Mateusz próbuje dopytywać o zbawienie dla wszystkich.
KACMAJOR: - Słuchaj, jeżeli pan Bóg stworzył tą ziemię, taką jaka jest… To co Norwid kiedyś pisał – tak niemistrzowską zrobioną… Kumasz? Ona nie była idealna. Jeżeli ziemia nie była idealna, to ludzie na niej nie mogli być idealni. I pan bóg musi ich rozgrzeszyć. Musi! Musi i już! Bo stworzył ziemię, na której zapanował grzech. A wiedział, że ten grzech będzie. Że Adam i Ewa trochę tam narozrabiają, a potem to przejdzie na wszystkie pokolenia… Nie ma się co martwić, bóg jest fajny gość. Kuma czaczę, rzekłbym. Oj, zdzwiony będziesz jeszcze w tym życiu strasznie.
Mateusz dopytuje, zwracając się do Kacmajora per „pan”. Ten irytuje się tą formą. Wolałbym na „ty”.
KACMAJOR: - Ja ci tego pana zaraz wybije głowy. Jeżeli ja potrafię leczyć, to ja potrafię kaleczyć. Hehehe. Będziesz mi tu panował… „Nie nazywajcie nikogo panem. Jest jeden pan”. Ja do nikogo nie mówię „pan”, bo ja mam jednego pana – w niebie. Wiesz, ja cię tam nie straszę, że ja ci tam jakąś chorobę zrobię, bo nie zrobię, bo ja nie jestem idiota. Ale zdarzało się, że zrobiłem.
Po chwili Kacmajor rozpoczyna wątek sprawiedliwości i kary za grzechy.
KACMAJOR: - Wojny… Ktoś ginie, ktoś idzie na wojnę, ginie, ktoś inny nie ginie. Komuś cegłówka na głowę spada i on umiera. Nie ma przypadków. Przypadki nie istnieją. Wszystko jest przyczynowo-skutkowe. Jeżeli jest skutek, musi być przyczyna. Jeżeli ktoś choruje na raka, to jest przyczyna. Jeżeli ktoś ma np. chore zatoki, to też za coś. Każdy organ w ciele odpowiada za coś. Na przykład wątroba odpowiada za dzielenie się. Bo ona rozdziela tam to wszystko, co jesz, co trawisz. Żołądek tam za materialność, wszystko, wszystko, wszystko odpowiada za coś. Tak że ja wiedziałem, czym oni grzeszyli i dlaczego to dostali. Kiedyś taka kobieta przyszła w Gdyni. I tam wiesz, jeden z tych moich ludzi był, nakładał jej ręce, a ja z tyłu siedziałem. I tak sobie myślę o niej, myślę, co to za człowiek. A ona coś tam miała z tymi babskimi sprawami, syf jakiś totalny. To ja jej mówię: „Dziecko drogie, przestań ty, ku*wa, grać w tych filmach pornograficznych, bo zdechniesz, ku*wa, na to co ty tam masz”. Ku*wa, szok. Kobieta wstała i wyszła. Takich przypadków to było dużo. Z policją, z SB, tam przychodzili… Zbadać, co ja wiem, czego ja nie wiem. No, to się dowiadywali szybko, co ja wiem. Kto oni są, co oni tu robią, po co robią, czego chcą ode mnie. Chcieli zabić mnie? Aresztować?
Kacmajor kontynuuje, nie dając Mateuszowi szans na dojście do słowa.
