Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama
Reklama
Tylko u nas

Zrobieni w wiatrak. „Zaciągnęli na nas kredyt, nie dali niczego”

- Oszukali nas – żalą się pani Ewa i pan Jakub. Starsze małżeństwo ze Skorczyc dało namówić się na budowę wiatraka, farmy fotowoltaicznej i magazynu energii. Firma D&W Projekt podpisała z nimi umowę na dzierżawę gruntu i zachęciła do wzięcia kredytu. Ten spłacany miał być z dofinansowania, którego nie dostali, bo nie ma wiatraka. Nie ma też farmy, magazynu, pieniędzy z dzierżawy. I niczego innego. Przychodzą tylko raty kredytu. Sprawą zajmuje się policja.
Zrobieni w wiatrak. „Zaciągnęli na nas kredyt, nie dali niczego”
Zdjęcie pola w Skorczycach - JM. Wiatrak, który nie powstał - Gemini Google AI

1.

Ewa ma sześćdziesiąt osiem lat. Jakub dawno przekroczył siedemdziesiątkę. Chcą zachować anonimowość, zmieniliśmy ich imiona. Mieszkają w Skorczycach. Wsi niedaleko Urzędowa. Pół godziny jazdy autem od Kraśnika. 

Wychodzę z busa na przystanku pod remizą lokalnej Ochotniczej Straży Pożarnej. Pani Ewa już na mnie czeka, za kilka minut zatrzymujemy się pod jej domem. Po posesji spacerują kury, przy drodze rozciąga się linia wysokiego napięcia, z tyłu stoi stodoła, po horyzont rozciągają się pola. 

2.

W internecie wpadli na ogłoszenie D&W Projekt. Firma z Kielc szukała działek pod budowę farmy fotowoltaicznej i magazynu energii. Ewa zadzwoniła, poproszono ją o numer działki, musiała spełniać określone warunki. Instalacje tego typu stawiać można bowiem tylko na gruntach ornych o klasie bonitacyjnej IV, V lub VI.

Działka Ewy i Jakuba się nadawała, teren zewsząd nasłoneczniony, w pobliżu do tego ta linia wysokiego napięcia. Przyjechał przedstawiciel D&W Projekt. Jan Pawłowski, tak się nazywał, obejrzał działkę, potwierdził, że spełnia wszystkie wymagania, zaproponował budowę małej elektrowni wiatrowej tuż obok domu. 

- Mówił, że będzie to korzystne dla obu stron. My mielibyśmy niższe rachunki za prąd. Firma płaciłaby niższe podatki. Początkowo nie byliśmy do tego wiatraka przekonani, ale w końcu się zgodziliśmy, zwłaszcza że obiecał, że firma złoży wniosek do Funduszu Ochrony Środowiska o dotację dla nas – mówi pani Ewa.

3.

28 sierpnia 2025 roku spisana została umowa. Pawłowski z D&W Projekt nazywany jest w niej „Wykonawcą”. Rozpoczęcie montażu wiatraka zaplanowane było na 15 września. Zakończenie prac na 15 października. 

Firma D&W Projekt na papierze zagwarantowała, że zapewni pani Ewie i panu Jakubowi otrzymanie dofinansowania z programu „Moja elektrownia wiatrowa”. W umowie czytamy, że w przypadku nieotrzymania dofinansowania D&W Projekt zobowiązuje się do zwrotu pełnej wartości wiatraka bez ponoszenia przez panią Ewę i pana Jakuba kosztów z tytułu odstąpienia od niej.

Łączna kwota obiecanego dofinansowania na magazyn energii i mikroinstalcji wiatrakowej wynosiła 47 tysięcy złotych.

4.

Pani Ewa i pan Jakub zgodzili się, żeby firma D&W Projekt na ich dokumenty i z ich upoważnieniem zaciągnęła kredyt. Pożyczka spłacona miała zostać z pieniędzy z programu „Moja elektrownia wiatrowa”.

- Uwierzyliście? – pytam.

- Tak, bo tak nam to przedstawiano. Wiatrak z magazynem energii miał kosztować około 47 tysięcy złotych i właśnie taką kwotę można było dostać z programu dotacyjnego. Kiedy przyszłaby dotacja z funduszu, spłacilibyśmy kredyt.

Jak wysoki kredyt?

- U mnie około 30 tysięcy złotych, u męża około 17 tysięcy. Razem z odsetkami wychodzi ponad 50 tysięcy.

