Czy w czasie świąt diety powinny iść w odstawkę?
– Żyjemy w czasach ogromnego dobrobytu i często nie zdajemy sobie z tego sprawy. Mamy łatwy dostęp do jedzenia, jemy za dużo, a jednocześnie ruszamy się za mało. To prowadzi do nadwagi, a potem próbujemy ją redukować, przechodząc na różne diety – często kosztowne i krótkotrwałe. Problem polega na tym, że brakuje nam konsekwencji. Jeśli ktoś już jest na diecie, powinien się jej trzymać, także w okresie świątecznym – choć oczywiście z pewną elastycznością.
No właśnie – święta to czas odstępstw. Czy dwa dni „folgowania” mogą zaszkodzić?
– Jeden czy dwa dni to zbyt krótki okres, by znacząco wpłynąć na masę ciała czy metabolizm. Zdrowa osoba raczej tego nie odczuje. Problem pojawia się wtedy, gdy przez cały czas siedzimy przy stole, jemy bez umiaru i unikamy ruchu. Wtedy rzeczywiście możemy odczuć dyskomfort. Szczególną ostrożność powinny zachować osoby z chorobami metabolicznymi – cukrzycą, insulinoopornością czy zaburzeniami lipidowymi.
Czyli klucz to umiar?
– Zdecydowanie. Można usiąść do stołu, spróbować świątecznych potraw, ale nie trzeba jeść do granic możliwości. Często wystarczy zrobić przerwę – po kilku minutach uczucie głodu mija. Warto też zadbać o ruch, choćby spacer w drugi dzień świąt. To proste rozwiązanie, które pomaga zachować równowagę.
Wielkanoc to jednak kaloryczna tradycja – jajka, wędliny, mazurki… Co najbardziej „ciąży” naszej diecie?
– Świąteczne menu jest bardzo wysokoenergetyczne. Z jednej strony mamy produkty białkowo-tłuszczowe – jajka, kiełbasy, wędliny. Z drugiej – ciasta i słodkości, czyli duża ilość cukrów prostych. Do tego dochodzi wysoka zawartość soli i tłuszczów nasyconych w produktach przetworzonych. Taki zestaw sprawia, że w krótkim czasie dostarczamy organizmowi ogromnej liczby kalorii.
Czy można „odchudzić” świąteczne przepisy?
– W pewnym stopniu tak. Można sięgnąć po majonez light, śmietanę o niższej zawartości tłuszczu, zastąpić część cukru słodzikami, np. erytrytolem. Da się też przygotować domowe wędliny z mniejszą ilością soli. Ale to raczej kosmetyczne zmiany – charakter tych potraw pozostaje. Ważniejsze jest to, ile ich zjemy.
Czyli nie rezygnować, tylko kontrolować porcje?
– Dokładnie. Można zjeść kawałek sernika czy mazurka – ale nie całą blachę. Tradycja jest ważna, ale zdrowy rozsądek jeszcze ważniejszy.
A co po świętach? Detoks, głodówki, intensywny trening?
– Zdecydowanie nie. Popadanie w skrajności to najgorsze rozwiązanie. Najpierw przejadanie się, a potem głodówka i wyczerpujące treningi – to nie ma sensu. Lepiej stopniowo wrócić do normalnego trybu: lżejsze posiłki, umiarkowana aktywność fizyczna i przede wszystkim regularność. To ona ma największe znaczenie.
Czyli spacer zamiast „karnego” maratonu na siłowni?
– Dokładnie tak. Nawet 30–40 minut ruchu kilka razy w tygodniu przynosi efekty. Ważne, by robić to systematycznie, a nie zrywami.
Z czego wynikają nasze problemy z dietą i wagą?
– Coraz częściej mówi się o „chorobach z dobrobytu”. Mamy nadmiar jedzenia, mało ruchu i siedzący tryb życia. Statystyki są niepokojące – około 60 proc. Polaków ma nadmierną masę ciała, a co czwarty zmaga się z otyłością. To już choroba metaboliczna.
Brzmi poważnie, ale czy święta naprawdę mogą nam zaszkodzić?
– Nie demonizujmy. Dwa dni świąt nikogo nie „zrujnują” zdrowotnie. To za krótki czas. Mogą natomiast być dobrą okazją do refleksji i zmiany nawyków. Wiosna sprzyja nowym początkom – może warto właśnie teraz zadbać o regularny ruch i bardziej świadome odżywianie.
Czyli święta bez wyrzutów sumienia, ale z głową?
– Dokładnie. Umiar, rozsądek i konsekwencja – to najlepsza „dieta”, nie tylko od święta.















Komentarze