Oglądając niedzielny mecz, można było mieć wrażenie, że zespół „czerwono-czarnych” wrócił do momentów z początku sezonu. Wówczas lublinianie zaczynali fatalnie, po pierwszej połowie przegrywali kilkunastoma punktami, a później musieli szaleńczo gonić przeciwnika.
Tak właśnie wyglądał niedzielny mecz. W pierwszej połowie w grze gospodarzy nic się nie zgadzało. Przed wszystkim raziła w oczy fatalna defensywa. Krośnianie oddawali rzuty kiedy chcieli i najczęściej z czystych pozycji. Za skórę Startowi zaszli zwłaszcza jego byli zawodnicy Martins Laksa i Michał Jankowski.
Ten drugi to zresztą jeden z najbardziej doświadczonych zawodników OBL, który ostatnio mocno koncentrował się na koszykówce 3x3, gdzie reprezentował barwy Camaro Zamość. Do przerwy PGE Start przegrywał 39:59 i nic nie zapowiadało, że po przerwie mogą jeszcze w hali Globus pojawić się jakiekolwiek emocje.
A jednak dobre otwarcie drugiej połowy sprawiło, że „czerwono-czarni” wrócili do gry. Do remisu jednak nie udało się doprowadzić, chociaż blisko tego był JP Tokoto II. Amerykanin jednak na niespełna 4 min przed końcem w swoim stylu spudłował rzut wolny przy stanie 81:82. Ostatnie akcje lepiej rozegrali już goście, którzy ostatecznie wygrali 87:95.
Bohaterem lublinian w niedzielnej rywalizacji był Quincy Ford. Amerykanin zdobył 17 pkt. Dzielnie wspierał go Liam O’Reilly, który zdobył 20 pkt i miał 8 asyst. Jego notę obniża jednak 6 strat i słaba skuteczność w rzutach dystansowych. U przeciwników wyróżnił się Benjamin Shungu, który zdobył aż 25 pkt.
PGE Start Lublin – Miasto Szkła Krosno 87:95 (20:30, 19:29, 27:17, 21:19)
Start: O’Reilly 20 (1x3), Tokoto II 12, Griffin 9, Krasuski 0, Frankamp 0 oraz Ford 17 (2x3), Wright 13, Put 11 (1x3), B. Pelczar 3 (1x3).
Krosno: Shungu 25 (4x3), Hamilton 21 (4x3), Radić 14, Laksa 7 (1x3), Jackosn III 3 (1x3) oraz Jankowski 8 (2x3), Bockler 6, Łałak 6 (2x3), Wójcik 3, Chrabota 2.
Widzów: 963.

















Komentarze