KACMAJOR: - Takich przypadków to były setki, może tysiące. Ale się uratowała kobieta. Wiedziałem, że ona przestanie to robić. Takiego szoku doznała, że ktoś wie coś takiego o niej… że więcej tego nie zrobi. A była żoną, matką… Tam jednej córeczki. Się dała wrobić w g*wno, totalne… Gdynia to było fajne miejsce, bo tam dużo było takich… Moja siostra mieszka w Gdyni. Pewnego dnia mówi: „Bogdan, chodź, ja mam takich znajomych, małżeństwo takie. Facet taki bogaty strasznie. I żona tego faceta jest schizofreniczką i cały czas twierdzi, że tam jakieś podsłuchy są… Jak to schizofrenicy, wymyślają sobie różne rzeczy. Weszliśmy tam do mieszkania, podszedłem do niej, pytam: „Od dzisiaj żadnych podsłuchów nie będzie! Koniec z podsłuchami!” Ona mówi: „Tak? Dziękuję bardzo!” Hehehehe. I od następnego dnia żadnego podsłuchu już… Ze schizofrenikami to ileś takich było fajnych przypadków. Prosili, żeby złe duchy z nich wygonić. Mówię: Nie ma żadnych złych duchów, ty jesteś zły duch. Żaden duch cię nie opanował, ty jesteś taki skur*iel. To wszystko, co myślisz jest twoje, nie przychodzi z zewnątrz, tylko twoje. Ja mogę ci to zabrać, ale musisz wiedzieć, że to wszystko jest twoje. No… i zabierałem. Szajbę. Och, ile takich przypadków… Od cholery. Wiesz, jak tam waliło 1000 osób dziennie… no może 700, tam w tej Kruszewni, to zawsze kilka takich przypadków dziennie, odjazdów takich psycho… psychofizycznych. Z narkomanami było to samo. Przywoziłem ich sobie z Warszawy. Pamiętam taką dziewczynę, wiesz na takim dnie, totalnym. Brudna, zasyfiona, siedziała taka na tym dworcu i tylko czekała, żeby jej ktoś tam złotówkę czy dwa rzucił, żeby mieć na działkę znowu. Mówię „chodź tu do mnie, pojedziesz ze mną do mnie i szlus”. Ona mówi: „Dobrze”. Wyobraź sobie – przekroczyła próg domu i wszystko przeszło… Wielu było takich. Nic, ku*wa, żadnej narkomanii, żadnych odlotów. Nic! Zero! Normalny człowiek, można było pogadać, pośmiać się, pobawić. A zabawy zawsze było tam dużo. A że pieniędzy było dużo, to i zabawy były huczne. Zawsze wina dużo… Wódki nie! Bo ja wódki to nie bardzo. No i zawsze wino, może jakieś piwko. Jakieś dziwne żarcia, wtedy w Polsce w ogóle prawie niedostępne. Jakieś kałamarnice, jakieś tam dziwne historie. Fajnie było, naprawdę to był fajny okres. Dla tych ludzi też. Miło było. Nie dla wszystkich. Bo tam stawiali niektórzy… Ale generalnie było nieźle. Nie, to wszystko trzeba spisać, żeby to była prawda. Ja nie mam zamiaru ukrywać swoich grzechów. Wszystko zostanie dokładnie opisane, bez względu na to, jak to z zewnątrz wygląda. Bez bajery i bez kłamstwa. Będzie o seksie, będzie o narkotykach, będzie o wszystkim. Dlaczego się rozeszliśmy, dlaczego się połączyliśmy. Dlaczego tyle dzieci mam na przykład? Dużo… Sygitowicz zna moją historię dobrze. Tymon też, bo bywał u mnie i ja jeździłem z nim na koncerty. Z Sygitowiczem zresztą też.
- Nie wiedziałem, że pan miał tyle żon…
KACMAJOR: - No trochę miałem, parę. Nie za dużo… A w sam raz. Hehehe. Poczekaj… Halina była, Małgorzata była i Grażyna. No i taka konkubina na koniec, z którą mam dwie córki, które tutaj mieszkają. A reszta dzieciaków w Polsce. Chłopaki… Ile ich tam jest? Siedem! Dziewiątka razem. No, dziesiątka, bo tam jeszcze jeden chłopak jest z Małgorzatą… Małgorzata, co za kut*sem ciągle lata… Chucliwa była…
Kacmajor odpala kolejnego skręta i kontynuuje.
