Tydzień temu pojawiło się światełko w tunelu, bo Karol Grządka był gotowy przejąć klub od Marcina Jędrasika. Postawił jednak jeden warunek – poprzedni zarząd musiał dojść do porozumienia z zawodnikami i innymi wierzycielami. Ponoć jakieś rozmowy były, ale o tym, że nie zakończyły się sukcesem najlepiej świadczy fakt, że prezes Jędrasik nie pojawił się na czwartkowym zebraniu.
– Ciężko mi cokolwiek powiedzieć, wszystko jest na tej drodze, żeby nie było tego klubu w takiej postaci, w jakiej jest w tej chwili – mówi Dariusz Matysiak, przewodniczący komisji rewizyjnej, który w ostatnich meczach rundy jesiennej prowadził drużynę wspólnie z Kamilem Królem.
– Klub nie został jeszcze zlikwidowany, ale tak naprawdę nie mamy w tym momencie żadnego ruchu. Nawet gdyby znalazł się jakiś sponsor, który od razu wpłaci pieniądze na konto, to wierzyciele zaraz je zabiorą. Naprawdę nie wiem, co dalej nie tylko z seniorami, ale także z akademią. Nikt nawet nie wie, ile tych długów obecnie jest. Od czerwca napisałem sześć pism do zarządu z prośbą o udostępnienie dokumentów. Bez skutku. Co mogę zrobić skoro nawet ich nie widziałem? – pyta Dariusz Matysiak.
Według wyliczeń prezesa Jędrasika, który przedstawił dane na poprzednim walnym zebraniu, dług wynosi około 1,2 mln złotych. Mówi się jednak, że Stal „wisi” najróżniejszym podmiotom zdecydowanie więcej, nawet 2,5 mln zł.
Stal nie trenuje, praktycznie nie ma zespołu, ale nie została jeszcze oficjalnie wycofana z rozgrywek Betclic III ligi.
– Mamy to zgłosić do PZPN, ale jest jeszcze czas. Z tego, co wiem, ostateczny termin, to dwa tygodnie przed wznowieniem rozgrywek. Na razie chcemy znaleźć dobrego prawnika, który zna się na prawie sportowym, aby upewnić się, że nie jesteśmy już w stanie nic więcej zrobić – mówi Dariusz Matysiak.

















Komentarze