5.

Przedstawiciel D&W Projekt przekonywał, że instalacja wiatraka trwa bardzo krótko, ledwie kilka dni, przywożą gotowe elementy, maksymalnie w ciągu miesiąca wszystko jest gotowe.

- Podpisaliśmy umowę 28 sierpnia. Pawłowski wziął nasze dane, dowody osobiste, numery kont, obracał nimi, złożył wniosek o kredyt. Ale przez pierwsze dwa tygodnie nic nie wskazywało na to, że coś jest nie tak – opowiada pani Ewa.

Czy wiatrak miał być duży? 

- Raczej niewielki. Miał stanąć za stodołą. 

Nie obawiali się państwo hałasu?

- Zapewniano nas, że nie będzie uciążliwy. Budowa miała zacząć się 15 września.

- I?

- Nikt się nie pojawił. Zaczęłam dzwonić. Czasem Pawłowski odbierał, czasem nie. W październiku dostałam z banku informację o racie kredytu. Ode mnie chcieli 682 złotych miesięcznie, od męża 389 złotych. Spanikowana zadzwoniłam na infolinię banku. Powiedziałam, że skoro nie ma instalacji, to dlaczego mamy spłacać kredyt? Usłyszałam, że jeśli kredyt został wzięty nieprawidłowo, to należy zgłosić sprawę i bank to sprawdzi.

6.

Jednocześnie pani Ewa i pan Jakub podpisali z D&W Projekt umowę na dzierżawę gruntu pod budowę i eksploatację farmy fotowoltaicznej i magazynów energii. Czynsz dzierżawny za grunt przeznaczony pod farmę fotowoltaiczną wynosił 32 tysięcy złotych rocznie. W przypadku budowy magazynu energii elektrycznej wzrastał do 67 tysięcy złotych za dwanaście miesięcy.

Firma D&W Projekt zobowiązała się do zapłaty czynszu za pierwszy rok dzierżawy w terminie dziewięćdziesięciu dni od podpisania umowy, niezależnie od etapu realizacji. Pierwsze pieniądze na konto pani Ewy i pana Jakuba wpłynąć miały 26 listopada 2025 roku. 

- Firma miała wydzierżawić ziemię na 28 lat. Obiecali, że przez pierwsze trzy lata będą płacić nam czynsz z góry – wspomina pani Ewa.

Dawno minął 26 listopada 2025 roku. Pani Ewa i pan Jakub nie otrzymali od D&W Projekt nawet złamanego grosza.

Pani Ewa skontaktowała się z Narodowym Funduszem Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej. Spytała, czy w jej imieniu złożono wniosek o dofinansowanie z programu „Moja elektrownia wiatrowa”. Z NFOŚiGW otrzymała odpowiedź, że żaden wniosek złożony nie został.

7.

W 2026 roku Santander Bank przysłał pani Ewie informację, że nie może odstąpić od umowy, bo minęło czternaście dni od jej zawarcia. Przekazał też, że firma Codestellation, która jest dysponentem kredytu, zapewnia, że jest w trakcie wykonywania usługi, ale obecnie panujące warunki uniemożliwiają jej instalację inwestycji. 

- Jaka firma Codestellation? – zastanawiała się pani Ewa.

Przecież podpisywała umowę z firmą D&W Projekt. Wydało jej się to podejrzane, ale zaraz sprawdziła, że Codestellation to też nowoczesne technologie OZE - fotowoltaika, pompy ciepła, magazyny energii, więc pewnie spółka współpracująca. 

Niedługo później Santander Bank skierował kolejne pismo w odpowiedzi na jej reklamację.

- Firma Codestellation przekazała nam informację, że doszło do porozumienia z klientem i montaż odbędzie się w ciągu czternastu-szesnastu dni – odpisał bank.

Pani Ewa z nikim do porozumienie nie dochodziła. Santander Bank kilkukrotnie podkreślał ponadto, że nie dostrzega powodów do anulowania kredytu, który został zawarty z opcją podpisu cyfrowego, za pośrednictwem SMS-a. Pani Ewa twierdzi, że żadnego SMS-a nie potwierdzała. Pani Jakub zresztą tak samo. 

8.

