Po szesnastu wygranych z rzędu przyszły dwie porażki. Najpierw u siebie z Ładą, a ostatnio w Lubartowie. Na dodatek piłkarze z Zamościa pierwszy raz w tym sezonie nie potrafili wpisać się na listę strzelców, bo oba spotkania przegrali po 0:1.
Pewnie stąd trochę nerwowości na początku sobotnich zawodów. Drużyna Łukasza Gieresza przycisnęła przeciwnika od początku, ale brakowało dokładności i ostatniego podania. 1:0 powinno być w ósmej minucie. Głową piłkę przy linii końcowej uratował Lucio Ceci. Przy okazji zgrał ją w piątkę do Yaroslava Yampola, który jakimś cudem huknął wysoko nad bramką.
Ukrainiec zrehabilitował się w 23 minucie. Miał sporo czasu i miejsca na prawym skrzydle, więc dokładnie dośrodkował pod bramkę. A tam zza pleców obrońców wyskoczył Dominik Skiba i wślizgiem wpakował futbolówkę do siatki. Goście mieli przewagę w swojej szesnastce, ale żaden z defensorów nie pilnował najlepszego snajpera Macron IV ligi – wszyscy patrzyli na piłkę.
Jak to w meczach z niżej notowanym rywalem bywa, po pierwszym golu poszło już z górki. Tuż po drugim kwadransie Daniel Eze zagrał do Yampola w pole karne, a ten uderzył idealnie po długim rogu na 2:0. W 35 minucie Łukasz Kusiak fatalnie przyjął piłkę na klatę. Doskoczył do niego Eze, zabrakł mu futbolówkę i w sytuacji sam na sam poprawił wynik.
Od razu po przerwie Yampol zagrał z rzutu rożnego. Wrzutka nie była najlepsza, ale przeszła przez wszystkich zawodników i dotarła na dalszy słupek do Skiby, który dopełnił jedynie formalności. Tak samo było w 67 minucie, kiedy z najbliższej odległości wykończył podanie Rodiona Serdiuka.
Końcówka należała do Kamila Posielskiego. Były zawodnik Motoru Lublin dostał od trenera Gieresza pół godziny, a w tym czasie zaliczył dublet. Najpierw ładnie wjechał w pole karne z prawej flanki i pokonał bramkarza strzałem z ostrego kąta. W końcówce po dwójkowej akcji: Mikołaja Kosiora z Yampolem, Posielski idealnie znalazł się w szesnastce, gdzie założył golkiperowi siatkę, a przy okazji ustalił wynik na 7:0.
A skoro Lewart tylko zremisował w Międzyrzecu Podlaskim 1:1, to Hetman znowu odskoczył od wicelidera. Obecnie na dwa punkty.
– Przed meczem skupiliśmy się na tym, żeby odzyskać radość z grania. Przed dwie ostatnie kolejki byliśmy smutni i wycofani. Odpowiedzieliśmy jednak na to w najlepszy możliwy sposób. Strata punktów przez Lewart? Nie ma co ukrywać, że ta informacja do nas dotarła. Czy to był dodatkowy bodziec? Pewnie tak, ale wykonaliśmy kawał pracy. Zarówno drużyna, jak i sztab, to dało efekty. Mieliśmy trudny moment, ale mamy nadzieję, że mamy go już za sobą. Przed nami osiem finałów i skupiamy się na każdym, najbliższym spotkaniu. Było wokół nas sporo szumu: że jesteśmy niepokonani, jaką mamy serię zwycięstw, a teraz liczy się tylko najbliższy rywal, czyli Tur Milejów – mówi Łukasz Gieresz.
Hetman Zamość – Tanew Majdan Stary 7:0 (3:0)
Bramki: Skiba (23, 47, 67), Yampol (31), Eze (35), Posielski (70, 87).
Hetman: Kot – Ceci (60 Posielski), Myszka (78 Zieliński), Serdiuk (68 D. Dobromilski), Wołoch, Bartoś, Sikora (60 Bryk), Szczygieł (46 Mroczek), Yampol, Eze (60 Kosior), Skiba (68 Gierała).
Tanew: Wierzchowski – Ł. Kusiak, Chmura (60 Maciocha), Konopka, Gajór (76 Kutryn), Skwarek, Kubik, Airapetian (84 Rymarz), Mucha (88 Olszewski), Paćkowski (60 Skubis), Katushynsky (46 A. Kusiak).


Komentarze