KACMAJOR: - Ku*wa, jak ja to opiszę, to ludziom gały wyjdą… Będzie o seksie. Jaki ten seks był – dobry, zły.
- A co to znaczy, że huczliwa?
KACMAJOR: - Chucliwa! Chuć! Od chuci! W łóżku była dobra, rozumiesz! A tak to była paskuda. Tak że żeśmy się tam… Ja szybko zrezygnowałem z tego towarzystwa. Ja mieszkałem w Elblągu wtedy i tam leczyłem. Potem kupiłem sobie chałupę pod tym Morągiem. Zbudowałem tam poczekalnię. Ona mówi „nie”! Ona nie chce tam mieszkać! To se mieszkaj, pi*do. Kupiłem jej mieszkanie i „mieszkaj sobie, gdzie chcesz”. Wiesz, jak ktoś chce odejść, to niech idzie. Na siłę go nie zatrzymasz. A poza tym tam nie było miłości żadnej. Nie było fajności, przytulańska miłego. Nie było. Takie tam, byle co było. No, to jak jesteś byle co to… trza to rozpieprzyć, bez względu na jakieś konsekwencje. Ale konsekwencji nie było żadnych, więc w porządku wszystko… Jest, co pisać! Trochę zacząłem już… Ja nie lubię w dzień pisać, nie lubię malować w dzień, nie lubię robić kolaży… Nie lubię. Lubię robić różne rzeczy. Przez jakiś czas w Polsce byłem aktorem… Gdzieś tam rysowałem… No, doświadczenie mam. We wszystkim. Mogę występować na scenie, nie mam żadnych problemów z tym. Ani z głosem, ani z dykcją. Dykcję mam dobrą.
Kacmajor nagle zmienia temat.
KACMAJOR: - Tak że no, żyje mi się tu dobrze. Kasę dostaję od państwa. Mieszkanie mam za darmo, nie płacę za nic, za elektryczność nie płacę, za gaz nie płacę. Za nic! Jeszcze mi ponad 700, prawie 800 funtów dają miesięcznie. Tyle, ile tutaj najmniej zarabiają ludzie. Jeszcze teraz wyrównanie dostałem za prawie rok, bo mi przez rok nic nie płacili. Bo starałem się tutaj… nie o rentę, tylko o… pension. Emeryturę.
Kacmajor mówi o kulisach walki o świadczenie emerytalne w Wielkiej Brytanii. Opowiada o swoim „smutno-szarym” socjalnym mieszkaniu. Nie podoba mu się, ale darowanemu koniowi w zęby się nie zagląda. Narzeka też na angielską architekturę.
KACMAJOR: - Trochę mam tu swoich prac różnych, starszych.Teraz się będę brał za robienie nowych. Tam proponują mi taką wystawę w Lublinie dużą. Tak że zjadę może, tę wystawę zrobię przy okazji.
- Kiedy mniej więcej to by było? – dopytuje Mateusz.
KACMAJOR: - Mniej więcej to by było… na początku przyszłego roku. Do marca chciałbym. Znaczy… przyjadę no. Bilety tanie jak psi ch*j. Tu można bilet do Polski kupić za 9 funtów… z jakimś tam wyprzedzeniem dużym. Ale 9 funtów to wiesz, taksówka drożej.
Po chwili Kacmajor znów podkreśla, że żyje mu się dobrze.
KACMAJOR: - Sam też nie jestem, bo mam dwie córy i tą eks, która tu przychodzi, posprząta, jakieś tam jedzenie polskie przyniesie, jakieś ciasto mi upiecze.
- To ona Polką jest?
KACMAJOR: - Polka, Polka. Bo ona też tam w sekcie była. Się tam we mnie zakochała, tam takie… „Dobra, to będziemy razem sobie”. Póki co jest w porząsiu. Nie ma problemu.
Kacmajor wyjaśnia, że między nim a byłą partnerką nie ma złej krwi, jak to często bywa po rozstaniach.
