Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama STUDNIÓWKA 2026 - zobacz galerię zdjęć!
Reklama

Krawczyk: Nigdy nie było mowy o obronie Polski na linii Wisły i wycofaniu się z Lubelszczyzny

Michał Krawczyk kandyduje na przewodniczącego regionu lubelskiego Koalicji Obywatelskiej. Jego rywalką jest Marta Wcisło. - Rozmawiałem z panem premierem Tuskiem. Uzyskałem od niego męską deklarację wsparcia mojej kandydatury. Dla mnie to oczywiste, że premier, szef partii, mądry przywódca wspiera wszystkich członków Koalicji Obywatelskiej w ich staraniach w wyborach wewnętrznych. I kiedy widzę, że dochodzi do nadużywania jego poparcia, czuję lekkie zażenowanie - mówi nam poseł.
Krawczyk: Nigdy nie było mowy o obronie Polski na linii Wisły i wycofaniu się z Lubelszczyzny

Autor: DW

- Co pan odpowiada członkom lubelskiej Koalicji Obywatelskiej, którzy pytają, dlaczego w wyborach na przewodniczącego regionu zagłosować na pana, a nie na europosłankę Martę Wcisło?

- Że jestem w Koalicji Obywatelskiej, wcześniej Platformie, już dwadzieścia pięć lat, tyle też działam publicznie i doskonale wiem, jakie cechy powinien posiadać przewodniczący regionu. Absolutnie podstawową rzeczą jest jego obecność w regionie. Inaczej nie da się na poważnie zajmować lokalnymi sprawami. Trzeba jeździć do powiatów i gmin, spotykać się z ich szefami i członkami, znać problemy tych ludzi, pomagać im je rozwiązywać. Moja kontrkandydatka wybrała swoją drogę. Szanuję, wspierałem ją w tym, żeby została europosłanką. Ale trzeba mieć świadomość, że europosła nie ma w regionie. Ani w Polsce. Przez trzy tygodnie w miesiącu jest w Brukseli, jeden spędza w Strasburgu. Łączenie tego z byciem na każde zawołanie na Lubelszczyźnie jest zwyczajnie niemożliwe.

- Europosłanka Wcisło w rozmowie z nami porównuje wasze doświadczenie: Wybory do Sejmu? Ja - sześćdziesiąt osiem tysięcy pięćset głosów. Mój kolega – dwanaście tysięcy. Wybory do PE? Ja – sto trzy tysiące głosów. Mój kolega – osiem tysięcy. Ja zarządzam największym powiatem w lubelskich strukturach partii. On nie zarządza żadnym. Ja mam największe koło. On nie ma żadnego koła. Blado pan wypada. Na oficjalnej konferencji prasowej mówił pan, że nie wyciągniemy od pana żadnych negatywnych słów na temat jakiegokolwiek członka Koalicji Obywatelskiej, ale...

- Wybory na przewodniczącego regionu to nie jest wyścig na to, czy lepiej być kobietą, czy mężczyzną, kto będzie głośniej krzyczał, kto zdobył więcej, a kto mniej głosów w wyborach powszechnych...

- To ostatnie tworzy wymierny pogląd na popularność potencjalnego lidera.

- Kwestią fundamentalną nie jest to, ile kto zdobył głosów, chociaż był uprzywilejowany, bo wielokrotnie znajdował się na pierwszym miejscu listy wyborczej. Ważniejsza jest wspomniana obecność, stały kontakt z ministrami, wiceministrami, posłami z innych regionów, bieżące rozwiązywanie lokalnych problemów, umiejętność siadania z każdym z Koalicji Obywatelskiej i doprowadzenia do porozumienia. Mam narzędzia do budowania wsparcia dla naszych samorządowców w polskim rządzie. Polska polityka dzieje się w Sejmie na Wiejskiej, w Kancelarii Premiera w Alejach Ujazdowskich i ministerstwach w Warszawie, a nie w Brukseli.

- Sugeruje pan więc, że panu jest do tego bliżej, ponieważ zasiada pan w Sejmie?

- Problemy mieszkańców Lubelszczyzny musi rozwiązywać człowiek, który ma stały kontakt z rządem i posłami. Który funkcjonuje w kulturze dialogu. Poprzez umiejętność wspólnej debaty. Rozmowy. Posadzenie przy stole ludzi, których dzielą różne animozje, zaszłości, poglądy, rowy, powstające również w tej naszej wewnętrznej kampanii wyborczej. Rolą przewodniczącego regionu jest nie obrażać się, nie unosić, nie być przesadnie rozemocjonowanym, tylko stanowczym, spokojnym człowiekiem, który doprowadzi do porozumienia między każdym, nawet najbardziej zwaśnionym członkiem Koalicji Obywatelskiej w regionie. I ja będę takim przewodniczącym.

- Dlaczego nie pełni pan funkcji przewodniczącego żadnego partyjnego powiatu czy choćby koła?

- Zupełnie świadomie. Uważam, że jeśli chcemy wspierać ludzi Koalicji Obywatelskiej, to powinniśmy dawać im możliwości rozwoju. Jestem posłem, więc nie muszę dodatkowo stać na czele koła czy powiatu. Chcę, żeby inni brali odpowiedzialność. Nie jestem pazerny na władzę.

- Czy może pan liczyć na poparcie premiera Donalda Tuska?

- Kiedy kilka miesięcy temu zdecydowałem, że będę kandydował na przewodniczącego regionu lubelskiej Koalicji Obywatelskiej, rozmawiałem z panem premierem Tuskiem. Uzyskałem od niego męską deklarację wsparcia mojej kandydatury. 