Zgłosili sprawę na policję w Kraśniku. Aspirant Marzena Sałata z tamtejszego komisariatu policji przekazuje nam, że funkcjonariusze prowadzili postępowanie sprawdzające w kierunku artykułu 286 § 1 kodeksu karnego z zawiadomienia pani Ewy, ale zostało one zakończone odmową wszczęcia postępowania przygotowawczego.

- Postanowienie o odmowie wszczęcia dochodzenia nie wymaga uzasadnienia - usłyszało małżeństwo ze Skorczyc.

9.

Na początku 2026 roku wreszcie odezwali się do nich z D&W Projekt.

- Sprawa dotycząca montażu turbiny wiatrowej oraz dostarczenia towaru jest obecnie w trakcie analizy. Ze względu na panujące warunki pogodowe oraz konieczność weryfikacji dodatkowych informacji i ustaleń, proces ten wymaga więcej czasu – przeczytali.

Czynszu za pierwszy rok dzierżawy na ich koncie wciąż nie ma. Dofinansowania z NFOŚiGW również nie. 

Należy przy tym wiedzieć, że w programie „Moja Elektrownia Wiatrowa” wniosek o dofinansowanie składa się po postawieniu i uruchomieniu wiatraka. O tym panią Ewę i pana Jakuba nikt z D&W Projekt nie poinformował.

10.

Anna Tymińska, menadżerka procesów operacyjnych z departamentu obsługi klientów indywidualnych i partnerów biznesowych w Santander Bank, odpowiedziała na kolejne zażalenia pani Ewy. 

- Sklep kontaktował się z klientem w celu uzgodnienia terminu montażu sprzętu skompletowanego pod indywidualne zamówienie klienta. Klienci dwa razy odmówili wykonania montażu i przyjęcia sprzętu. W dniu 24 lutego 2026 roku po uzgodnionym terminie dostawy towaru kurier nie zastał nikogo w domu. 

Pani Ewa kręci głową. Pod koniec lutego dostała telefon z D&W Projekt, że kurier jest w drodze. Dzień niespecjalnie jej pasował. Bo czemu tak znienacka? Ale i tak z mężem czekali. Nikt nie przyjechał.

11.

- Kontaktowała się pani z D&W Projekt?

- Tak, i z Codestellation również, wielokrotnie. Odbiera sekretarka. Bardzo miła. Zawsze mówi, że przekaże sprawę szefowi. Bo tego szefa nie ma albo ma akurat zebranie. Niezależnie od dnia czy godziny. Potem już nikt nigdy się nie odzywa.

- Spłacają państwo kredyt, tak?

- Tak, odkąd z banku zaczęły przychodzić wezwania. Nie mamy ani dnia zaległości. Nie chcieliśmy mieć komornika na karku. I tak z dnia na dzień zaczęłam uświadamiać sobie, że to oszustwo.

Kiedy to pani ostatecznie zrozumiała?

- Dopiero pod koniec roku, czekałam konkretnie do 19 grudnia. Później poszłam po darmową poradę prawną. Radca prawny powiedział, że powinniśmy odstąpić od umowy i zgłosić sprawę. Udaliśmy się na policję. Policja nas olała. Złożyliśmy reklamację w banku. Bank odmówił unieważnienia kredytu. Nie ma wiatraka. Nie ma farmy. Nie ma pieniędzy z dzierżawy.

12.

Proszę panią Ewę, żeby przy mnie zadzwoniła do Codestellation. Faktycznie odbiera sekretarka. Faktycznie jest bardzo miła. I faktycznie mówi, że szef na zebraniu.

Pani Ewa dzwoni więc do D&W Projekt. Tam też odbiera sekretarka. Również uprzejma. Ale znów nie pomoże, tym razem dlatego, że w pracy nie ma koleżanki z działu, który zajmuje się tego typu telefonami.

I w Codestellation, i D&W Projekt obiecują, że odezwą się za godzinę. Nikt oczywiście się nie odzywa. Ani za godzinę. Ani w ogóle.

13.

Pani Ewa wykręca numer Jana Pawłowskiego, przedstawiciela D&W Projekt, z którym 28 sierpnia 2025 roku podpisywała umowę.

- Chciałam zapytać, co z umową dzierżawy?

- Czy wysłała pani mapy?

- Wysłałam wszystko, mam mapy, ale chciałabym, żeby pan przyjechał osobiście. Mamy dużo do ustalenia.

Nie bywam w tamtych stronach.

- Boi się pan przyjechać? Dlaczego pan nas unika? To ważna sprawa.

