Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama Juwenalia Politechniki Lubelskiej 2026 | Lublin | bilety na eBilet.pl
Nasz cykl: Dziewczyny z Kaliny, chłopaki z Krochmalnej

Wiejskie klimaty od Północnej do Drobnej

Dziś ulica Północna to środek miasta, a kiedy my tam zamieszkaliśmy to był środek wsi – wokół łąki i pola. Piały koguty, po podwórkach biegały kury i kaczki. Ale już pięć minut spacerkiem dalej tętniło miasto, do którego wcale nas nie ciągnęło – wspomina pan Zygmunt.
Wiejskie klimaty od Północnej do Drobnej
Pozostałości dawnej lodowni.

Autor: Magdalena Bożko-Miedzwiecka

Tato zbudował dom na działce, która należała do dziadków mojej mamy. Zamieszkaliśmy tam w piątkę: rodzice, ja, mój starszy brat i starsza siostra. Wtedy to była ulica Północna, a dziś to okolice ulicy Lipińskiego i Radzyńskiej na osiedlu Czechów. Nasz dom był niewielki, dwa pokoje z kuchnią i werandą. Ojciec zbudował go sam, własnymi siłami. Miał zmysł budowlany i był bardzo pracowity. Mieliśmy piękny ogród a w nim mnóstwo kwiatów: piwonie wyznaczały ścieżkę od wejścia na działkę do samego domu. Tato uprawiał warzywniak: kapustę, ogórki, pomidory, marchew, pietruszkę. Do tego też miał rękę. A najbardziej pamiętam drzewa owocowe; wielkie, dorodne jabłonie, śliwy, wiśnie. Na tej naszej „Czechówce” – bo tak mówiliśmy o tej naszej osadzie wzdłuż ulicy Północnej – mieliśmy wszystko, co potrzebne do życia. No, prawie wszystko. Nie mieliśmy wody, a ubikację mieliśmy na podwórku. 

Na Drobnej

Domów wokół było dużo, ale to były skromne domki, a ich otoczenie raczej wiejskie niż miejskie. Wyglądało to bardzo malowniczo, bo domy wyrastały na wzniesieniach, wiodły do nich kręte i strome wąwozy, wyżłobione w ziemi. Jedną z bardziej malowniczych i gęsto zabudowanych była ulica Drobna. Wyłożona „kocimi łbami”, ciągnąca się stromo w górę od skrzyżowania Wieniawskiej z Północną. Tam ludzie dobrze się znali, to była zżyta społeczność. Ulicy Drobnej już nie ma, ale pozostała po niej całkiem spora wybrukowana ścieżka pod górę na Czechów. 

Na szczycie wzgórza przy ulicy Drobnej była przedwojenna podoficerska szkoła policyjna. W czasie wojny Niemcy zlokalizowali na tym terenie obóz pracy dla Żydów, a po wojnie ta szkoła działała jako milicyjna. Po drugiej stronie ulicy Drobnej wznosił się Kościół Mariawitów, który miał w sobie coś wyjątkowego, tajemniczego. Prowadziła do niego również stroma ścieżka od Północnej, ale główne wejście było od ulicy Drobnej. Przy Drobnej była też cegielnia, jedna z wielu w tych okolicach. Z gliny wykopywanej na miejscu wyrabiano tam ręcznie cegły. 

Na dole Północnej była natomiast lodownia. Przechowywano tu lód wyrąbywany bryłami w zimie ze stawu niedaleko rzeki. Pozostałości tej lodowni są do dzisiaj, ciągną się wzdłuż Północnej. 

Basen z wodą z Czechówki

Naprzeciwko lodowni, po drugiej stronie ulicy, u zbiegu Północnej i Lubomelskiej, była odkryta pływalnia. Miała mniej więcej 12 na 50 metrów. Była dość płytka, około 1,40 metra. W wakacje przychodziło tu dużo młodzieży, to była jedna z niewielu atrakcji w tej okolicy dla młodych ludzi. A basen napełniano wodą z pobliskiej rzeki Czechówki.

Pamiętam, jak z kolegami podziwialiśmy wyczyny Dionizego Prusaka – milicjanta, który rozpędzał się na swoim motocyklu od ulicy Wieniawskiej i wjeżdżał na górę aż pod szkołę milicyjną. To były wręcz kaskaderskie wyczyny, nie zawsze kończyły się sukcesem, ale milicjant Dionizy był postacią powszechnie znaną, wręcz kultową. 

Nieopodal mieliśmy kino Kosmos – dziś już nieistniejące. Wybór repertuaru nie był duży, natomiast chętnych na seans – zawsze mnóstwo. Ludzie wtedy tłumnie chodzili do kina, chociaż bilety wcale nie były tanie. 

Hotel Polonia i Pszczółka

Mój tato pracował w dyrekcji hoteli lubelskich: Lublinianki i Europy. Zaczynał jeszcze przed wojną, w prywatnym Hotelu Polonia przy ulicy Powiatowej u pani Antoniny Kardasiewicz. Natomiast mama pracowała najpierw w Fabryce Cukierków Pszczółka, apotem w Spółdzielni Elektryków. Do Pszczółki zabrała mnie kiedyś ze sobą, bo nie chciałem chodzić do przedszkola. Zostawiła mnie na hali produkcyjnej, a ja z ciekawością zaglądałem do wielkich kadzi ze słodkim syropem. I do jednaj z nich o mały włos nie wpadłem, w ostatniej chwili złapał mnie jeden z pracowników. 

Wysiedlenia

Na początku lat 70. otrzymaliśmy pismo z miasta, że będą rozbierać nasz dom. W tym miejscu miało powstać nowe osiedle mieszkaniowe. A my musieliśmy się wyprowadzić. I chociaż pozwolono nam wybrać miejsce, gdzie chcemy zamieszkać to nikt z nas się nie cieszył. Dom, który sam zbudował nasz ojciec, miał zostać zburzony – podobnie jak inne w tej okolicy. Dom, ogród, drzewa – wszystko zostało zrównane z ziemią. Zaczynała się nowa era, miasto się rozrastało, rozbudowywało, a my byliśmy częścią tej nieuchronnej zmiany. Dla nas również nastały nowe czasy. 

Wysłuchała Magdalena Bożko-Miedzwiecka

Więcej o autorze / autorach:
Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama

ALARM 24

Masz dla nas temat?

Daj nam znać pod numerem:

+48 691 770 010

Kliknij i poinformuj nas!

Reklama

CHCESZ BYĆ NA BIEŻĄCO?

Reklama
Reklama
Reklama