Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama

Mateusz Stolarski (Motor Lublin): Kamień spadł mi z serca, nikomu nie życzę walki o utrzymanie

Motor pokonał w niedzielę Wisłę Płock 4:0 i zrobił duży krok w kierunku zachowania ligowego bytu. Jak spotkanie oceniają trenerzy?
Mateusz Stolarski (Motor Lublin): Kamień spadł mi z serca, nikomu nie życzę walki o utrzymanie
Mateusz Stolarski

Autor: Łukasz Wójcik/Motor Lublin

Mateusz Stolarski (Motor Lublin)

– Jestem bardzo szczęśliwy. Po pierwsze, bo moja drużyna wygrała przekonująco. Po drugie, w szatni powiedziałem to samo – zawsze mogę liczyć na ten sztab i ten zespół. Ostatnie tygodnie były dla nas trudne. Widzimy, jak ta liga wygląda, jak jest ciasno. Gdybyśmy nie zdobyli trzech punktów, to mielibyśmy tylko „oczko” przewagi nad strefą spadkową, a przed sobą mecze z bezpośrednimi rywalami w walce o utrzymanie, czyli Cracovią i Legią. Wygrywając jesteśmy na dziewiątym miejscu i to nie do pomyślenia, jaka to jest anomalia. Dziewiąte miejsce na dwie kolejki przed końcem jeszcze nie jest pewne utrzymania. Najważniejsze było to, żeby zachować spokój i taką dojrzałość. W paru klubach jest nerwowa atmosfera, dlatego dziękuję: właścicielowi, zarządowi, sztabowi, drużynie i kibicom, bo nie było słynnych rozmów motywacyjnych, a był mocny doping, który był dla nas olbrzymim wsparciem. Ten spokój i ta dyscyplina pozwoliła nam zagrać spokojny mecz.

– Wisła na początku też miała dwie sytuacje, to mogło pójść w dwie strony. Czułem, że mamy kontrolę. Strzeliliśmy szybko bramkę, a druga część gry była świetna pod kątem zarządzania wynikiem. Strzeliliśmy dwie kolejne bramki, a Wisły nie dopuściliśmy do kolejnych sytuacji. Mam duży szacunek do drużyny z Płocka i do tej pracy tutaj. Pewnie nikt z was się nie spodziewał, że na dwie kolejki przed końcem możecie liczyć, że zagracie w pucharach. To był bardzo trudny mecz, ale cała społeczność Motoru stanęła na wysokości zadania. To dla mnie nowe doświadczenie, a jestem czwarty sezon w klubie. Był awans do pierwszej ligi, do ekstraklasy, było historyczne siódme miejsce, a teraz po prostu jest mocna walka o utrzymanie i też dajemy sobie radę. Matematycznie musimy jeszcze zdobyć punkt, kamień spada mi z serca po tym zwycięstwie. Nie życzę żadnemu trenerowi gry o utrzymanie, to ciężkie tygodnie mentalnie, ale te trudne momenty łatwiej przechodzić, kiedy masz wokół siebie dobrych ludzi, a ja w Lublinie trafiłem na fantastyczne środowisko.

Stałe fragmenty...

– Jest taki okres, gdzie Wisła widać, że w tym elemencie ma taką nerwowość, to chyba trzeci mecz z rzędu, kiedy jest strata po stałym fragmencie. Wcześniej chyba przez 16 meczów nie było gola po stałym fragmencie. W piłce są takie okresy. My mieliśmy siedem meczów bez porażki, potem pięć bez wygranej. To normalna seria, teraz negatywna. Podsumowując, to wcale nie jest wasz słaby element.

Czy Motor był taki mocny, czy Wisła taka słaba...

– Muszę oddać, co moi zawodnicy zrobili. To był taki mecz, w którym ciężko znaleźć słabszy punkt w jedenastce, ciężko doczepić się o jakąkolwiek zmianę. Poziom zaangażowania, waleczności i dyscypliny, a do tego piłkarski był na dobrym poziomie. Na pewno trener Misiura oczekuje więcej, a ja skłamałbym, gdybym powiedział, że wygraliśmy z najlepszą wersją Wisły, bo tak nie było. Wisła przegrywała wcześniej, ale nie w takich rozmiarach. Przyjechaliśmy na bardzo trudny teren w trudnym dla nas momencie, a Wisła mogła przecież wejść do pierwszej piątki gdyby wygrała. Mentalnie to dźwignęliśmy i szacunek dla zawodników.

– To jest dla Wisły dobry sezon. Trzeba mieć szacunek za dotychczasowe wyniki. Dzisiaj niżej są drużyny o znacznie większych możliwościach i większych budżetach. To nie znaczy, że nie możecie wymagać lepszej gry. Ja bym do tego podchodził na spokojnie. Ciężko jest będąc zespołem, w realiach polskiej piłki, jak Motor, średnim, ciężko jest trzymać poziom wynikowy na dłuższym dystansie. U nas były: awans, awans i historyczne miejsce. Teraz jest dziewiąte miejsce, środek tabeli w trudnej lidze, jest OK. Nie będzie tak, że co sezon zrobimy krok do przodu, bo inne drużyny też wydają pieniądze, też rywalizują i planują. Nie użyłem sformułowania, z kim jak nie z nimi, bo mam duży szacunek dla Wisły.

Fabio Ronaldo...

– Dał bardzo duże argumenty, żeby móc wrócić do rywalizacji o miejsce w podstawowym składzie. Bradly gola nie strzelił, ale też był aktywny, cieszę się, że mam dwóch zawodników na lewym skrzydle w dobrej dyspozycji.

Mariusz Misiura (Wisła Płock)

– Komentarz może być tylko jeden – chciałbym podziękować kibicom, że po takim meczu w naszym wykonaniu tak wspaniale się zachowali, bo my na to nie zasłużyliśmy. Nie chcę szukać jakiś słówek, chcę powiedzieć z serca. Wydaje się, że masz dobrą pierwszą rundę, rozbudzasz nadzieję we wszystkich, a teraz jest ciężko zaakceptować fakt, że tego medalu nie zdobędziesz. Z drugiej strony czy powinieneś być smutny czy dumny, że dopiero w 32. kolejce straciłeś te szanse na medal? Jesteśmy tak ambitną grupą, że odwracamy trochę rzeczywistość.

Gole stracone po stałych fragmentach...

– Ciągle nad nimi pracujemy, a przez kontuzje ciągle musimy zmieniać personalia, a to nie pomaga w stabilizacji. 

Więcej o autorze / autorach:
Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama