Do zdarzeń doszło w lipcu 2025 roku, gdy do rzeki Uherka, a następnie do zbiornika retencyjnego Stańków, trafiły nieprzetworzone ścieki. Efekt był dramatyczny – masowe śnięcie ryb, które z dnia na dzień przybierało na skali. Ostatecznie ze zbiornika wyłowiono 3550 kg padłych ryb, a ich wartość oszacowano na ponad 75 tys. zł. Do tego doszły koszty utylizacji i wapnowania wody.
Śledztwo wszczęto po zawiadomieniu złożonym przez chełmski okręg Polskiego Związku Wędkarskiego. W jego trakcie przesłuchano kilkanaście osób – od pracowników oczyszczalni, przez przedstawicieli Wód Polskich, po samorządowców i inspektorów ochrony środowiska. Ustalono, że przyczyną zrzutu była awaria sondy poziomu ścieków, która przekazywała błędne dane do systemu.
Jak poinformowała Prokuratura, nie dopatrzono się jednak odpowiedzialności karnej konkretnych osób.
– Ustalono, że do zrzutu ścieków doszło wskutek awarii, a jej przyczyną była niesprawna sonda poziomu. Nie ustalono, by do zdarzenia, nawet w formie nieumyślnej, doszło wskutek działania lub zaniechania osób zobowiązanych do nadzoru – przekazał rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Lublinie.
W oficjalnym stanowisku potwierdzono również, że postępowanie zostało umorzone z końcem grudnia 2025 roku wobec „braku znamion czynu zabronionego”.
– Postępowanie dotyczyło nieumyślnego zanieczyszczenia rzeki Uherka oraz zbiornika Stańków, które doprowadziło do zniszczenia w świecie zwierzęcym o znacznych rozmiarach. Umorzenie nastąpiło na podstawie art. 17 §1 pkt 2 k.p.k. – wskazał rzecznik.
Taka decyzja nie satysfakcjonuje wędkarzy. Ich zdaniem skutki ekologiczne są znacznie większe, niż wynika to z oficjalnych statystyk. Zwracają uwagę, że część ryb mogła pozostać na dnie lub zostać pożarta przez ptaki i drapieżniki, a realne straty w ekosystemie są nie do oszacowania.
– Z wody wyciągnęliśmy najpewniej tylko połowę padłych ryb. To oznacza, że mogło zginąć nawet 7 ton. Mandat dla MPGK to za mało. W praktyce nikt nie poniósł odpowiedzialności za to, co się stało – mówi Marcin Adamczyk z PZW.
Głos sprzeciwu płynie także ze strony samorządowców. Radny powiatowy Marcin Łopacki zapowiada dalsze działania i podkreśla, że Uherka nie jest kanałem ściekowym, lecz rzeką wpływającą do granicznego Bugu. Jego zdaniem sprawa powinna zostać ponownie przeanalizowana przez prokuraturę wyższej instancji.
Choć zbiornik Stańków został już ponownie otwarty dla wędkarzy wielu mieszkańców ma poczucie, że sprawa została zamknięta zbyt szybko. Martwe ryby zniknęły z powierzchni wody, ale pytania o odpowiedzialność i bezpieczeństwo środowiska wciąż pozostają bez odpowiedzi.

















Komentarze