Szukała go nawet specjalna grupa z Warszawy, a on pojechał na Mazury
Kilkanaście godzin trwały poszukiwania zaginionego 33-latka z gm. Leśna Podlaska. W akcję zaangażowało się kilkudziesięciu policjantów strażaków i strażników granicznych.
- 05.03.2014 14:15

Poszukiwania odwołano we wtorek w nocy, bo jak się okazało mężczyzna przebywa u krewnej na Mazurach. Nie powiadomił o tym najbliższej rodziny, która zgłosiła zaginięcie we wtorek rano.
- Rodzina zgłosiła się do komisariatu w Janowie Podlaskim. W związku z informacją, że życiu 33-latka może zagrażać niebezpieczeństwo, natychmiast przystąpiliśmy do szeroko zakrojonych poszukiwań. W akcji oprócz policjantów, brali udział strażacy z Białej Podlaskie oraz Leśnej Podlaskiej, funkcjonariusze straży granicznej, a nawet specjalna grupa poszukiwawcza z psami z Warszawy - mówi Jarosław Janicki rzecznik bialskiej policji.
W drodze była też kolejna grupa z Rzeszowa. Policja przyznaje, że akcje na tak szeroką skalę są bardzo kosztowne. - Mężczyźnie nic się nie stało. Mazurscy policjanci potwierdzili, że 33-latek przebywa u swojej krewnej - dodaje Janicki.
Jak informowała policję rodzina zaginionego z gm. Leśna Podlaska, 33-latek bez żadnego uprzedzenia wyszedł z domu w poniedziałek i nie dawał żadnego znaku życia. Odezwał się dopiero we wtorek ok. godz. 22.
Reklama













Komentarze