Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama
„Gawrony szybko uczą się, gdzie nie warto zakładać gniazd”

Skrzydlata strażniczka pilnuje Ogrodu Saskiego

Zamiast huku petard czy sztucznych odstraszaczy – natura w akcji. W Ogrodzie Saskim w Lublinie nad porządkiem wśród ptaków czuwa wyjątkowa strażniczka – jastrzębica Zadra i jej opiekun, sokolnik Mateusz Maćczak. Jak wygląda ta nietypowa praca? Wybraliśmy się podejrzeć jej kulisy.
Skrzydlata strażniczka pilnuje Ogrodu Saskiego

Autor: DW

– Spacer z jastrzębiem po parku to widok, który przyciąga uwagę. Jak wygląda praca sokolnika w mieście?

– W Ogrodzie Saskim mamy konkretne zadanie: płoszenie gawronów. Zaczynamy pracę często już o wschodzie słońca i działamy nawet do zachodu. Obserwujemy teren i gdy tylko pojawiają się gawrony, wypuszczamy ptaka – w tym przypadku jastrzębicę – żeby latała.

– I to wystarcza, żeby rozwiązać problem?

– Wbrew pozorom tak. Sam fakt, że jastrząb pojawia się w powietrzu, działa na gawrony bardzo skutecznie. One widzą, że teren jest niebezpieczny, więc nie chcą tu zakładać gniazd. Szukają spokojniejszych miejsc, zwykle na obrzeżach miasta. Dzięki temu park zostaje „oczyszczony”, a jednocześnie nie robimy tym ptakom krzywdy.

– Czyli to bardziej wypychanie niż eliminowanie?

– Dokładnie. Gawrony i tak znajdą sobie miejsce do życia i lęgów, tylko nie w parku. A dla mieszkańców to ogromna różnica – mniej hałasu, mniej zanieczyszczeń. No i pojawia się większa różnorodność ptaków, bo kolonie gawronów często wypierają inne gatunki.

– W Ogrodzie Saskim chodzi tylko o gawrony?

– W tym przypadku tak. Ale w innych miejscach pracujemy też z kawkami, gołębiami, a na lotniskach właściwie z wszystkimi ptakami, bo każdy może stanowić zagrożenie dla samolotu.

– A sam jastrząb – „wie”, co ma robić?

– Nie, on nie rozróżnia, że ma płoszyć akurat gawrony. To my nad tym czuwamy. Nie pozwalamy mu latać bez kontroli, bo bardzo szybko wszedłby w tryb polowania. Naszą rolą jest tak nim kierować, żeby pojawiał się wtedy, gdy są gawrony, odstraszał je i wracał.

– Czyli odpowiedzialność jest po stronie człowieka?

– W stu procentach. To wciąż dzikie zwierzę. Gdybyśmy puścili jastrzębia samopas, to jeśli nie znalazłby gawronów, zacząłby szukać innej zdobyczy. A w parku są kaczki, pawie, inne ptaki. Jastrzębie potrafią też polować na ziemi, więc trzeba być bardzo uważnym.

– Brzmi jak praca wymagająca ciągłej koncentracji.

– Zdecydowanie. Szczególnie że samica jastrzębia gołębiarza jest naprawdę silnym drapieżnikiem. W naturze potrafi upolować zająca, więc małe zwierzęta również mogą być dla niej potencjalną zdobyczą.

– Jak często pojawia się pan w parku?

– W marcu i kwietniu pracuję tu regularnie, kilka dni w tygodniu. To kluczowy moment, bo gawrony szukają wtedy miejsc do założenia gniazd. Jeśli pokażemy im, że tutaj jest niebezpiecznie, wybiorą inne miejsce i problem znika na cały sezon.

– Czy wystarczy kilka dni przerwy, żeby wróciły?

– Czasem tak. Po przerwie potrafią „sprawdzić”, czy teren jest znów bezpieczny. Dlatego wracam, latamy kilka dni i znowu mają jasny sygnał, że to rewir jastrzębia.

– Czy Ogród Saski to jedyne miejsce pana pracy?

– W tym okresie tak, ale w ciągu roku to się zmienia. Sokolnicy pracują w różnych miejscach – na plantacjach borówek, czereśni, w halach produkcyjnych czy na lotniskach. Każde miejsce wymaga indywidualnego podejścia i doboru odpowiedniego gatunku ptaka.

– Jakie ptaki są wykorzystywane w sokolnictwie?

– Dzielimy je na krótkoskrzydłe, jak jastrzębie, i długoskrzydłe, jak sokoły. Używamy m.in. sokołów wędrownych, rarogów, jastrzębi gołębiarzy czy jastrzębi Harrisa. Każdy ma inne cechy i sprawdza się w innych warunkach.

– A co z ryzykiem, że ptak po prostu odleci?

– To się zdarza. To nie jest pies, którego można w pełni „wychować”. My wykorzystujemy jego naturalne instynkty. Na przykład wabidło – kawałek skóry z mięsem – imituje pogoń za ofiarą. Gdy ptak je złapie, zaspokaja swój instynkt łowiecki i wraca.

– Miał pan sytuacje, kiedy trzeba było go „ściągać” z trudnego miejsca?

– Tak. Raz jastrzębica poleciała za gołębiami w stronę budynków przy parku. Próbowała usiąść na parapecie, potem trochę polatała między blokami. Na szczęście wróciła i udało się ją bezpiecznie ściągnąć. Takie sytuacje pokazują, że trzeba być cały czas czujnym.

– A jak reagują mieszkańcy?

– Najczęściej z ciekawością. To jednak dość egzotyczny widok – człowiek spacerujący z drapieżnym ptakiem na rękawicy. Niektórzy się dziwią, inni podchodzą i pytają.

– I co pan im wtedy mówi?

– Tłumaczę, na czym polega ta praca. I wtedy zwykle słyszę: „Rzeczywiście, kiedyś było tu pełno gawronów, a teraz ich nie ma”. To nie tylko płoszenie ptaków, ale też praca edukacyjna. Pokazujemy, że można działać skutecznie i w zgodzie z naturą.


Autor: DW

Autor: DW

Autor: DW

Autor: DW

Autor: DW

Więcej o autorze / autorach:
Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama

ALARM 24

Masz dla nas temat?

Daj nam znać pod numerem:

+48 691 770 010

Kliknij i poinformuj nas!

Reklama

CHCESZ BYĆ NA BIEŻĄCO?

Reklama
Reklama
Reklama