Część ulicy Mackiewicza została kilka lat temu wyremontowana i położono na niej asfalt. Jednak kilkunastometrowy odcinek przy bloku numer 23 nadal jest dziurawy jak ser szwajcarski.
- Z dojazdem do bloku jest tutaj spory problem. Droga jest wąska, więc ciężko jest się minąć z samochodem jadącym z naprzeciwka, szczególnie, że jest dużo zaparkowanych samochodów. Plus to, że są tu duże dziury, więc tak naprawdę trzeba jechać dobrym slalomem, a i tak na pewnym odcinku nie ma kawałka, żeby nie wpaść w dziurę, mniejszą czy większą - narzeka na drogę pani Monika, mieszkanka ulicy Mackiewicza.
Powodem takiego stanu rzeczy jest fakt, że odcinek ten nie należy do miasta, tylko do prywatnego właściciela. Jak przekazali nam mieszkańcy, kilka lat temu podczas remontu ulicy był plan, aby również na tym odcinku wylać asfalt, jednak nie zgodził się na to właściciel tego terenu.
- W 2022 roku ogłoszono przetarg na wykonanie tej drogi. Zaczęto pracę i w międzyczasie okazało się, że odcinek 49 metrów należy do właściciela prywatnego, który korzystając z prawa własności nie pozwolił na kontynuację prac. Następnie zostało wystosowane do Zarządu Dróg i Mostów pismo o wyjaśnienie. Wspólnota mieszkaniowa w 2023 roku zwróciła się o uregulowanie prawa własności tej drogi, ponieważ ta droga jest w stanie katastrofalnym. Mieszkańcy non stop mają zniszczone samochody - mówi Barbara Podsiadło, zarządca nieruchomości przy ulicy Mackiewicza - W 2024 roku, dokładnie 14 lutego, dyrektor Zarządu Dróg i Mostów napisał pismo, że Miasto Lublin podjęło działania zmierzające do uregulowania stanu własności nieruchomości na tym odcinku 49. metrów. I od dwóch lat nic się nie wydarzyło - dodaje Barbara Podsiadło.
Zapytaliśmy rzecznika Urzędu Miasta, dlaczego miasto nie wykupi tego terenu i nie wyremontuje ulicy. Niestety do momentu publikacji nie dostaliśmy odpowiedzi w tej sprawie.
Fatalnej jakości droga to jedno, ale trzeba też zaznaczyć, że praktycznie na całej długości ulicy nie ma latarni. A chodnik jest tylko na małym odcinku przy bloku numer 23.
- Mamy tutaj taką sytuację, że z klatki wychodzi się i jest od razu ulica. Nie ma chodnika, więc ludzie też nie mają, jak przejść, w związku z tym mieszkańcy idą po tej drodze. No i po prostu starsze osoby również mogą wpaść w tę dziurę, mogą sobie złamać nogę, jest po prostu niebezpiecznie - mówi o problemach związanych z ulicą Mackiewicza, pani Agnieszka, jedna z mieszkanek.
Sprawą nurtującą mieszkańców jest również, ich zdaniem, złe oznakowanie ulicy Mackiewicza. Około miesiąc temu przy wjeździe na ulicę Mackiewicza postawiono znak “Uwaga na skrzyżowania równorzędne” i ograniczenie prędkości do 30 km/h.
- Samo ustawienie znaków jest bardzo dziwne. Wskazuje się tutaj, że te wszystkie drogi są drogami równorzędnymi. W związku z czym, jadąc z góry od ulicy Związkowej w dół, powinniśmy przepuścić pojazdy, które wyjeżdżają z prawej strony. Natomiast samo postawienie znaków nie umożliwia takiego manewru, bo ulica, która ma 4 metry szerokości, nie pozwala na przepuszczenie pojazdów, które jadą z prawej strony - stwierdza pan Jarosław, mieszkaniec ulicy Mackiewicza.
Kilkadziesiąt metrów dalej jest zniesienie ograniczenia do 30 km/h, a pod nim znak D-40 “Strefa zamieszkania”.
