Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama STUDNIÓWKA 2026 - zobacz galerię zdjęć!
Reklama

Lubartów przegrywa w sądzie z przedsiębiorcami. Sporo do zapłaty

Kara za opóźnienie wymiany oświetlenia ulicznego, nałożona kilka lat temu decyzją lokalnych władz na wykonawcę - zdaniem sądu była bezpodstawna. Czy miasto, zgodnie z wyrokiem, odda firmom 2,7 mln zł? Burmistrz Lubartowa zapowiada dalszy ciąg sądowej batalii.
Lubartów zimą, z lotu ptaka
Lubartów od lat korzysta z energooszczędnego oświetlenia, za które przed laty nie zapłacił w całości. Okazało się, że kary dla firm były nałożone bezprawnie. Czy miasto odda pieniądze?

Źródło: Miasto Lubartów/FB

Sporą sumę na rzecz wykonawców oświetleniowej inwestycji z 2019 roku musi wygospodarować Miasto Lubartów. Zgodnie z postanowieniem Sądu Okręgowego w Lublinie, chodzi o 2,7 mln zł. Na tę kwotę składa się niezasadna zdaniem sądu kara umowna potrącona z wynagrodzenia firm w kwocie 1 454 424 złote i 7 groszy oraz 1 245 776 złotych i 2 grosze odsetek za opóźnienie w transakcjach handlowych. 

Przetarg sprzed lat

Pieniądze mają trafić na konto lubelskiej firmy TNL, która w konsorcjum z radzyńskim Masterem jesienią 2018 roku wygrała przetarg na wymianę prawie 1,6 tys. starych, sodowych lamp oświetlenia ulicznego na nowe, ledowe. Przetarg dotyczył również wymiany kilkudziesięciu tzw. szaf z elementami sterowania. Umowę o wartości ponad 3,2 mln zł podpisywał jeszcze poprzedni burmistrz miasta, Janusz Bodziacki (PiS), a inwestycję kontynuował i kończył jego następca, Krzysztof Paśnik (PSL). Lokalne władze chwaliły się pozyskaniem unijnej dotacji oraz inwestowaniem w energooszczędną technologię. Dość szybko okazało się jednak, że nie wszystko idzie tak sprawnie, jak zakładali urzędnicy. 

Mijały miesiące od podpisania umowy, a wykonawcy nie zaczynali prac. Nie mogli tego zrobić, bo jak tłumaczą, dostali wybrakowaną, niepełną i wadliwą dokumentację. Chodziło głównie o brak uzgodnień ze spółką PGE, w więc właściciela części urządzeń, które miasto wskazało do wymiany. Bez uzyskania warunków technicznych ze strony zakładu energetycznego wykonawca, jak nam tłumaczy, nie mógł nic zrobić. 

Nie dogadali się z PGE

- Zakład energetyczny spierał się z miastem, a my z konieczności weszliśmy w rolę pośrednika pomiędzy nimi. Wiedzieliśmy, że bez uzgodnień z PGE nie będziemy mogli wymienić szaf, ani nawet ustalić które z nich są do wymiany, a które nie. Brakujące dokumenty otrzymaliśmy już po terminie wynikającym z przetargu - tłumaczy Jacek Krasnowski, właściciel firmy TNL. - Opóźnienie nie było naszą winą. To było zadanie w formule "buduj", a nie "nie projektuj i buduj" więc przygotowanie inwestycji leżało w gestii zamawiającego - podkreśla. 

Lista problemów była dłuższa, brakowało nie tylko uzgodnień z PGE, ale także z wojewódzkim konserwatorem zabytków. Jak ustalił sąd, zgoda na montaż opraw LED wybranych przez miasto w obszarze podlegającym ochronie, wpłynęła już po podpisaniu umowy. 

Potężna kara

Czy to jednak tłumaczy tak poważny poślizg? Według lubartowskiego Ratusza odpowiedzialność za opóźnienie spoczywa na wykonawcach, którzy przystępując do przetargu zapoznali się i zaakceptowali treść dostarczonej im dokumentacji. Ponadto jednym z powodów poślizgu miały być kłopoty z dostawami opraw od producenta, firmy Philips, za co samorząd już nie odpowiada. TNL potwierdza, że taka sytuacja faktycznie miała miejsce, m.in. stąd firma wnioskowała do Urzędu Miasta o przedłużenie terminu umowy aneksem. Ratusz na taki gest w stronę wykonawcy się jednak nie zdobył. Zamiast tego nałożył na firmy kary umowne w łącznej wysokości ponad 1,4 mln zł i pobrał je z ich wynagrodzenia. 

"Druzgocący wyrok"

Zarówno TNL, jak i Master uznały, że ukaranie ich w świetle wszystkich problemów, jakie napotkali przy wykonaniu zadania, było nieuzasadnione. Firmy pozwały więc Miasto Lubartów do sądu, a ten w listopadzie zeszłego roku ten ogłosił wyrok przyznając przedsiębiorcom rację. 

- Wyrok dla Lubartowa jest druzgocący. Jeśli się od niego odwołają, poniosą tylko kolejne koszty. My od początku byliśmy przekonani, że racja jest po naszej stronie. - mówi Jacek Krasnowski. Jak dodaje, tamta decyzja władz miasta mocno zachwiała przedsiębiorstwem. - Zatrzymanie naszego wynagrodzenia spowolniło nasz rozwój w tamtym okresie. Na szczęście udało nam się przetrwać i zachować miejsca pracy - przyznaje. Jego wspólnik, Łukasz Rębek z firmy Master decyzję sądu przyjął ze zrozumieniem. - Lubartów sam jest sobie winien - podsumował. 

Walka trwa

Miasto Lubartów na razie firmom płacić nie chce. - Złożyliśmy od tego wyroku apelację i wspólnie z naszymi prawnikami jesteśmy przekonani o tym, że argumenty, które przedstawimy oraz bardziej wnikliwe zapoznanie sądu ze stanem faktycznym, może zupełnie zmienić brzmienie wyroku. Na naszą korzyść - mówi Krzysztof Paśnik, burmistrz Lubartowa. - Jestem dobrej myśli - dodaje. 

Więcej o autorze / autorach:
Podziel się
Oceń

Komentarze

ALARM 24

Masz dla nas temat?

Daj nam znać pod numerem:

+48 691 770 010

Kliknij i poinformuj nas!

Reklama

CHCESZ BYĆ NA BIEŻĄCO?

Reklama
Reklama
Reklama