KACMAJOR: - Mam dzieciaki, chodzę z nimi na basen, do kina, wiesz, jakieś wesołe miasteczko, do knajpy. Do tureckiej knajpy na dobre żarcie, takie naprawdę tureckie. Do włoskiej na włoskie żarcie, bardzo dobre.
Wywód schodzi na kulinaria. Kacmajor narzeka na angielskie jedzenie, do którego ciężko było mu się przyzwyczaić.
- To ile to już? Z 10 lat…?
KACMAJOR: - W Anglii? 11! Pod koniec sierpnia żeśmy tu przylecieli. No… Zdążyłem tu już w więzieniu posiedzieć, tak że wiesz, wszystko jest ok. Znaczy w areszcie. Do sprawy siedziałem. Później zostałem uniewinniony i wszystko jest ok. Hehehe. Taka głupia sprawa była, śmieszna. Sędzia mówi: „to my pana uniewinniamy”. Ok, ku*wa, wszystko w porządku, thank you very much, see you later. Nie no… Tu zupełnie inny kraj jest, inni ludzie, inny kraj. Uprzejmi są ci ludzie.
Kacmajor opowiada jeszcze trochę o swoim życiu w Anglii i zmierza do końca ponad godzinnej rozmowy. Mateusz przerywa i pyta:
- A jeśli mogę zapytać… Czy żałuje pan, że to się tak rozpadło?
KACMAJOR: - Nie! Nie, nie, nie! Nie żałuję niczego w życiu, co mnie spotkało. Nie żałuję niczego, co zrobiłem. Bo zawsze w tym, co chciałem robić, byli ludzie. Pomoc. Pomoc ludziom. Wydźwignięcie ich. Tak że wiesz, to co ja myślę o tej kapeli – to jest taka pomoc wam, żebyście mogli pójść w taką górę, jakiej sobie nawet nie wyobrażacie. Poczułem do ciebie sympatię…
- Dobra, to jak pan coś tam napisze ciekawego do tej książki, to ja chętnie poczytam.
KACMAJOR: - Oczywiście, dostaniesz. To nie bój się. Mam ileś osób, do których to będzie leciało. Okej? Pstryk i leci! Może to być też na żywo. Można sobie zrobić taki pokój. Z kilkoma osobami. Np. z tym… Tymańskim. Z kimś jeszcze, z kimś jeszcze. Żebyśmy sobie już o tej grupie pogadali. Nie wiem, czy ten Milo Kurtis żyje, ku*wa. On już taki starawy, starszy ode mnie. Muszę poszukać go. Ale to jest geniusz, ku*wa, naprawdę, gitary. Wszystko zagra! Czy deszcz, czy mgłę, co chcesz! No, taki ma dar…
Kacmajor rozwija wątek muzyczny. Opowiada o Kurtisie, Nadolnym, Urbaniaku, Stańce. Ten ostatni miał się go bać, bo słyszał coś o sekcie. Ba, w ramach dygresji guru „Nieba” rzuca, że Grażyna Łobaszewska chciała za niego wyjść, ale on nie chciał. Wraca do wątku o Stańce. Mówi, że niesłusznie się go bał, bo jego misją było pomaganie ludziom, a nie szkodzenie.
KACMAJOR: - No czekam teraz, na przekaz taki, pieniężny… Wiesz, na ile?
- Na ile?
KACMAJOR: - Dwa miliony funtów. W przyszłym tygodniu powinien być. Fajnie nie?
- A to za co?
KACMAJOR: - Nie za co, tylko po co. Za co? Za nic. Po co? Żebym dom kupił i jakiś samochód. Solidny taki. Gdzieś tu na wsi szukam, ale na razie nie bardzo mi się podobają te domy.
Kacmajor wspomina, że chciałby przerobić jakieś stare, pofabryczne wnętrze na przestrzeń mieszkalną. Nie mówi jednak, skąd nagle miałby mieć 2 miliony funtów.