- Pana kontrkandydatka miała usłyszeć od premiera Tuska: „Walcz. Musisz to wygrać, jesteś w moim sercu”. 

- Dla mnie to oczywiste, że premier, szef partii, mądry przywódca wspiera wszystkich członków Koalicji Obywatelskiej w ich staraniach w wyborach wewnętrznych. I kiedy widzę, że dochodzi do nadużywania jego poparcia, czuję lekkie zażenowanie.

- W rozkroku stanął również prezydent Krzysztof Żuk, który poparł i pana, i europosłankę.

- List, który od niego otrzymałem, jasno mówi o poparciu mojej kandydatury. Znam prezydenta Krzysztofa Żuka od dwudziestu lat. Współpracowaliśmy w ratuszu, w Radzie Miasta, współpracujemy dziś. Bardzo dziękuję mu za to klarowne i konkretne poparcie.

- W rewanżu popiera pan kandydaturę Żuka na przewodniczącego struktur KO w powiecie Lublin? 

- Tak. 

- Stawia go pan wyżej niż wojewodę Krzysztofa Komorskiego, który również zapowiedział swój start?

- Mam dobry kontakt z Krzysztofem Komorskim, znamy się kilkanaście lat. Natomiast w wyborach na przewodniczącego powiatu Lublin wspieram Krzysztofa Żuka. Ma ogromne doświadczenie, umiejętność budowania porozumienia i zarządzania. Koalicja Obywatelska w Lublinie to prezydent Żuk, taka prawda.

- Nie ma za to wątpliwości, że jednoznacznie popiera pana wiceminister rolnictwa i rozwoju wsi Małgorzata Gromadzka.

- I jestem jej za to bardzo wdzięczny. Od dwóch lat jest posłanką. Dała się poznać jako niezwykle skuteczne, merytoryczna osoba, doskonale znającą się na branży, którą się zajmuje, czyli rolnictwie, dzięki czemu została mianowana wiceministrą. Uważam, że tworzymy bardzo skuteczny, zgrany duet, który sprawi, że KO na Lubelszczyźnie będzie jeszcze lepiej i sprawniej funkcjonować, mając szersze wsparcie w polskim rządzie.

- Rząd KO nie ma najwyższych notowań na Lubelszczyźnie. Jaka jest pana recepta na przełamanie dominacji Prawa i Sprawiedliwości, a także rosnącej popularności Konfederacji i partii Grzegorza Brauna?

- To jest ogromne zadanie. Kluczowe jest, żeby pomóc lokalnym liderem KO skuteczniej przekazywać informacje o swoim pomyśle na gminie, miasto czy powiat, zwiększać liczbę członków, osiągać coraz lepsze wyniki w wyborach samorządowych, to praca u podstaw. Tylko przewodniczący regionu, który będzie jeździł, rozmawiał, słuchał i wspierał, doprowadzi do tego, że KO zwiększy swoje poparcie w każdym powiecie i w każdej gminie, a także zacznie współrządzić w Sejmiku Województwa Lubelskiego.

- W Zamościu ściera się pan z Januszem Kowalskim, w Lublinie z Przemysławem Czarnkiem. Co jest realnym, niepodważalnym argumentem, który możecie pokazać mieszkańcom regionu jako efekt działań rządu?

- Poprawa sytuacji w Zakładach Azotowych Puławy. Przez osiem lat rządów PiS-u obserwowaliśmy karuzelę stanowisk i dramatyczne pogorszenie sytuacji finansowej zakładów, które wcześniej były kurą znoszącą złote jajka. Dziś sytuacja została poprawiona. Zarządzają nimi fachowcy, w większości z Puław. Wyniki się poprawiają. Dużo pracy jeszcze przed nowym zarządem, ale to nie politycy zarządzają zakładami, tylko specjaliści. I ja jestem z tego bardzo dumny, bo mówiliśmy, że tak zrobimy, i tak się stało. Pamiętajmy też, że kiedy Koalicja Obywatelska rządziła z naszym koalicjatem PSL-em w Sejmiku Województwa Lubelskiego region znakomicie się rozwijał, o czym świadczą powstałe inwestycje - Centrum Spotkania Kultur, Lubelskie Centrum Konferencyjne, Port Lotniczy Lublin.

- A co dzieje się z jednostką wojskową, która miała powstać w Poniatowej? Politycy PiS-u przekonują, że wycofanie się z tego przedsięwzięcia, to dowód na powrót do rzekomej rządowej koncepcji obrony kraju na linii Wisły w wypadku wojny...

- Nigdy nie było mowy o obronie Polski na linii Wisły i wycofaniu się ze wschodniej Polski. To jest nieprawda. Przypomnę, że Mariusz Błaszczak ujawnił dokumenty państwowe na potrzeby kampanii wyborczej PiS-u i ma w tej sprawie uchylony immunitet. Nieprawdą jest również to, co mówi Przemysław Czarnek o wycofaniu się z budowy jednostki wojskowej w Poniatowej. Teren został zmieniony ze względów archeologicznych, ale jednostka wojskowa w Poniatowej powstanie. Proszę nie powielać kłamstw i dezinformacji. To też jedno z najważniejszych moich zadań, żeby z tym fałszem walczyć.

ROZMAWIALI PAWEŁ PUZIO I JAN MAZUREK

Więcej o autorze / autorach:
Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama

ALARM 24

Masz dla nas temat?

Daj nam znać pod numerem:

+48 691 770 010

Kliknij i poinformuj nas!

Reklama

CHCESZ BYĆ NA BIEŻĄCO?

Reklama
Reklama
Reklama