W sprawie chełmskiego schroniska od dawna nie chodzi już tylko o psy. Chodzi o zaufanie. O to, czy po tygodniach emocji, zdjęć z mroźnych dni, relacji wolontariuszy i publicznych sporów miasto jest gotowe przyznać, że problem istnieje nie tylko w internecie, ale także za bramą placówki. Na razie odpowiedź brzmi: nie w ten sposób.
6 marca miasto oficjalnie poinformowało radnego Łukasza Krzywickiego, że „na obecnym etapie Miasto Chełm nie planuje powierzenia prowadzenia schroniska spółce MPGK”. Tyle. Bez szerszej analizy, bez publicznego odniesienia do argumentów z interpelacji, bez mapy drogowej zmian.
A przecież jeszcze wcześniej, 27 lutego, wiceprezydent Radosław Wnuk przekazał radnemu, że z powodu „złożoności tematu” odpowiedź nie może zostać udzielona w ustawowym terminie i zostanie przesunięta do 6 marca. Ostatecznie po tym czasie nadeszła odpowiedź wyjątkowo zwięzła.
Interpelacja po mroźnym styczniu
Interpelację złożono 10 lutego. Radny Łukasz Krzywicki, przewodniczący Komisji Rodziny, Zdrowia i Ochrony Środowiska, przekonywał w niej, że temat schroniska od miesięcy budzi ogromne emocje mieszkańców, a on sam widział sytuację na miejscu. Wskazywał, że problem nie jest wyłącznie medialny i proponował rozwiązanie przejściowe: powierzenie administrowania schroniskiem MPGK, przynajmniej do czasu powstania nowego obiektu.
W swojej interpelacji podkreślał także, że takie rozwiązanie miałoby wsparcie organizacji społecznych. Dwa stowarzyszenia zadeklarowały gotowość pomocy w wolontariacie, adopcjach i działaniach prozwierzęcych, jeśli tylko zmieni się model zarządzania.
Krzywicki argumentował, że to mogłoby uspokoić sytuację, uporządkować procedury i zwiększyć nadzór nad placówką. Miasto tej drogi jednak nie wybrało.
Jedno zdanie, duże emocje
Po otrzymaniu odpowiedzi radny nie krył rozczarowania. W mediach społecznościowych napisał, że przyjmuje ją „z dużym żalem i poczuciem bezradności”, bo skoro sprawa była przedstawiana jako złożona, można było oczekiwać czegoś więcej niż zdawkowej odmowy.
To właśnie ten rozdźwięk najmocniej uderza w całej sprawie. Z jednej strony urząd sygnalizuje, że temat wymaga dodatkowego czasu. Z drugiej – końcowa odpowiedź nie przynosi właściwie żadnego rozwinięcia. Nie ma w niej analizy przedstawionych argumentów, nie ma odniesienia do zgłaszanych zastrzeżeń, nie ma też choćby sygnału, że rozważano alternatywne warianty.
Miasto uspokaja, mieszkańcy pytają
Wcześniej, 6 lutego, do sprawy odniósł się w mediach społecznościowych I zastępca prezydenta Chełma, Radosław Wnuk. Zapewniał, że odwiedził schronisko i sprawdził warunki, w jakich przebywają psy. Twierdził, że zwierzęta są karmione zgodnie z przepisami, a internetowy obraz placówki jest – w jego ocenie – „daleki od rzeczywistości”.
Wiceprezydent tłumaczył też, że psy otrzymują m.in. produkty pokonsumpcyjne z przedszkoli, które mają być świeżymi posiłkami przygotowywanymi tego samego dnia i zgodnymi z prawem. Podkreślał przy tym, że pracownicy wykonują trudną codzienną pracę, a źródłem problemu bezdomności zwierząt jest przede wszystkim ludzka nieodpowiedzialność.
Tyle że w przestrzeni publicznej od tygodni funkcjonuje także drugi obraz: zamarznięta woda, niewielka ilość słomy, psy stojące w śniegu, karmienie „na pokaz”, brak nocnego nadzoru, opóźniona pomoc weterynaryjna i adopcje, które według części relacji mają przebiegać zbyt powierzchownie. Z tych dwóch narracji miasto wyraźnie staje po stronie obecnego modelu.
Noc zaczyna się po 16.00
Sprawa schroniska tak mocno porusza mieszkańców właśnie dlatego, że dotyczy czegoś bardzo konkretnego i bardzo codziennego. Po godzinie 16.00 placówka przestaje działać w trybie stacjonarnym. W sporze o warunki bytowe zwierząt ten fakt wraca nieustannie – zwłaszcza zimą i latem, gdy pytania o wodę, temperaturę i realny nadzór stają się najostrzejsze.
Wolontariusze i społecznicy twierdzą, że problem nie sprowadza się do jednej interwencji ani jednego filmu z mroźnego dnia. W ich ocenie chodzi o głębszy kryzys organizacyjny i zarządczy. Dlatego właśnie propozycja przekazania schroniska MPGK miała być czymś więcej niż politycznym hasłem – miała być próbą wyjścia z impasu.
Przetarg, pieniądze i pytania bez odpowiedzi
Przed miastem i tak stoi decyzja, której nie da się odłożyć. W najbliższym czasie powinien zostać ogłoszony nowy przetarg na realizację zadania „Ochrona zwierząt na terenie miasta Chełm w latach 2026–2027”. Na dzień publikacji informacji postępowanie jeszcze nie zostało ogłoszone.
Nie wiadomo również, czy samorząd zdecyduje się zwiększyć finansowanie. Na 2026 rok na opiekę nad bezdomnymi zwierzętami zaplanowano niespełna 350 tys. zł, czyli kwotę, którą wielu krytyków uważa za zbyt małą, by mówić o trwałej poprawie standardów.
To oznacza, że mimo urzędowej odmowy kluczowe pytania pozostają otwarte. Czy w nowym przetargu pojawi się ktoś inny? Czy model prowadzenia schroniska rzeczywiście pozostanie bez zmian? I czy miasto zamierza odpowiedzieć na społeczne oczekiwanie większej przejrzystości?
Spór się nie kończy
W całej tej historii najbardziej uderza kontrast między temperaturą społecznego sporu a chłodem oficjalnej odpowiedzi. Jedni mówią o hejcie, przesadzie i polityce. Drudzy o bierności, wygodzie i braku realnej woli zmiany. Pomiędzy nimi pozostają zwierzęta, które – jak zauważają społecznicy – nie zabiorą głosu na sesji rady, nie napiszą posta i nie złożą interpelacji.
Dlatego decyzja miasta nie zamyka sprawy. Raczej ją zaostrza.
Bo kiedy przez tygodnie słyszy się o „złożoności tematu”, a na końcu dostaje jednozdaniową odmowę, mieszkańcy mają prawo zapytać, czy naprawdę chodziło o analizę problemu – czy tylko o przeczekanie emocji.














Komentarze