Władze informują, że obszar działań operacyjnych obejmuje 1500 hektarów. Według szacunków spłonęło 750 hektarów lasów państwowych i 200 hektarów lasów prywatnych. W Nadleśnictwie Józefów latają policyjne Black Hawki, Dromadery i śmigłowce, które wykonały około 500 zrzutów wody.
W działaniach ratowniczo-gaśniczych uczestniczy 440 strażaków PSP i OSP, a także 106 pojazdów pożarniczych. Dodatkowo działania wspiera 162 przedstawicieli innych służb i podmiotów, w tym Policja, Wojsko Polskie, Lasy Państwowe i administracja.
Zbawienny deszcz
- Bardzo pomógł nam deszcz, który padał między godziną 8:00 a 10:00. To była dla nas bardzo korzystna sytuacja, ponieważ zwiększyła się wilgotność ściółki i terenu wokół pożarzyska. Dodatkowo opady wspomogły dogaszanie. Tam, gdzie mogły jeszcze pojawiać się zarzewia ognia, deszcz po prostu zalał te miejsca i strażacy nie musieli docierać wszędzie ręcznie. Dodatkowo statki powietrzne, które od rana operują nad terenem pożaru, cały czas wykonują zrzuty gaśnicze. Dzięki temu sytuacja nie jest już tak trudna dla działań ratowniczo-gaśniczych jak wczoraj - mówi nam Wojciech Gralec, rzecznik Komendanta Głównego Państwowej Straży Pożarnej.
Lasy Państwowe przekonują, że podjęte działania zapewniły bezpieczeństwo zabudowań i mieszkańców, że w obecnej chwili teren jest pod kontrolą strażaków, a obszar pożaru się nie powiększa i nie ma bezpośredniego zagrożenia, choć sytuacja cały czas jest monitorowana przez służby. Popołudniu spodziewany jest jednak silniejszy wiatr.
- Wczoraj ten bardzo silny wiatr stanowił ogromny problemem. Dzisiaj pod tym względem sytuacja wygląda lepiej. Przed chwilą wróciłem ze sztabu i można powiedzieć, że wiatr jest słabszy, choć jest jeszcze stosunkowo wcześnie i trudno przewidzieć, jak warunki atmosferyczne będą wyglądały za godzinę czy dwie. Wszystko zależy od układu frontów atmosferycznych.
Ma padać deszcz.
- Prognozy zapowiadają kolejne opady w późniejszych godzinach i to również daje nam pewien optymizm. Natura sama może pomóc nam uporać się z pożarem. Deszcz będzie sprzyjał dogaszaniu i zabezpieczy teren także tam, gdzie ogień już przeszedł. Chodzi przede wszystkim o miejsca przy pniach drzew czy ukryte zarzewia, które wiatr mógł roznieść i które mogłyby ponownie doprowadzić do zapłonu - opowiada Gralec.
Bez ewakuacji i podtruć strażaków
Dwa dni temu dyżurny Komendy Wojewódzkiej Państwowej Straży Pożarnej w Lublinie przekazał, że trzech strażaków podczas akcji gaśniczej w Nadleśnictwie Józefów podtruło się dymem. Spytaliśmy Wojciecha Gralca, czy takich sytuacji było więcej.
- Nie mam informacji o kolejnych przypadkach. Trzeba jednak pamiętać, że praca przy takim pożarze jest bardzo wymagająca fizycznie. To ogromny wysiłek, duże obciążenie organizmu i każdy ma inną wytrzymałość. Jedna osoba może być bardziej wrażliwa od drugiej. Czasami człowiek po prostu słabiej się poczuje. Tak samo jak każdy z nas podczas ciężkiej pracy czy przebywania długo na słońcu może potrzebować odpoczynku, schłodzenia organizmu i chwili regeneracji. Strażacy również są tylko ludźmi. Dlatego mamy odpowiednie procedury i zabezpieczenia medyczne, żeby zapewnić ratownikom maksymalne bezpieczeństwo. Jeśli ktoś gorzej się poczuje, jest natychmiast objęty opieką profilaktycznie, żeby mieć pewność, że nic mu nie zagraża.
Powiat biłgorajski już dawno objęty został alertem RCB. Mieszkańcom gmin Łukowa, Józefów i Aleksandrów zaleca się nieotwieranie okien i ograniczenie przebywania na zewnątrz ze względu na toksyczne zadymienie. Rządowe Centrum Bezpieczeństwa jeszcze niedawno nie wykluczało konieczności przeprowadzenia ewakuacji przynajmniej kilku domów, wzywało do przygotowania dokumentów i najpotrzebniejszych rzeczy do natychmiastowego wyjazdu.
- Nie mam informacji, żeby ktokolwiek został ewakuowany. Informowaliśmy mieszkańców prewencyjnie, że taka sytuacja może się pojawić, gdyby nie udało się utrzymać linii obrony. Chcieliśmy, żeby mieszkańcy mieli świadomość, że może zajść konieczność przemieszczenia się w bezpieczne miejsce. Dodatkowym problemem był dym, który przez silny wiatr przemieszczał się nad zabudowaniami i terenami zamieszkanymi. Osoby mające problemy z oddychaniem czy choroby układu oddechowego mogły odczuwać dyskomfort. W takich przypadkach zalecaliśmy przemieszczenie się w miejsce, gdzie dym nie docierał. W pełnej gotowości pozostawała również policja, która w razie potrzeby pomagała mieszkańcom - relacjonuje rzecznik Komendanta Głównego Państwowej Straży Pożarnej.
Strażacy z OSP KSRG Józefów w mediach społecznościowych prosili o napoje energetyczne i batony energetyczne.
– Nie znam szczegółów tych apeli. Byłem cały czas na akcji i nie śledziłem mediów społecznościowych. Każda jednostka OSP działa jako odrębne stowarzyszenie i prowadzi własne profile w mediach społecznościowych, więc trudno mi to komentować - ucina strażak.
Otwarta sytuacja
- Jeśli chodzi o sam pożar, trzeba wyjaśnić, że pożar wierzchołkowy nie trwa nieprzerwanie na całym obszarze. W pewnych miejscach, jeśli sprzyja temu struktura lasu - ściółka, podszyt i korony drzew - ogień może przenosić się na korony drzew i wtedy mamy do czynienia z pożarem całkowitym. Jednak taki pożar również może samoistnie wyhamować, kiedy zabraknie odpowiedniego materiału palnego albo warunki nie sprzyjają dalszemu rozprzestrzenianiu się ognia. Może też natrafić na naturalną barierę, na przykład drzewostan liściasty, który ograniczy rozwój pożaru. Wtedy ogień ponownie przechodzi w pożar pokrywy gleby - mówi funkcjonariusz, który uczestniczy w akcji gaszenia Puszczy Solskiej.
Minister spraw wewnętrznych i administracji Marcin Kierwiński użył rano określenia, że „pożar jest opanowany”.
- W strażackiej terminologii oznacza to, że pożar w danym momencie się nie rozprzestrzenia. Wtedy przechodzimy już z etapu gaszenia do dogaszania. Natomiast przy pożarach otwartych sytuacja może się bardzo szybko zmieniać. Nawet jeśli pożar został zlokalizowany, mogą zmienić się warunki pogodowe: pojawi się słońce, wzrośnie temperatura albo zmieni się siła wiatru. I wtedy ogień może ponownie się rozwinąć. Przy tak dużej powierzchni nie jesteśmy w stanie dotrzeć jednocześnie do każdego miejsca - puentuje Wojciech Gralec z PSP.














Komentarze