- Mówię, nie bywam w tamtych stronach.

- Gwarantował pan dofinansowanie. Chcę kopię wniosku.

- Nie zajmuję się wnioskami.

- Sprawdziłam w Narodowym Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej. Nie było żadnego wniosku na mój PESEL.

- Nie wiem.

- Kto wziął kredyt?

- Nie wiem.

- Gdzie trafiły pieniądze z kredytu?

- Do firmy Codestellation. 

- Za co, skoro instalacja nie została wykonana?

- Za turbinę, której pani nie chce przyjąć.

- Nie chcę przyjąć? Jak to? A kiedy miała być wykonana instalacja? Od 15 września do 15 października! Czekałam do grudnia. Co zostało wykonane?

- Dostawa towaru.

- Kiedy była dostawa?

Zapada cisza.

- Nie wykonał pan żadnej umowy: ani dzierżawy, ani wniosku, tylko pobraliście kredyt. Jak on w ogóle został zautoryzowany?

- Dostała pani SMS z kodem.

- Kiedy? Proszę podać datę.

- W dniu podpisania umowy.

- To nieprawda. Na jaki numer przyszedł SMS? Bo na mój nie.

- Nie wiem.

- Skąd więc był kod? Miał go pan? Jakim sposobem?

Znów cisza. Pawłowski mówi coś o bilingach, potem się irytuje. Mówi, że zablokuje numer pani Ewy i się rozłącza.

- Bezczelny człowiek – złości się pani Ewa.

14.

Kilka godzin później sam dzwonię do Jana Pawłowskiego.

- Dlaczego właściwie jako D&W Projekt namawiacie klientów, w tym wypadku starszych ludzi, żeby podpisywali umowę na kredyt, który dopiero później będą mogli spłacić z dofinansowania? 

- A jak jest przy zakupie komputera? Najpierw płaci pan za komputer? Czy najpierw pan go dostaje i zarabia na nim, a dopiero potem płaci? Najpierw się płaci. Tu jest podobnie. Klient kupuje instalację, ma zapewnione dofinansowanie, a firma realizuje inwestycję.

- Dlaczego projekt nie został zrealizowany między 15 września a 15 października, choć do tego zobowiązaliście się w umowie?

Nie jestem osobą odpowiedzialną za kwestie instalacyjne. W sprawach dotyczących montażu trzeba pytać wykonawcę.

- Kto jest wykonawcą?

- D&W Projekt.

- To pan jest przecież przedstawicielem tej firmy.

- Nie, ja już nie pracuję w tej firmie.

- Nie pracuje pan?!

- Nie. 

- Dlaczego więc nadal zajmuje się pan tą sprawą? 

- Bo państwo do mnie dzwonią. To i odbieram telefony. 

- Jakie ma pan kompetencje, żeby rozmawiać z klientami D&W Projekt?

- To, że nie pracuję już w tej firmie, nie oznacza, że nie mogę… rozmawiać z klientami.

- Ale skoro pan nie pracuje w tej firmie, to dlaczego rości sobie pan prawo do udzielania informacji w jej imieniu?

- Pozostaję w kontakcie z biurem, choć formalnie już tam nie pracuję.

- Czy kiedy pracował pan jeszcze w firmie i zajmował się sprawą, składał pan wniosek o dofinansowanie z NFOŚiGW?

- Ja się tym nie zajmowałem.

- A gwarantował to pan w umowie. Dlaczego środki z dofinansowania nie trafiły do klienta?

- Czy jest pan pewien, że refinansowanie nie zostało wykonane?

- Takie informacje otrzymała pani Ewa z NFOŚiGW.

- Nie mogę tego w tej chwili potwierdzić. Jeśli dzwoniła do odpowiedniej instytucji i uzyskała taką informację, to zapewne tak jest. 

- Problem polega na tym, że instalacja nie została wykonana, turbina i instalacja fotowoltaiczna nie zostały zamontowane, firma nie zapłaciła za dzierżawę. A starsze małżeństwo musi spłacać raty kredytu. Jak pan to wyjaśni?

- Nie wiem, dlaczego jest tak, a nie inaczej. Nie znam szczegółów.

- Czy może pan zagwarantować, że w tej sprawie nie dochodzi do oszustwa?

- Mogę zagwarantować, że nikt nie miał złych intencji i nikt nikogo nie chciał oszukać.

15.

