant z pododdziału ratownictwa wodnego straży pożarnej. O 14 wszystko zagłusza ryk motorów wielkiej amfibii. Powoli stalowy potwór wyjeżdża na suchą drogę. Do akcji wkracza wyciągarka zamontowana na PTS. Pierwsze z zatopionych aut wyłania się z wody i zostaje odstawione na pobocze. W środku pełno błota i roślin. - Trochę roboty, mały remoncik i będzie działać - nie martwią się strażacy.

Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama

ALARM 24

Masz dla nas temat?

Daj nam znać pod numerem:

+48 691 770 010

Kliknij i poinformuj nas!

Reklama

CHCESZ BYĆ NA BIEŻĄCO?

Reklama
Reklama
Reklama