KACMAJOR: - Syn jest architektem, żona jego jest architektem, tak że będą mieli pracy trochę. Heheheh! Fajnie! Dam im robotę. Zarobią sobie tam, paręset tysięcy funtów. Na całe życie prawie…
- A mogę jeszcze zapytać… Bo znalazłem książkę. Autorstwa „Keller” – nazwisko. On napisał coś o sekcie.
KACMAJOR: - Nie znam. Nigdy taki ktoś nie był w sekcie…
- Aha. To chciałem zapytać…
KACMAJOR: - Może on był, ale jeżeli coś tam napisał, to pod fałszywym nazwiskiem. A co tam jest prawdą, a co nie, to się przekonasz, jak mnie poznasz tak dobrze. Ja nie neguję tego, że tam coś może być, jakaś prawda… Część. Tylko to jest jego patrzenie, na to, co się tam działo. Ja podejrzewam, kto to jest. Bo tam do mnie jakaś wiadomość kiedyś dotarła, że coś się ukazało. I od razu pomyślałem o kimś, kto tam był i wiedziałem, że to jest fałszywe nazwisko. A jak ktoś pisze pod fałszywym nazwiskiem, to już wiadomo, o co chodzi. Bo ja będę pisał pod swoim. Ja nie będę się ukrywał. Kacmajor to Kacmajor. Bogdan Stanisław Kacmajor. Sekta i tak dalej. Wszystko zostanie opisane. Wszystko.
- Kiedy się spodziewać mniej więcej?
KACMAJOR: - Chyba do marca przyszłego roku. Postaram się to zebrać do kupy. Tych rzeczy, które się działy, jest tak dużo w moim życiu. Bo to i ta Galeria EL, Laboratorium Sztuki na początek, później teatr, w którym ja tam grałem i reżyserowałem i… robiłem wystrój cały ten. No i tam dalej – sekta, później kobiety, później dzieci… Później tu Anglia, też jest co opisywać, bo tu się też dużo działo. Tak że jest tego od cholery! Ale nie chcę się tam rozpisywać. Nie wiem jeszcze, jak to będzie do końca wyglądało. Czy to jakieś będą rozdziały, czy to będzie ciągłość jakaś. Taka rzeka. Że będzie sobie tam można wracać do różnych rzeczy, analizować to, wracać. Dużo będzie z Pisma Świętego. Nie tekstu, tylko takie – co to tam ktoś napisał i co to znaczy, co on napisał. Co Chrystus powiedział, a czego nie powiedział. Co apostołowie mówili, a czego nie mówili. Jacy byli królowie Izraela i dlaczego. Jak to było z tymi prorokami wszystkimi. I tam wszystko, wszystko, wszystko. Wiem, że to będzie fajne w czytaniu. Bo to będzie taka rzeka. Jakbyś czytał poezję. Że to płynie. Chcę, żeby to płynęło.
Kacmajor zaczyna cytować „Moją Piosnkę” Norwida.
KACMAJOR: - „(…) Tęskno mi panie!” I ch*j. Tęskno mi do Polski, tęskno. Bo to fajny kraj, fajni ludzie.
- Piłsudski kiedyś inaczej powiedział.
KACMAJOR: - A niech nie pi***oli. Wiem, co powiedział. Znam te teksty. Sam był kawał ch*ja i tyle. Że tam doprowadził do wyzwolenia… Bitwa Warszawska i tak dalej. No, ok. Ale on sam jako człowiek nie był najlepszy. Nie był. Ja mu nic nie zarzucam. On nie żyje akurat. Niech sobie nie żyje. Nie miałbym do niego zaufania, gdybym się z nim spotkał. Nie ma we mnie zaufania do niego. No i tyle. Już wolałbym z Kościuszką pogadać.
Mateusz przerywa, mówiąc, że w Polsce już północ. Panowie się żegnają i umawiają na kolejną rozmowę. Ta nigdy nie następuje.














Komentarze