Jan Pawłowski, niepracujący już w D&W Projekt, jak sam mówi, dodaje jeszcze coś w stylu, że zdaje sobie sprawę z „chwytliwości tej historii”, bo „małżeństwo w starszym wieku” skarży się na „oszustwo” na „wiatrak i fotowoltaikę”, ale zapewnia, że oboje się w tym temacie mylą, hiperbolizują i dramatyzują.

- Obecnie prowadzone jest postępowanie sprawdzające w kierunku przestępstwa oszustwa, zagrożonego karą pozbawienia wolności od sześciu miesięcy do lat ośmiu z zawiadomienia pan Jakuba, które nadzoruje Prokuratura Rejonowa w Kraśniku. Na terenie działania naszej komendy powiatowej policji nie zostały odnotowane podobne zgłoszenia dotyczące firmy D&W Projekt – przekazała nam aspirant Marzena Sałata KPP w Kraśniku.

Właścicielami D&W Projekt, według odpisów z KRS, są Daria Włodara, Paulina Czech i Artur Baranowski. Jedynym udziałowcem Codestellation jest Hubert Galanek. Przedstawiciele D&W Projekt i Codestellation nie odpowiedzieli na zadane im przez nas pytania.

Na Facebooku istnieje grupa „OSZUŚCI OZE - pompy ciepła, fotowoltaika”. Nazwy D&W Projekt i Codestellation pojawiają się w przynajmniej kilku postach i kilkudziesięciu komentarzach od niezadowolonych klientów.

Hubert: „Lepiej poszukaj innej firmy”. Anna: „My też zostaliśmy oszukani”. Agnieszka: „I ja zostałam oszukana”. Beata: „Też zostaliśmy oszukani”. Sławomir: „Wiecznie nie można się dodzwonić”. Mateusz: „Omijać szerokim łukiem!”. Marek: „Miałem z nimi tą nieprzyjemność”. Marek: „Proszę uważać. To są oszuści. Dałem się nabrać”. 

Kilka kancelarii prawniczych oferuje pomoc przy ewentualnym pozwie zbiorowym. Kontaktujemy się z Damianem Dziubą z kancelarii prawno-windykacyjnej Lexvindico. 

- Dotychczas do naszej kancelarii zgłosiło się około dwadzieścioro poszkodowanych w związku z inwestycjami realizowanymi przez D&W Projekt. Nie wszystkie osoby zdecydowały się na podjęcie formalnych działań prawnych. Część z nich podejmuje próby rozwiązania sprawy samodzielnie, natomiast większa część powierza je nam.

- Czego najczęściej dotyczą zgłoszenia na D&W Projekt?

- Najczęściej zgłaszane problemy mają charakter techniczny i prawny. Dotyczą instalacji, które ogóle nie produkują energii, istotnych rozbieżności pomiędzy parametrami urządzeń wskazanymi w umowie a faktycznie zamontowanymi urządzeniami, realizacji inwestycji z naruszeniem przepisów prawa budowlanego, na przykład braku wymaganych pozwoleń, wadliwego doboru i montażu instalacji, co w praktyce uniemożliwia ich prawidłowe funkcjonowanie. Klienci nie otrzymują żadnych dokumentów powykonawczych, czyli kart katalogowych, a nawet faktur. W wielu przypadkach mamy do czynienia z tak zwanymi wadami istotnymi, które uzasadniają odstąpienie od umowy i dochodzenie zwrotu całości poniesionych kosztów. 

- Jakie kroki podejmuje wasza kancelaria?

- Działamy wieloetapowo. W pierwszej kolejności kierujemy do spółki wezwania do usunięcia wad. Następnie, w przypadku braku skutecznej reakcji, składamy oświadczenie o odstąpieniu od umowy w imieniu klientów. Na obecnym etapie sprawy te w zdecydowanej większości kierowane są na drogę postępowania sądowego. Z naszych doświadczeń wynika, że dotychczas nie dochodziło do skutecznego i trwałego rozwiązania tych spraw na etapie pozasądowym – mówi nam Damian Dziuba z kancelarii Lexvindico.

Więcej o autorze / autorach:
Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama

ALARM 24

Masz dla nas temat?

Daj nam znać pod numerem:

+48 691 770 010

Kliknij i poinformuj nas!

Reklama

CHCESZ BYĆ NA BIEŻĄCO?

Reklama
Reklama
Reklama