Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama

Szymon Szydełko (Stal Kraśnik): Nie dotknąłem drużyny czarodziejską różdżką

Rozmowa z Szymonem Szydełko, trenerem Stali Kraśnik
Szymon Szydełko (Stal Kraśnik): Nie dotknąłem drużyny czarodziejską różdżką
Szymon Szydełko

Autor: FKS Stal Kraśnik/facebook

 

• Jak to się stało, że wylądował pan w Stali Kraśnik? Biorąc pod uwagę trudną sytuację klubu, to chyba nie była wymarzona oferta pracy... 

– Dla mnie to żadna nowość. Brałem już kluby w trudnych sytuacjach. Zadzwonił do mnie Wojtek Trochim i opowiedział, jak to wszystko wygląda w Kraśniku i jaki mają zespół. Brzmiało to przekonująco, ale pojechałem jeszcze na jeden mecz, na obserwację, żeby się przekonać na własne oczy. Od razu widziałem duże możliwości i potencjał indywidualny w tym zespole. To zdecydowało. Oczywiście, chciałem też pomóc w tej trudnej sytuacji, bo zdaję sobie sprawę, że wielu trenerów, którzy bardzo dbają o swoje CV pewnie powiedziałoby nie.

• Przejął pan drużynę po siedmiu kolejnych porażkach w tym roku, a w debiucie ulegliście KSZO Ostrowiec Świętokrzyski 0:1. W trzech kolejnych spotkaniach wywalczyliście już siedem punktów. Co się nagle zmieniło? 

– Po prostu ustaliliśmy sobie pewnego rodzaju zasady, których trzymamy się na boisku i w które wszyscy mocno wierzymy. Te siedem punktów, to nie jest moja zasługa, nie dotknąłem drużyny czarodziejską różdżką. Chłopaki naprawdę mają duży potencjał, to jest dobra plastelina, żeby coś ulepić. Jest sporo doświadczonych zawodników, a nie trzeba było wiele, żeby zaczęli ze sobą dobrze współpracować. Doświadczenie, ale i sporo młodzieży, a w sumie naprawdę ciekawy zespół.

• Patrząc na personalia, za pana kadencji do składu wskoczył tak naprawdę jedynie Malamine Doumbouya, który szybko z niego wypadł na początku rundy rewanżowej... 

– Nie mógł znaleźć wspólnego języka z poprzednim trenerem. Jak pojawiłem się w Kraśniku, to każdy dostał możliwość napisania swojej historii od nowa. Wiadomo, że łatwiej było mi spojrzeć na zawodników, których mogłem obejrzeć w poprzednich meczach. Wiemy, że mamy w drużynie wielu graczy, których na polskich boiskach nie było. Teraz, z każdym kolejnym tygodniem poznaję jednak wszystkich i mogę tylko powtórzyć to, co mówiłem o potencjale tej drużyny.

• Czy po zwycięstwach z Wisłoką Dębica i ostatnio z Cracovią II uwierzyliście, że możecie się jeszcze utrzymać w III lidze? 

– Wierzyliśmy już wcześniej, a ostatnio udowodniliśmy sami sobie, że jesteśmy w stanie wygrywać. Łatwiej się goni na dole niż na górze tabeli. Dlatego ta wiara ciągle w nas jest, z meczu na mecz w ostatnich tygodniach większa.

• Do końca zostały jeszcze cztery kolejki. Stal w środę o godz. 17 zagra u siebie z Siarką Tarnobrzeg, a później rywalami będą: Podlasie, Świdniczanka i Naprzód... 

– Mamy za sobą mecz o sześć punktów z Cracovią II, który wygraliśmy. Dzięki temu rezerwy „Pasów” są teraz w naszym zasięgu. Nie gramy z kandydatami do awansu, tylko z drużynami, które mają podobny potencjał do nas. Wszystko jest w naszych głowach i nogach, żeby nadal robić to, co w ostatnich tygodniach robiliśmy tak dobrze.

• W środę zanosi się na kolejny ważny mecz... 

– Na pewno Siarka nie będzie łatwym przeciwnikiem. Ciekawie będzie jednak także w derbach: Cracovia II – Wisła II. To dla obu zespołów prestiżowe spotkanie, można się spodziewać, że w obu zespołach pojawią się zawodnicy z pierwszej drużyny. Liczymy na to, że po tej środowej kolejce, robiąc swoją robotę, możemy być jeszcze bliżej celu.

• A jak wyglądacie pod względem fizycznym? Nie było wspólnego okresu przygotowawczego, ale większość zawodników trenowała chyba w innych klubach? 

– Każdy trener musi dostosować zespół z przygotowaniem do swojej intensywności. Poprzedni szkoleniowiec, Daniel Purzycki chciał, żeby drużyna grała trochę inaczej. Ja przez pierwsze dwa tygodnie na pewno za mocno docisnąłem, było to widać po meczu w Połańcu. Po tym remisie dostosowaliśmy jednak obciążenia. Z Wisłoką już chłopaków „puściło” i widzimy, że to jest to, czego im było trzeba.

• Utrzymanie III ligi dla Kraśnika, to chyba byłoby wielkie wydarzenie? W końcu klub był już nad przepaścią i wydawało się, że na 99 procent wycofa się z rozgrywek... 

– Na pewno to byłoby duże wydarzenie dla klubu, miasta, dla nowych działaczy, którzy w bardzo trudnej sytuacji przejęli drużynę. Należą im się wielkie brawa, że chcieli w tak krytycznej sytuacji ratować klub. Niejeden nie zdecydowałby się na taki krok, raczej wycofałby zespół z III ligi. Nowi działacze mieli jednak inną koncepcję, a każdy chce, żeby Stal się utrzymała i żeby wychodziła z tych długów. To ważne także dla tych, którzy czekają na swoje zobowiązania. Jeżeli zrobimy dobry wynik, klub przetrwa na tym poziomie, to nadal będą mogli czekać na pieniądze. Dla mnie uratowanie ligowego bytu to też byłoby spore osiągnięcie. Od początku powtarzam, że dobrze pracuje mi się w Kraśniku. Wiadomo jednak, że nie przynosi takiego splendoru, jak awans. Bardziej negatywnie postrzegany jest fakt, kiedy tego utrzymania się nie wywalczy. 

• Robicie jakieś kalkulacje, ile punktów musicie zdobyć, aby zostać w III lidze? 

– Mamy takie nastawienie, że chcemy po prostu wygrać wszystko do końca i dogonić Naprzód Jędrzejów. Ktoś spojrzy w tabelę i powie, że to niemożliwe, bo oni mają 35 punktów, a my 26. Chciałbym jednak pojechać tam na ostatni mecz z nadzieją, że możemy ich jeszcze przeskoczyć. W kwestii utrzymania wiadomo, że ważne będzie jeszcze to, co wydarzy się w II lidze. Na razie na miejscu barażowym jest Resovia. To jest jednak drużyna, która w trudnym momentach potrafi z nich wyjść obronną ręką i jest jeszcze szansa, że podskoczy w tabeli.

• A jak obecnie wygląda sytuacja finansowa w Kraśniku? 

– Wszystko jest płacone na bieżąco, a działacze cały czas próbują się dogadywać ze wszystkimi w kwestii zaległych pieniędzy.

Więcej o autorze / autorach:
Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama