Marcin Komenda, rozgrywający i kapitan Bogdanki LUK Lublin:
O tym, że było ciężko:
- Jak sobie przypomnę ile trzeba było ciężkich momentów przejść, to naprawdę było warto. Chyba wszystko dzieje się po coś. Trudne chwile kształtują charakter, siatkarsko. Chyba to wszystko było właśnie po to. Nie byłbym w momencie takim, którym obecnie się znalazłem. Doceniam to. Bardzo jestem wdzięczny, że mogę być częścią tej wspaniałej drużyny, wspaniałej społeczności lubelskiej. Fajnie, że mamy taką ekipę, że się wspieramy, szczególnie wtedy kiedy jest ciężko. Bo jest ciężko. Ostatnio mieliśmy trudne mecze, ale na końcu wygrywaliśmy. Niewielu na nas stawiało w tym finale. My tak lubimy. Lubimy udowadniać ludziom, którzy na nas nie stawiali, że potrafimy wygrywać.
O „przepychaniu” meczów:
- Bez wiary, pozytywnego myślenia, na pewno byśmy nie „przepchali” meczów, które trzeba było „pchnąć” do przodu. W wielu spotkaniach nam nie szło, nie graliśmy swojej dobrej siatkówki, ale wolą walki, charakterem potrafiliśmy odwracać sety czy całe spotkanie. Myślę, że to jest ważne w naszej drużynie. Nie zawsze będziemy w idealnej formie technicznej, fizycznej, ale jeżeli głowa będzie zawsze „dojeżdżała”, to bardzo ciężko będzie nas złamać. Pokazują to ostatnie mecze. Dzisiejszy finał jest dowodem na to, że jesteśmy piekielnie mocni.
O mądrym treningu:
- Od kiedy turniej finałowy rozgrywany jest w Krakowie, zawsze marzyłem o tym żeby podnieść to trofeum w swoim rodzinnym mieście, przy dużej ilości kibiców z Krakowa. W poprzednich dwóch latach nie zawsze to wychodziło. Mieliśmy swoje problemy. Myślę, że nie byliśmy na tyle gotowi, aby wtedy wygrywać. W tym roku byliśmy już na to przygotowani, ale nie wiedzieliśmy jak sobie poradzimy z obciążeniem meczami, wyjazdami, kwestiami kondycyjnymi. Jak widać poradziliśmy sobie. Okazało się, że nie zawsze trzeba mega ciężko trenować… Trzeba trenować mądrze i można wygrywać.

















Komentarze