Lublinianki powinny wysłać gratulacje i gorące podziękowania do Piotrkowa Trybunalskiego. Tamtejsza Piotrcovia w środę bardzo niespodziewanie wygrała w Lubinie aż 27:20. Dzięki temu drużyna Pawła Tetelewskiego w sobotni wieczór może wskoczyć na fotel lidera. Warunek jest jeden – musi wygrać w Gnieźnie.
Enea MKS ma na koncie cztery porażki z rzędu. Ostatnio przegrała po rzutach karnych z... Piotrcovią. Z kompletu punktów najbliższe rywalki PGE MKS El-Volt cieszyły się dawno, bo 31 stycznia, kiedy pokonały na wyjeździe Tauron Ruch Szczypiorno Kalisz 32:24.
– Na razie nie myślimy o meczu z Zagłębiem, skupiamy się na Gnieźnie. To dla nas ważny mecz i trzeba w nim wykonać dobrą robotę, żeby później się przygotować na środę. Na spotkania Lublin – Lubin wielkiej mobilizacji jednak nie trzeba, bo to już jest w głowach. Powtarzam jednak: najpierw Gniezno, a potem Lubin – przekonuje Paweł Tetelewski.
A jak szkoleniowiec ocenia najbliższego rywala? Ekipa z Gniezna ma na koncie 28 punktów i zajmuje piąte miejsce w tabeli.
– To gorący teren, zawsze ciężko nam się tam grało. Musimy pewne rzeczy poprawić, ale po analizie meczu z Kobierzycami. Uważam, że w obronie nie było źle. Było jednak widać, że przerwa na reprezentację trochę nas rozstroiła. Tego zgrania, tempa w ataku troszeczkę nam zabrakło. Zespół z Gniezna chyba oddaje najwięcej rzutów z drugiej ligi. Silnymi punktami są rozgrywające, obrotowe, w bramce Ola Hypka też ma bardzo udany sezon. Trzeba być w pełni skoncentrowanym. Zrobimy wszystko, żeby wygrać i przywieźć do Lublina punkty, które są dla nas bezcenne – zapewnia opiekun zespołu z Lublina.
W dwóch dotychczasowych spotkaniach z Enea MKS dwa razy wygrywały Aleksandra Rosiak i jej koleżanki. Na wyjeździe 29:25, a u siebie 29:27. Z kolei w rywalizacji Lublin – Lubin na razie jest remis 1:1. Obie ekipy wygrywały u siebie – KGHM MKS Zagłębie 33:29, a w hali Globus było 34:28














Komentarze