Koszykarska część Warszawy sprzyjająca Dzikom jest na pewno w euforii, bo w środowy wieczór ich pupile dokonali wielkiej rzeczy w rozgrywkach ENBL. To wprawdzie regionalne rozgrywki międzynarodowe, ale awans Dzików we wspaniałym stylu do Final Four musi budzić olbrzymi szacunek. Zwłaszcza, że warszawianie w ćwierćfinale wyeliminowali potężny Iraklis Saloniki. Wygrali zarówno u siebie, jak w i w Grecji, gdzie panowała naprawdę gorąca atmosfera. Miejscowi kibice robili, co mogli, ale Dziki nie uległy presji i wyeliminowały greckiego potentata.
Ten rezultat może ponieść zespół ze stolicy, ale może być też pewnego rodzaju pułapką. Rozprężenie związane z odniesieniem ważnego celu i potężne zmęczenie spowodowane walką w Salonikach oraz powrotem do Polski może działać na korzyść PGE Startu, z którym warszawianie zagrają już w sobotę.
Z drugiej strony jednak klub z Lublina ma olbrzymie kłopoty kadrowe. Do końca sezonu z przyczyn zdrowotnych wyłączeni są Roman Szymański i JP Tokoto. Po niedzielnym spotkaniu ze Śląskiem lista zawodników na zwolnieniach lekarskich wydłużyła się o kolejne dwie pozycje. Conner Frankamp doznał urazu stawu skokowego, a leczenie potrwa jeszcze kilka dni. Z kolei Filip Put naderwał mięsień w udzie i też w stoicy jeszcze nie zagra.
Obaj gracze kontuzji doznali w trakcie ostatniego meczu we Wrocławiu, co rzutowało na wynik spotkania. Przypomnijmy, że PGE Start przegrał to spotkanie po dogrywce 91:98.
– Nie graliśmy źle. Nie poddawaliśmy się, ale zabrakło nam w końcówce chłodnej głowy. Nie można mówić o taktyce, bo byliśmy przygotowani na różne sytuacje. W momencie kiedy nie mamy dwóch zawodników, a w trakcie meczu wypada dwóch kolejnych, to grę trzeba uprościć. Chyba za bardzo chcieliśmy zamknąć ten mecz rzutami za trzy i to się zemściło. Jak atakowaliśmy obręcz to mieliśmy dużo więcej profitów, niż jak rzucaliśmy trudne rzuty. W założeniach chcieliśmy ograniczyć punkty z szybkiego ataku Śląska. W pierwszej połowie to nam się udało. Gorzej było ze zbiórkami, ale to jest wynik tego, że brakuje nam rozmiarów. Graliśmy w pierwszej połowie mądrze i z dużym zaangażowaniem. W drugiej części meczu prezentowaliśmy się już gorzej – podsumował mecz Wojciech Kamiński.
Najbliższy przeciwnik czerwono-czarnych, czyli Dziki nie są aż tak fizycznym zespołem, chociaż w składzie mają kilku silnych koszykarzy jak chociażby Łukasz Frąckiewicz. Bezapelacyjnym liderem jest jednak Landrius Horton. Amerykanin średnio w meczu zdobywa ponad 20 punktów. Groźny jest także rozgrywający z USA Darnell Edge. PGE Start zdążył się już w tym sezonie przekonać o sile Dzików. W pierwszej rundzie w hali Globus zespół ze stolicy wygrał aż 101:76.
Sobotni mecz w stolicy rozpocznie się o godz. 15.30. Jego transmisja będzie obecna na portalu YouTube.














Komentarze