Znak ten niesie za sobą jedną sprzeczność. Po pierwsze jest odwołanie prędkości minimalnej 30 km/h, czyli zniesienie tej prędkości, co sugeruje kierowcom, że jest prędkość 50 km/h, tak jak na każdej ulicy w mieście. Z kolei znak poniżej, czyli strefa ruchu wprowadza ograniczenie do 20 km/h. I tutaj bardziej sensowne byłoby ustawienie znaku ograniczenia do 20 km/h, jak gdyby przypomnienie, co za tym znakiem niebieskim się kryje, niż odwoływanie prędkości ograniczającej do 30 km/h. Tak pięciu kierowców na pięciu stwierdziło, że dla nich tam jest 50 km/h - kontynuuje pan Jarosław.
Problematyczny jest również wyjazd z parkingu przy siłowni “CUBE”. W pierwszej chwili kierowcy jadący od strony ulicy Związkowe mogą pomyśleć, że według oznakowania, powinni ustąpić przejazdu pojazdom opuszczającym “CUBE”. Jednak nie mają jak tego zrobić, ponieważ szerokość jezdni na to nie pozwala. Z tą sprawą zgłosiliśmy się do Urzędu Miasta. Jak się okazało to osoby wyjeżdzające z “CUBE” powinny ustąpić przejazdu pojazdom poruszającym się ulicą Mackiewicza.
- Wyjazd z działki, na której zlokalizowana jest siłownia „CUBE” znajduje się poza pasem drogowym drogi publicznej, na terenie prywatnym. W związku z tym, kierujących pojazdami obowiązują zasady ogólne Prawa o ruchu drogowym. Zgodnie z art. 17 ust. 1 i 2 tej ustawy kierujący pojazdem wyjeżdżający z drogi niebędącej drogą publiczną jest włączającym się do ruchu i zobowiązany jest zachować szczególną ostrożność oraz ustąpić pierwszeństwa innemu pojazdowi lub uczestnikowi ruchu. Takiego połączenia dróg nie oznakowuje się znakami ustalającymi pierwszeństwo przejazdu - informuje Monika Głazik z urzędu miasta.
Kolejnym problemem z jakim muszą mierzyć się mieszkańcy ulicy Mackiewicza jest nielegalne składowisko odpadów, o którym pisaliśmy już jakiś czas temu na naszej stronie internetowej. Najbardziej problematyczne są zużyte opony, które zostały podrzucone w to miejsce już jakiś czas temu. Wcześniej były one przykryte śniegiem. Teraz gdy śnieg stopniał spod niego wyłoniło się małe wysypisko. O to do kogo należy ten teren i kto odpowiada za uprzątnięcie tych odpadów zapytaliśmy w urzędzie miasta.
Z biura prasowego Ratusza dostaliśmy następującą odpowiedź:
- Teren, o którym mowa, nie należy do miasta, lecz jest działką prywatną, za którą odpowiedzialność ponosi jej właściciel. W związku z tym miasto nie jest upoważnione do sprzątania tej nieruchomości. Odpowiadamy za sprzątanie dzikich wysypisk znajdujących się wyłącznie na terenach miejskich.
Sprawę zgłosiliśmy Straży Miejskiej Miasta Lublin, która podejmie próby kontaktu z właścicielami działki. Mamy tutaj do czynienia z dzikim wysypiskiem, a opony prawdopodobnie zostały podrzucone bez wiedzy właściciela.
Z tą sprawą zgłosiliśmy się również do Straży Miejskiej. Dowiedzieliśmy się, że teren, na którym znajdują się opony ma czterech współwłaścicieli. Straży Miejskiej jak dotąd nie udało się do nich dotrzeć.
- Teren ten należy do czterech współwłaścicieli. Dwóch z nich jest z Lublina, dwóch z innej części Polski. Z osobami mieszkającymi w Lublinie próbowaliśmy skontaktować się osobiście, jednak nie zastaliśmy ich pod adresami podanymi w dokumentach. Wysłaliśmy korespondencję z nakazem posprzątania terenu. Współwłaściciele mają na to czas siedmiu dni od przyjęcia tej korespondencji - powiedział rzecznik prasowy Straży Miejskiej w Lublinie Robert Gogola.
Trudno więc liczyć na to, że opony w najbliższym czasie zostaną posprzątane. Nie są one przecież wielkim problemem dla właścicieli tego terenu, ponieważ właściciele najpewniej nawet o nich nie wiedzą. Cierpią na tym tylko mieszkańcy, codziennie zmagający się z problemami, które nie są nawet zależne od nich.













Komentarze